Rosyjskie siły zbrojne testują gotowość bojową jednostki dysponującej strategicznymi rakietami balistycznymi dalekiego zasięgu Jars. To kolejny test angażujący sprzęt zdolny do przeprowadzenia ataku z użyciem broni nuklearnej.
Rosyjskie wojska rakietowe stacjonujące w obwodzie twerskim będą ćwiczyć przenoszenie zakamuflowanych pocisków Jars na odległość do 100 kilometrów oraz ich ochronę przed atakami powietrznymi i wrogimi grupami sabotażowymi. Rakiety tego typu mogą być rozmieszczone w silosach lub montowane na mobilnych wyrzutniach i są zdolne do przenoszenia głowic nuklearnych. Zdaniem analityków ma to być "sygnał odstraszający" Zachód od silniejszego zaangażowania w wojnę na Ukrainie.
Przypomnijmy, że w ubiegłym miesiącu Moskwa rozszerzyła listę scenariuszy, które mogłyby skłonić ją do użycia broni nuklearnej, znacząco obniżając próg jej użycia. Ukraina oskarżyła wówczas Rosję o prowadzenie szantażu nuklearnego.
Do tej pory zgodnie z dekretem Władimira Putina z 2020 r. Rosja miałaby użyć broni jądrowej w przypadku ataku nuklearnego ze strony wroga lub ataku konwencjonalnego, który zagraża istnieniu państwa. Pod koniec września pojawiła się informacja, że rosyjski prezydent podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej zaproponował zmiany w doktrynie nuklearnej. Kluczową zmianą zapis o "wspólnej agresji na Rosję". Chodzi o atak ze strony kraju nieposiadającego broni jądrowej, wspieranego przez mocarstwo nuklearne.
RS-24 "Jars" to 23-metrowe pociski międzykontynentalne o zasięgu do 12 tys. km, osiągające w locie prędkość nawet rzędu 30 tysięcy km/h, czyli Mach 25. Są odpalane z silosów, albo mobilnych wyrzutni na ciężarówkach. Przenoszą po trzy oddzielnie naprowadzane głowice termojądrowe (ang. multiple independently targetable reentry vehicle) i dodatkowe wabiki do zmylenia obrony przeciwnika. Nie ma pewności jakie konkretnie są moce ładunków przenoszonych przez Jarsy, ale na pewno są to setki kiloton (od 100 do 400), czyli do nawet kilkudziesięciu bomb zrzuconych na Hiroszimę.