Rosja interesuje się grami: Aż 80 milionów Rosjan z różnych grup społecznych i wiekowych gra w gry. Co czwarty (23 proc.) Rosjanin jest regularnym graczem - według badania VTsIOM. Z siły tego zjawiska zdaje sobie sprawę nawet Kreml. Prezydent Rosji Władimir Putin domaga się większej kontroli nad rynkiem gier komputerowych. Tłumaczył, że to niezbędne, by "zapobiec szerzeniu się wypaczonego wyobrażenia o wydarzeniach historycznych oraz o miejscu i roli Rosji w świecie".
Rosjanie wzięli się za rynek gier dwutorowo: Po pierwsze jeszcze pod koniec zeszłego roku ujawniono, że na zlecenie prezydenta trwają prace nad rosyjską konsolą do gier. Mają być na niej dostępne przede wszystkim rosyjskie gry. Anton Gorelkin z Dumy Państwowej przyznał jednak, że "na razie" procesory nie są na poziomie, który pozwalałby na równą konkurencję z PS5 i Xbox. Dlatego Rosjanie mają działać "niekonwencjonalnie". Niewiele jeszcze wiadomo o nowej konsoli, ale wśród graczy już dorobiła się prześmiewczej nazwy "Putindo 64". "Rosyjska konsola nie jest tworzona po to, by przenieść tam sto starych gier i raportować o wykonaniu poleceń Prezydenta" - zapewniał Gorelkin.
Drugą sprawą są regulacje: Rosjanie chcą nałożyć na producentów gier dwa obowiązki. Po pierwsze będą wymagać powiadamiania graczy o obecności w grze wulgarnego języka, scen przemocy, okrucieństwa, alkoholu lub papierosów, a także czy gra może powodować strach, przerażenie lub panikę. Co jednak bardziej kontrowersyjne dystrybutorzy gier wideo w Rosji mają być zobowiązani do identyfikacji użytkowników za pomocą tzw. Gosuservices, danych biometrycznych lub numeru telefonu. Obowiązek ten ma dotyczyć również zagranicznych producentów, którzy chcą sprzedawać gry w Rosji. Tych zbyt wielu nie zostało po tym, jak rynek opuściło m.in. Sony, Microsoft i Nintendo. Rosjanie obawiają się, że przyjęcie nowych przepisów jeszcze bardziej ograniczy napływ zagranicznych gier do kraju.
Przeczytaj też tekst Daniela Maikowskiego: "Nawrócony" Mark Zuckerberg złożył hołd Donaldowi Trumpowi [OPINIA].
Źródła: The Moscow Times, Anton Gorelkin [Telegram], dailymail.co.uk