Burza wokół planów rządu. "W mediach społecznościowych nie ma wolności słowa"

Burza wokół rządowych planów dotyczących Internetu. Resort cyfryzacji przygotował przepisy pozwalające blokować treści w Internecie bez udziału sądu. - Nie zazdroszczę rządzącym - mówi nam Jacek Mańko z Akademii Leona Koźmińskiego i Polskiej Sieci Ekonomicznej.
Smartfon, social media - zdjęcie ilustracyjne
Viktollio / Shutterstock

Rząd przygotował przepisy, które pozwolą prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) wydawać ekspresowe nakazy blokowania treści w Internecie. Decyzje mają zapadać w ciągu 2-21 dni bez udziału sądu. Przepisy "mają służyć zwalczaniu nielegalnych treści w Internecie, w tym nielegalnych towarów, usług i informacji" - napisał na platformie X minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski

Zobacz wideo Podwójne standardy "wolności słowa" na Twitterze. Prawicowa bańka nietykalna

Platformy będą musiały usuwać treści 

"Obecnie nielegalne treści zamieszczane na platformach internetowych oceniane są wyłącznie przez te platformy i to one decydują o ich usunięciu bądź nie. Zmiany w prawie mają spowodować, że można będzie wnioskować o usunięcie nielegalnych treści w procedurze administracyjnej i będzie możliwe odwołanie do sądu" - napisał polityk. Zdaniem ministra cyfryzacji chodzi o tworzenie bezpieczniejszego środowiska internetowego i ochronę praw podstawowych w cyfrowej przestrzeni. "Wolność słowa, choć kluczowa, nie może usprawiedliwiać działań, które naruszają prawa innych osób" - napisał Krzysztof Gawkowski. Priorytetem ma być zapobieganie czynom zabronionym i ochrona dóbr osobistych, a przepisy mają lepiej chronić przed hejtem, nienawiścią i niszczeniem zdrowia psychicznego. Jeśli platforma internetowa błędnie usunie treści, polski koordynator ds. usług cyfrowych będzie mógł wydać nakaz ich przywrócenia. 

"Znajdujemy się w tragicznej sytuacji"

"Ministerstwo Cyfryzacji zaproponowało nowe zapisy dotyczące cenzury w Internecie. Są zaskakujące, bo na ich podstawie to UKE (!) będzie mogło nakazać zablokowanie (!!) dostępu do treści, które naruszają dobra osobiste (!!!). Czy wystarczy poczuć się urażonym, aby komuś zniknąć stronę internetową?" - zastanawia się z kolei na platformie X portal Niebezpiecznik.pl.

Tymczasem Jacek Mańko z Akademii Leona Koźmińskiego i Polskiej Sieci Ekonomicznej przypomina, że np. "strony internetowe można blokować i ma do tego prawo Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego już od jakiegoś czasu". Podkreśla, że z kolei próba moderowania treści na platformach społecznościowych jest "postulatem kontrowersyjnym".

Wziąwszy pod uwagę obecną sytuację, czy to polityczną czy technologiczną, jaka towarzyszy rozwojowi mediów społecznościowych, znajdujemy się w tragicznej sytuacji - cokolwiek by się nie wydarzyło, będzie źle

- mówi ekspert w rozmowie z Next.gazeta.pl. Z jednej strony platformy społecznościowe nie powinny być zostawione same sobie, a z drugiej strony "wszelkie próby odgórnej cenzury spotykają się niestety z zasłużonymi replikami, że brakuje nadzoru nad instytucjami czy osobami, które będą to robić". 

Ekspert: W mediach społecznościowych nie ma wolności słowa

- Możemy zapytać: kto pilnuje tych strażników? - dodaje Jacek Mańko. Jego zdaniem jednocześnie dochodzimy jednak jako społeczeństwo do wniosku, że "z tymi platformami coś trzeba zrobić". - Chciałbym podkreślić, że w mediach społecznościowych nie ma wolności słowa, niezależnie od rekomendacji tych czy innych rządzących. Ponieważ odbywa się tam cenzura algorytmiczna. Platformy mogą w każdej chwili cokolwiek usunąć, mogą banować ludzi czy shadowbanować, ciąć zasięgi i to się już dzieje. Nad tym nie ma kontroli. To co polskie państwo próbuje zrobić, to zrównoważyć kontrole ze strony administracji publicznej. Jest to sytuacja, która rodzi mnóstwo potencjalnych nadużyć - mówi nam ekspert. Według niego rządzący powinni "wymusić na platformach pewnego rodzaju odpowiedzialność".

"Nie ma takiego Herkulesa..."

- Takie jest m.in. założenie Digital Services Act, bo to właśnie wdrożenie tego aktu w Polsce przewiduje, że UKE będzie usuwało posty. Ale z drugiej strony widzimy, że te platformy idą też w drugą stronę. Tak było z X czy niedawno z Facebookiem - "nie mówcie nam, co mamy robić, a poza tym po naszej stronie jest amerykański prezydent i proszę nie ingerować w działalność biznesową amerykańskich spółek". Jest to sytuacja bez wyjścia - uważa nasz rozmówca. 

To stajnia Augiasza i ma takiego Herkulesa, który by ją posprzątał. To jest ogromne wyzwanie dla całego ładu publicznego. Biorąc pod uwagę model biznesowy tych platform, jak również polityczną agendę jaką mają ich szefowie, to jest to sytuacja bez precedensu

- dorzuca Jacek Mańko. Ekspert uważa, że nie ma w tym przypadku dobrego rozwiązania, bo z jednej strony "albo narazimy się amerykańskiemu rządowi, albo na krytykę dotyczącą dławienia wolności w Internecie". - Nie zazdroszczę rządzącym - podsumowuje. 

Więcej o: