Koniec social mediów? Stały się szambem internetu. Przyznaje to sam Facebook

Daniel Maikowski
Media społecznościowe umierają na naszych oczach, stając się gigantycznymi machinami do konsumpcji wideo. Przyznaje to nawet firma, która rozpoczęła "social mediową rewolucję".
Mark Zuckerberg
Fot. Tama2u / Shutterstock

Media społecznościowe całkowicie zmieniły sposób, w jaki podtrzymujemy relacje i konsumujemy treści. Przez ostatnie dwie dekady pełniły funkcję cyfrowej agory - miejsca, w którym mogliśmy dzielić się swoimi przemyśleniami i wchodzić w interakcje z przyjaciółmi oraz rodziną. Ten być może nieco naiwny obraz należy jednak do przeszłości. Platformy, które stworzono na gruncie "społeczności", masowo i z premedytacją porzuciły swoje pierwotne założenia. 

Zobacz wideo Nie tylko GTA VI. Oto największe wycieki gier w historii [TOPtech]

Era, w której znajomi zniknęli z feedu

Wystarczy jeden rzut oka na nasz "feed" (miejsce, w którym pojawiają się nowe treści) na Facebooku, X bądź też Instagramie. Wpisów i zdjęć naszych przyjaciół jest na nim jak na lekarstwo. Ba, wielokrotnie zdarzało się, że post bliskiej mi osoby pojawiał się na facebookowej "tablicy" po tygodniu od jego opublikowania. Albo jeszcze później.

Klasyczna era mediów społecznościowych rzeczywiście dobiega końca. Platformy te od pewnego czasu upodabniają się do telewizji – coraz większą część stanowią rekomendowane treści wideo tworzone przez osoby, których nie znamy i których nawet nie obserwujemy

- zauważa w rozmowie z next.gazeta.pl Michał Podlewski, analityk i ekspert w temacie sztucznej inteligencji oraz autor bloga Trajektorie.pl. - Nowością jest pojawienie się materiałów generowanych przez AI, które – jak pokazują statystyki - cieszą się rosnącą popularnością. Choć to dopiero wczesny etap, takie treści będą stanowić coraz większy procent tego, co oglądamy na tych platformach - dodaje ekspert. 

Media społecznościowe, które niegdyś promowały treści tworzone przez naszych bliskich, dziś faworyzują to, co generuje maksymalne zaangażowanie i długi czas spędzany przed ekranem - czyli wideo. Stały się one de facto kanałami VOD, choć zarządzanymi przez algorytmy rekomendacyjne, a nie przez tradycyjnych wydawców. 

Facebook przyznaje wprost: Nie jesteśmy platformą społecznościową

Najmocniejsze dowody na potwierdzenie tej tezy dostarczył nam sam koncern Meta, właściciel Facebooka i Instagrama. W sierpniu tego roku firma kierowana przez Marka Zuckerberga przekazała Federalnej Komisji Handlu odpowiedź na pozew antymonopolowy, w której w absurdalny sposób broni się przed zarzutami FTC. Meta utrzymuje w nich, że nie może być monopolistą na rynku mediów społecznościowych, ponieważ... Facebook i Instagram de facto nie są już serwisami social media. 

Fragment dokumentu opublikowanego przez Metę
Fragment dokumentu opublikowanego przez MetęFTC

W opublikowanych dokumentach Meta przytacza konkretne liczby. Okazuje się, że ponad 80 proc. czasu spędzanego na Facebooku i ponad 90 proc. na Instagramie poświęcamy na oglądanie treści wideo. Większość z tego stanowią treści od nieznanych nam twórców, polecane przez algorytmy. 

Dzisiaj tylko ułamek czasu spędzanego w usługach Meta - 7 proc. na Instagramie i 17 proc. na Facebooku – wiąże się z konsumowaniem treści od znajomych (‘friend sharing’). Większość czasu spędzonego w obu aplikacjach to oglądanie filmów, coraz częściej krótkometrażowych, które są ‘niepołączone’ - tzn. nie pochodzą od znajomego ani obserwowanego konta - i rekomendowane przez algorytmy oparte na sztucznej inteligencji, które Meta opracowała jako bezpośrednią reakcję konkurencyjną na wzrost popularności TikToka, który zahamował rozwój Mety

- czytamy w dokumencie opublikowanym na stronie FTC.

Ten ostatni fragment to nie tyle kolejny dowód w sprawie, ale wręcz nekrolog mediów społecznościowych w ich pierwotnej formie. Platformy takie jak Facebook, chcąc rywalizować z TikTokiem, całkowicie skapitulowały przed mechanizmem niekończącego się "pożerania" treści wideo. 

Platformom zależy przede wszystkim na tym, by jak najdłużej zatrzymać nas przed ekranem, co pozwala wyświetlić więcej reklam. Nasi znajomi nie tworzą tylu angażujących treści, byśmy regularnie wracali do aplikacji i spędzali tam wiele godzin. Jak pokazał sukces TikToka, najbardziej wciągają nas krótkie formy wideo – i wszyscy starają się ten model powtórzyć

- zwraca uwagę Michał Podlewski.

Zalewa nas cyfrowy "szlam"

Problemem jest nie tylko rosnąca konsumpcja wideo, ale również dramatycznie pogarszająca się jakość tego, czym jesteśmy "karmieni". Coraz więcej treści, które wypełniają nasz feed, nie jest nawet dziełem człowieka. Wkraczamy w erę, w której jeden algorytm dostarcza nam treści wideo wygenerowane przez inny algorytm. 

Potężne narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji, takie jak Sora od OpenAI (pozwala na tworzenie fotorealistycznych klipów wideo z prostych instrukcji tekstowych) czy też Vibes (stworzona przez Metę sieć społecznościowa, w której użytkownicy mogą oglądać filmy generowane wyłącznie przez AI), zwiastują, że cyfrowe strumienie wideo nigdy nie wyschną. Treści te powstają bez wysiłku, błyskawicznie i na masową skalę, co prowadzi do zjawiska określanego przez analityków mianem "AI slop"  - cyfrowego szlamu, bezwartościowych treści wideo, których jedynym celem jest przykucie naszej uwagi.

W ten sposób platformy, które w (być może naiwnym) założeniu miały ułatwiać interakcję międzyludzką, ewoluowały w kierunku "telewizji 2.0". Podobnie, jak w tradycyjnej telewizji, celem jest utrzymanie widza przy ekranie, bez względu na to, jak generyczny jest nadawany program. Algorytmy stały się naszym pilotem, nieustannie przełączającym kanały w poszukiwaniu kolejnego bodźca.

Ta bezprecedensowa nadpodaż treści, szczególnie generowanych przez AI, ma również szkodliwy wpływ na to, co jest sednem każdej platformy: zaangażowanie użytkowników. Podczas gdy treści się mnożą, zaangażowanie wyparowuje.

Wskaźniki interakcji na głównych platformach spadają w szybkim tempie. Jak wylicza "Noema Magazine", posty na Facebooku i X notują średni wskaźnik zaangażowania na poziomie zaledwie 0,15 proc., a Instagram odnotował spadek o 24 proc. r/r. Nawet potężny TikTok zaczął wytracać dynamikę. Ludzie przestali wchodzi w interakcje i rozmawiać ze sobą za pośrednictwem social mediów.

Mikrospołeczności antidotum na social media?

Jeżeli platformy społecznościowe stały się nową telewizją, czyli miejscem, gdzie konsumujemy, zamiast aktywnie tworzyć więzi, to naturalną odtrutką na tradycyjne social-media i AI slop wydają się być mikrospołeczności. 

Komunikacja online staje się dziś coraz bardziej kameralna – obserwujemy przenoszenie się użytkowników do mniejszych, wyspecjalizowanych przestrzeni i prywatnych grup

- zauważa Michał Podlewski. "Młodsze pokolenie stawia dziś na Discorda, starsi częściej korzystają z WhatsAppa, prawie wszyscy mają też jakieś grupki na Messengerze. Według mnie coraz większą popularność zdobywać będą również płatne kanały społecznościowe oparte na subskrypcji, które pozwalają budować mniejsze, ale bardziej zaangażowane społeczności" - dodaje ekspert. 

Mikrospołeczności to kluby, a nie masowe areny. W tych przestrzeniach liczy się nie wiralność, lecz zaufanie. Użytkownicy nie gonią za skalą, ale za głębią relacji. Płatne lub moderowane przestrzenie to jednocześnie skuteczna bariera dla armii botów i generatywnego spamu, które od lat zalewają "duże" media społecznościowe.

Zmierzch ery mediów społecznościowych w ich dotychczasowej formie może być jednocześnie szansą na powrót do pierwotnej idei internetu: tworzenia mniejszych, bardziej intencjonalnych i autentycznych przestrzeni. Być może to właśnie w tych "tysiącach małych ogrodów", znajdziemy sensowniejszą przyszłość cyfrowych interakcji, która nie będzie polegała na niekończącym się przewijaniu feedu.

Nie sądzę, by treści generowane przez AI całkowicie zastąpiły materiały tworzone przez ludzi. Nadal doceniamy autentyczność i lubimy mieć świadomość, że coś zostało stworzone przez człowieka. Jest też spora grupa osób, które z zasady nie ufają sztucznej inteligencji i odrzucają wytworzone przez nią materiały.

- podsumowuje Podlewski.

Daniel Maikowski
Więcej o: