Jak pokazuje wojna z Iranem, koszty działań militarnych mogą być ogromne i wcale nie gwarantują sukcesu. Pentagon poprosił dopiero co o kolejne 200 mld dolarów, by móc kontynuować walkę w Zatoce Perskiej.
Tymczasem hobbysta Alisher Khojayev pokazał, że przynajmniej w przypadku niektórych pocisków, koszt produkcji może być śmiesznie niski.
Man-portable air-defense systems (MANPADS or MPADS) to przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy ziemia-powietrze, który może być obsługiwany przez żołnierza i służy do zestrzeliwania nisko lecących samolotów, ale także śmigłowców, dronów czy pocisków manewrujących.
Przykładem może być polski zestaw Piorun produkowany przez zakłady Mesko, którego koszt jednostkowy to ok. 600 tys. zł. Zachodnie odpowiedniki bywają jeszcze droższe. To gigantyczna kwota, zwłaszcza w porównaniu z podobnym uzbrojeniem stworzonym "metodą garażową" za 96 dolarów.
Khojayev, twórca projektu Conard, wszystko zaprezentował na filmiku w YouTube, włącznie ze szczegółową wyceną. "Ten projekt to prototyp będący dowodem słuszności koncepcji taniej wyrzutni rakiet i systemu rakiet kierowanych, zbudowanych z wykorzystaniem elektroniki użytkowej i komponentów wydrukowanych w 3D" - można przeczytać na stronie projektu.
Konstrukcja składa się z najtańszych elementów takich jak polimer PLA (służący do druku 3D), mikrokontrolery ESP32, moduł GPS, kompas czy kosztujący zaledwie 5 dolarów czujnik MPU6050 będący jednostką inercyjną (mierzy siłę czy prędkość kątową, by dane urządzenie miało orientację w przestrzeni).
Jak podaje portal abit.ee, profesjonalny sprzęt tego rodzaju, czyli amerykański Raytheon Stinger kosztuje około 480 tys. dolarów - różnica jest więc prawie 5000-krotna. A jak ze skutecznością? Garażowa produkcja okazuje się być zadziwiająco dobra. Wyrzutnia (z której wystrzeliwuje się pocisk) łączy się z lokalną siecią Wi-Fi, a komputer mierzy dane telemetryczne i wykonuje obliczenia balistyczne. System potrafi korygować swój lot, dzięki wykorzystaniu sieci zewnętrznych kamer. A wszystkie istotne informacje o jego budowie są dostępne w internecie.
Należy sobie zdawać sprawę, że kopia, która powstała z wykorzystaniem drukarki 3D ustępuje jakościowo produkowanym profesjonalnie pociskom MANPADS, a cały eksperyment nie miał na celu przekonania przemysłu zbrojeniowego, żeby zamienił swoje technologie na metody chałupnicze. Z drugiej strony dysproporcja w cenie jest ogromna i sugeruje, że istnieje spore pole do znaczącej redukcji kosztów - nie tylko ze strony amerykańskiej zbrojeniówki.
Czytaj też: Setki nowych stanowisk w branży. Zbrojeniówka kusi nie tylko zarobkami