Jak wynika z najnowszego komunikatu UW, cyberprzestępcy zinfiltrowali systemy informatyczne na przełomie stycznia i lutego 2026 roku. Atakujący nie musieli przełamywać zabezpieczeń siłą – użyli prawidłowego loginu i hasła, które najprawdopodobniej zdobyli wcześniej poprzez złośliwe oprogramowanie na urządzeniu jednego z użytkowników.
Dzięki temu hakerzy działali w sposób rozproszony i przez dłuższy czas pozostawali niezauważeni, sukcesywnie pobierając kolejne pliki. Choć nie doszło do zaszyfrowania infrastruktury uczelni, przestępcom udało się wyprowadzić na zewnątrz łącznie 850 GB danych.
Większość z opublikowanych 200 tysięcy plików (ok. 650 GB) to ogólnodostępne materiały audiowizualne. Poważne zagrożenie stwarza jednak pozostałe 200 GB. Znajdują się tam informacje dotyczące głównie osób związanych z Wydziałem Neofilologii oraz Wydziałem Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji.
Wykradzione dane są bardzo szczegółowe i obejmują m.in.:
Uczelnia ostrzega, że wyciek stwarza ogromne ryzyko kradzieży tożsamości oraz wykorzystania danych m.in. do zaciągania niechcianych zobowiązań finansowych.
Obecna sytuacja rzuca nowe światło na komunikaty sprzed dwóch miesięcy. Kiedy 9 lutego uczelnia zorientowała się, że padła ofiarą cyberataku, sprawę nagłośnił m.in. minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Informowano wówczas o zidentyfikowaniu złośliwego oprogramowania na jednej ze stacji roboczych, ale oficjalne przekazy głosiły, że dotychczasowe ustalenia nie wskazują na wyciek danych osobowych. Trwające śledztwo i ostateczna publikacja paczki w darknecie zweryfikowały te założenia.
Uniwersytet współpracuje obecnie z CERT Polska, Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) oraz Urzędem Ochrony Danych Osobowych. Do czasu ostatecznego ustalenia, czyje dokładnie dane wyciekły, uczelnia zaleca wszystkim obecnym i byłym studentom, pracownikom i kandydatom na studia natychmiastowe podjęcie kroków zapobiegawczych.
Eksperci od spraw bezpieczeństwa oraz UW rekomendują: