Niemcy. Koronakryzys testem dla stałego zakazu prostytucji . "Usługi uwłaczające godności"

Grupa niemieckich posłów chce wykorzystać pandemię, by na stałe zakazać prostytucji - informuje "Sueddeutsche Zeitung". Polka "Justyna" jest temu przeciwna.
Zobacz wideo

Koronakryzys nie oszczędził branży usług seksualnych. W połowie marca w związku z pandemią w Niemczech zamknięto domy publiczne, a niektóre kraje związkowe całkowicie zakazały prostytucji. Według cytowanej przez dziennik "Sueddeutsche Zeitung" Johanny Ulrichs ze stowarzyszenia Phoenix z Hanoweru, które pomaga prostytutkom, wiele z nich obawia się o swoją egzystencję. Niektóre już zbankrutowały albo zarabiają nielegalnie. Jednak – jak pisze "SZ" – dla grupy 16 niemieckich posłów z koalicyjnych partii CDU i SPD nad taką sytuacją wcale nie trzeba ubolewać. Już w połowie maja w liście adresowanym do premierów krajów związkowych zaapelowali, by domy publiczne pozostały zamknięte, a łagodzenie restrykcji nie obejmowało usług seksualnych. Prostytucja, jak twierdzą autorzy listu, ma efekt „superroznosiciela” koronawirusa.

Usługi uwłaczające godności i dyskryminujące kobiety

"Sygnatariusze listu chcą jednak czegoś więcej. Chodzi im o zasadę – o zakaz handlu seksem” – pisze "Sueddeutsche Zeitung". Warunki pracy prostytutek uważają oni „w większości przypadków za uwłaczające godności ludzkiej, niszczycielskie i dyskryminujące kobiety”. Wśród zwolenników tej inicjatywy są były minister zdrowia Herman Groehe (CDU), przewodnicząca struktury Frauen-Union w CDU Annette Widmann-Mauz oraz specjalizujący się w polityce zdrowotnej poseł SPD Karl Lauterbach.

Jak pisze "SZ", Widmann-Mauz chce doprowadzić do tego, by niemiecka chadecja jeszcze w tym roku zajęła stanowisko w tej sprawie a najlepiej, by opowiedziała się za zakazem sprzedaży usług seksualnych. W rozmowie z dziennikiem podkreśla ona, że warunki pracy prostytutek powinny oburzać tak samo, jak warunki pracy w rzeźniach, o czym głośno było w Niemczech w ostatnich miesiącach. W SPD trwają kontrowersyjne dyskusje na ten temat. Przeciwko zakazowi wypowiedziała się berlińska socjaldemokracja, zaś struktury SPD w Badenii-Wirtembergii są za. „Dla zwolenników zakazu restrykcje koronawirusowe służą jako test” – ocenia „Sueddeutsche Zeitung”. Proponują oni też „model nordycki”, w którym to klienci prostytutek byliby karani. Dla prostytutek wprowadzonoby zaś programy, ułatwiające zerwanie z zawodem.

"Prostytucja nie zniknie"

Według gazety inicjatywa ta przekreśla plan minister odpowiedzialnej za sprawy kobiet Franziski Giffey z SPD, która chce najpierw poczekać na wyniki oceny wdrażania ustawy o ochronie osób uprawiających prostytucję, obowiązującej od lipca 2017 roku. Raport ten ma jednak wpłynąć do Bundestagu dopiero w lipcu 2025 roku. Rzeczniczka resortu Giffey wskazuje też, że ewentualny zakaz tylko z pozoru ukróciłby prostytucję, bo wiele osób uprawiających ten zawód robiłaby to dalej, ale nielegalnie.

„SZ” publikuje też rozmowę z 31-letnią Polką, która uprawia prostytucję w Niemczech. Podkreśla ona, że zajmuje się tym z własnej woli, a większość kobiet w tym zawodzie pracuje samodzielnie. Nie dotyczy to jednak około 15 czy 20 procent kobiet, zwłaszcza z Rumunii i Bułgarii, które nie znają niemieckiego i za którymi zazwyczaj stoi jakiś mężczyzna. „Jestem na tyle dorosła, by sama decydować o tym, co robię” – podkreśla „Justyna”. Jej zdaniem zakaz prostytucji sprawiłby, że wiele kobiet działałoby nielegalnie. „Prostytucja nadal będzie. Część pewnie wyemigruje do Szwajcarii, Austrii czy Holandii, ale większość pewnie tu zostanie” – ocenia.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle