Nord Stream 2. "Tak wygląda umierający gazociąg". USA wciąż mogą nałożyć sankcje, także za Joe Bidena

Donald Trump i Joe Biden mają ze sobą niewiele wspólnego. Niemiecko-rosyjski gazociąg Nord Stream 2 jest jednak dla obu cierniem w oku. W USA wciąż rośnie groźba sankcji na firmy uczestniczące w budowie.

"Ten gazociąg nie zostanie zbudowany" - stanowczo oświadczył wysoki rangą przedstawiciel administracji waszyngtońskiej w rozmowie z Niemiecką Agencją Prasową.

Nord Stream 2. USA wciąż stanowcze

"Tak wygląda umierający gazociąg", dodał. Jak wyjaśnił, władze USA zidentyfikowały wiele firm i osób, którym grożą pierwsze sankcje za udział w tym projekcie, zgodnie z ustawą Kongresu USA. Strona amerykańska, jak podkreślił, nawiązuje z nimi kontakt oraz informuje o możliwych sankcjach. "USA nie chcą nakładać kar na europejskie przedsiębiorstwa. Dzwonimy do nich po to, aby je ostrzec i dać im czas na wycofanie się z tego projektu", wyjaśnił. W jego przekonaniu, Nord Stream 2 "jest projektem geopolitycznym, wykorzystywanym przez Rosję do wywierania nacisku na państwa europejskie".

Białoruś. Alaksandr Łukaszenka (z prawej).Lukratywne interesy z Łukaszenką. Firmy z Niemiec współpracują z białoruskimi

Rosnąca zależność od Moskwy?

Zarówno wciąż jeszcze urzędujący prezydent USA Donald Trump, jak i wielu demokratów z otoczenia prezydenta-elekta Joe Bidena argumentują, że Niemcy w razie ukończenia budowy gazociągu dodatkowo uzależnią się energetycznie od Moskwy. W grudniu ubiegłego roku Kongres USA przyjął "Ustawę o ochronie europejskiego bezpieczeństwa energetycznego" (PEESA). Mimo ostrej krytyki ze strony Niemiec i Rosji, prezydent Trump ją podpisał i ustawa PEESA weszła w życie 20 grudnia 2019 roku.

Amerykańskie sankcje wymierzone są w firmy utrzymujące specjalne statki do układania rur gazociągu na dnie Bałtyku. Wskutek ustawy PEESA operacja ta została na razie wstrzymana. Szwajcarska firma Allseas, do której należą takie statki, zastopowała ich prace pod koniec ubiegłego roku wskutek amerykańskich nacisków i groźby nałożenia na nią sankcji. Wtedy, jak poinformowało konsorcjum budujące gazociąg Nord Stream 2, z około 2460 kilometrów rur ułożono już 2300 kilometrów.

Budżet UE. Mateusz Morawiecki i Viktor Orban.Weto ws. praworządności. Niemiecka prasa: Polska dzieli UE na rękę Putinowi

Sankcji wciąż jeszcze nie ma

USA do tej pory jeszcze nie nałożyły żadnych sankcji. W sierpniu tego roku trzej amerykańscy senatorowie jednak zagrozili listownie terminalowi promowemu Sassnitz-Mukran na wyspie Rugia "miażdżącymi" sankcjami. W porcie tym kotwiczy rosyjski statek "Akademik Czerski", który miał kontynuować prace przy układaniu rur gazociągu.

W październiku strona amerykańska podjęła kolejne kroki. Zgodnie z nową wytyczną Departamentu Stanu USA, z sankcjami muszą liczyć się także ci wszyscy, którzy oddają na potrzeby statków do układania rur środki finansowe, specjalistyczne wyposażenie i pomieszczenia. Rzecznik Nord Stream 2 podkreślił, że udziałowcy tego konsorcjum, jak również pięciu inwestorów finansujących projekt gazociągu, nadal opowiadają się za jego ukończeniem. Na razie trudno jest określić koszty spowodowane opóźnieniem prac, jak również koszty związane z ewentualnymi sankcjami. Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział jesienią tego roku, że Rosja w razie konieczności gotowa jest ukończyć budowę gazociągu własnymi siłami, bez udziału partnerów z zagranicy.

"Sankcje będą. Niezależnie od tego, kto jest prezydentem USA"

W spółce Nord Stream 2 S.A. z siedzibą w Zug w Szwajcarii, rosyjski koncern Gazprom jest formalnie jedynym udziałowcem. Jego partnerami finansowymi są niemieckie koncerny Wintershall Dea i Uniper, jak również niderlandzko-brytyjski Shell, Engie z Francji oraz OMV z Austrii. Przewodniczącym rady nadzorczej konsorcjum Nord Stream jest były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. W konsorcjum Nord Stream 2 jest szefem rady dyrektorów.

Koncern Uniper stwierdził z ubolewaniem, że USA "w dalszym ciągu usiłują podkopać realizację tego ważnego projektu infrastrukturalnego, który (naszym zdaniem) jest konieczny dla zapewnienia Europie jej bezpieczeństwa energetycznego". Jest to "oczywistym atakiem na europejską suwerenność".

Kilka dni temu szef koncernu Uniper Andreas Schierenbeck wyraził w rozmowie z dziennikarzami przekonanie, że budowa gazociągu zostanie ukończona, tym bardziej, że "brakuje już tylko niewielu kilometrów". Drugi niemiecki koncern Wintershall Dea oświadczył, że nie otrzymał jeszcze żadnego ostrzeżenia ze strony administracji waszyngtońskiej.

Wspomniany na początku jej wysoki przedstawiciel jednak oświadczył, że zwolennicy gazociągu Nord Stream 2 nie powinni żywić żadnych nadziei w związku ze zmianą na stanowisku prezydenta USA. Jak powiedział, "sankcje zostaną nałożone niezależnie od tego, kto akurat zasiada w Gabinecie Owalnym w Białym Domu".

Zobacz wideo Koniec z "America First"? Mapa globalnych wyzwań Bidena. "Nie ma powrotu do tego, co było przed Trumpem"

"USA nie decydują o zaopatrzeniu Europy w energię"

Niemcy nie zamierzają zbyć tego milczeniem. Wiceprzewodniczący klubu poselskiego SPD w Bundestagu powiedział, że "prężenie muskułów i grożenie sankcjami przez przedstawicieli administracji waszyngtońskiej są wysoce nieodpowiednie zarówno co do treści, jak i formy". Achim Post podkreślił, że "decyzje o zaopatrzeniu Niemiec i Europy w energię nie zapadają w Waszyngtonie ani w Moskwie, tylko w Berlinie i Brukseli". W tej chwili ważne jest, żeby jak najwcześniej doprowadzić do wymiany opinii z nową administracją waszyngtońską, aby nie dopuścić do eskalacji sporu wokół projektu Nord Stream 2, dodał.

Nowy prezydent USA zostanie zaprzysiężony 20 stycznia 2021 roku. Ale Joe Biden jest równie krytycznie nastawiony do tego gazociągu jak Donald Trump. Już jako wiceprezydent u boku Baracka Obamy powiedział, że ten gazociąg jest "najgorszym z możliwych interesów dla Europy".

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.