Czy argumenty Polski i Węgier ws. budżetu UE mają sens? DW: To nieprawda, że mechanizm jest niejasny

Poprzez blokadę unijnego budżetu Polska i Węgry doprowadziły do poważnego kryzysu w UE. Redakcja Deutsche Welle sprawdziła, na ile argumenty obu krajów są słuszne.

Wetując unijny budżet i Fundusz Odbudowy, Warszawa i Budapeszt doprowadziły do największego kryzysu Unii Europejskiej od lat. W wielu krajach członkowskich rośnie frustracja z tego powodu. Oba kraje zarzucają Unii, że mechanizm "pieniądze za praworządność" to próba ukarania ich za to, że w różnych sprawach, na przykład w kwestii migracji, idą pod prąd liberalnej większości w UE. Premierzy Mateusz Morawiecki i Viktor Orban czekają na propozycję kompromisowego rozwiązania ze strony niemieckiej prezydencji w Radzie UE. Deutsche Welle analizuje stanowisko obu krajów.

Zobacz wideo Skąd Unia bierze pieniądze i kto dorzuca najwięcej? Spór o budżet UE to ryzyko utraty miliardów euro

Dlaczego Polska i Węgry wetują budżet UE i Fundusz Odbudowy?

Powodem weta jest tak zwany mechanizm warunkowości, który ma umożliwić Brukseli szybsze i skuteczniejsze wprowadzanie sankcji za łamanie zasad praworządności. Chodzi przy tym jednak jedynie o przypadki niewłaściwego wykorzystywania środków z UE, na przykład przy nieprawidłowościach w przetargach publicznych. W lipcu Polska i Węgry zgodziły się generalnie co do zasadności takiego mechanizmu. Teraz twierdzą, że przybrał on formę inną, niż wówczas ustalono. Ale to nieprawda.

Aktualna propozycja zawiera jedynie nieznaczne zmiany. Najważniejszą z nich jest sformułowanie, że mechanizm warunkowości może zostać wdrożony już wówczas, gdy "w wystarczająco bezpośredni sposób" można stwierdzić potencjalne ryzyko nadużyć w związku z unijnymi funduszami. We wcześniejszym wariancie była mowa o nadużyciach, które już miały miejsce. Jednocześnie w mechanizm została wbudowana poważna bariera: do wprowadzenia sankcji potrzeba zgody kwalifikowanej większości piętnastu krajów członkowskich zamieszkiwanych przez co najmniej 65 procent ludności UE.

Jak Polska i Węgry uzasadniają weto? I czy ich argumenty są słuszne?

Oficjalnie Polska i Węgry argumentują, że mechanizm warunkowości jest niezgodny z unijnym prawem i że tym samym podważa zasady praworządności, zamiast je wzmacniać. Jednak rządy obu krajów nie precyzują, o które punkty traktatu lizbońskiego dokładnie chodzi. Kolejny zarzut to rzekome niejasne sformułowania zawarte w opisie nowego instrumentu, co może go uczynić politycznym narzędziem stosowanym uznaniowo wobec nielubianych krajów.

Także to nie jest prawdą. 14-stronicowy projekt rozporządzenia "fundusze za praworządność" zawiera jasne kryteria i definicje, kiedy i pod jakimi warunkami można go użyć. To, że zostanie on użyty jako polityczna broń, jest mało realne - już w ostatnich latach UE pokazała, że w sporze o praworządność pozostaje raczej w defensywie.

Premier Morawiecki nazywa nowy mechanizm "pałką" propagandową, która przypomina mu czasy socjalizmu. Jego węgierski kolega Viktor Orban uważa, że to "nowy Związek Radziecki" oraz że mechanizm został wymyślony jako kara dla krajów, które są przeciwne napływowi migrantów do UE. Jednak takie wyjaśnienia mogą padać jedynie na użytek polityki wewnętrznej i służyć mobilizacji własnych szeregów, bo w rzeczywistości nowy instrument nie ma nic wspólnego z polityką migracyjną Unii.

Krytycy rządów w Budapeszcie i Warszawie uważają, że są one przeciw mechanizmowi praworządności, bo zagraża to korupcji, która odbywa się w związku z przydzielaniem funduszy unijnych. Czy to prawda?

Nadużycia w związku z unijnymi pieniędzmi to problem przede wszystkim na Węgrzech, które pod tym względem są unijnym rekordzistą. Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) zidentyfikował tam w latach 2015-2019 w sumie 43 przypadki użycia pieniędzy niezgodnego z przeznaczeniem - to 3,93 procent funduszy przyznanych Węgrom w tym okresie.

Dla porównania: w całej UE stwierdzono w tym czasie 235 przypadków, a suma kwot wyniosła 0,34 procent unijnych funduszy. Węgry przekraczają zatem ten wskaźnik ponad dziesięciokrotnie, przy czym możliwe, że część spraw w ogóle nie trafia do oficjalnych statystyk. Unijne środki często są przydzielane członkom rodziny Orbana albo biznesmenom z jego kręgu, a przetargi są rozpisywane pod ich kątem. Często zdarza się, że węgierskie organy ścigania ignorują zalecenia wydawane przez OLAF i nie prowadzą śledztw w sprawie tych nadużyć.

Inaczej jest w Polsce, gdzie w okresie 2015-2019 OLAF stwierdził nadużycia dotyczące 0,12 procent unijnych funduszy w 22 przypadkach.

Co weto - a tym samym rezygnacja ze środków z Funduszu Odbudowy - oznaczałoby dla Polski i Węgier?

Oba kraje osiągnęły ogromne korzyści z unijnego członkostwa, a unijne środki są znaczącym czynnikiem wzrostu gospodarczego. W 2018 roku stanowiły one 3,43 procent PKB, na Węgrzech było to 4,97 procent. W Polsce odpowiadają za jedną czwartą wzrostu gospodarczego ostatnich lat. Po wejściu Polski do UE do kraju napłynęło wiele zagranicznych inwestycji, których łączna suma wynosi teraz prawie 200 miliardów euro. Dzięki unijnym funduszom utworzono 600 000 nowych miejsc pracy.

Polska i Węgry to najwięksi beneficjenci unijnych pieniędzy: w roku 2019 Polska otrzymała 12,1 miliarda euro, a Węgry 5,1 miliarda. Także w budżecie 2021-2027 oba kraje mają być rekordzistami.

Wskutek koronakryzysu w obu krajach oczekiwany jest spadek wzrostu gospodarczego, prawdopodobnie na poziomie od czterech do ośmiu procent. Fundusz Odbudowy mógłby wyrównać znaczną część tych strat, gdyż składa się z pożyczek, które tylko częściowo muszą być zwrócone do unijnej kasy. Premierzy Polski i Węgier zapowiadają zaciągnięcie kredytów na międzynarodowych rynkach finansowych, jeśli ich kraje zostałyby wyłączone z Funduszu Odbudowy. Jednak na dłuższą metę znacznie bardziej obciążyłoby to budżety tych krajów niż środki z Funduszu.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.