"FAS" o sankcjach za sprawę Nawalnego. Co zrobić, żeby Putina zabolało?

UE ma w przyszłym tygodniu uzgodnić listę Rosjan objętych sankcjami w związku ze sprawą Nawalnego. Niemieccy publicyści zastanawiają się, jakie restrykcje byłyby dla prezydenta Putina najbardziej bolesne.

W kontekście sankcji mówi się obecnie o czterech osobach: prokuratorze generalnym Igorze Krasnowie, szefie komitetu śledczego Aleksandrze Bastrykinie, dyrektorze służby więziennej Aleksandrze Kałasznikowie i szefie gwardii narodowej Wiktorze Zołotowie – piszą w niedzielę na łamach „Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” Thomas Gutschker i Friedrich Schmidt.

Zobacz wideo Co czeka Nawalnego? „Póki co nie będzie szczęśliwego zakończenia"

Autorzy wyjaśniają, że właśnie te osoby ponoszą odpowiedzialność za aresztowanie Nawalnego po jego powrocie do Moskwy i skazanie go na karę więzienia.

Dziennikarze „FAS" przypominają, że Nawalny sprzeciwia się restrykcjom, które zaszkodziłyby rosyjskiej gospodarce, a tym samym całemu krajowi i jego mieszkańcom. Jego zdaniem sankcje powinny być wymierzone przeciwko poplecznikom Putina – „oligarchom, którzy należą do ścisłego kręgu wspierającego prezydenta”. „Nikt w Moskwie nie będzie traktował unijnych sankcji poważnie, dopóki jacht Aliszera Usmanowa, związanego z Kremlem miliardera, może bezproblemowo cumować w porcie w Barcelonie” – uważa opozycjonista.

Kogo chce karać Nawalny?

Jego współpracownicy przygotowali listę osób, które powinny zostać objęte sankcjami. Są wśród nich Usmanow i Roman Abramowicz, ale także synowie decydentów w rodzaju dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa FSB, którzy służą za „kurierów finansowych” swoich wpływowych ojców.

Europosłowie przyjęli do wiadomości apel Nawalnego i domagają się sankcji przeciwko przyjaciołom Putina. „Polska przyłączyła się” – dodaje „FAS”. Jednak w kręgu ministrów spraw zagranicznych UE nie było dla tego pomysłu wystarczającego poparcia – zauważają autorzy.

„FAS” cytuje wysokiego przedstawiciela Unii ds. zagranicznych Josepa Borrella – „Nie możemy karać ludzi dlatego, że ich nie lubimy”. Jak podkreślił, warunkiem jest wskazanie bezpośrednich związków ze sprawą Nawalnego. „Jeżeli nie ma takiego związku, który możemy udowodnić przed sądem, to taki ruch jest bezużyteczny” – twierdzi Borrell zaznaczając, że osoby objęte sankcjami mają prawo do zaskarżenia decyzji.

Praworządność hamuje sankcje

Zasada praworządności ogranicza możliwości stosowania sankcji, a rosyjscy oligarchowie z pewnością wykorzystają wszystkie możliwości prawne – piszą autorzy, przypominając sprawę Arkadija Rotenberga. W lecie 2014 roku Bruksela nałożyła na rosyjskiego miliardera sankcje w związku z agresją rosyjską na Ukrainie. W uzasadnieniu UE wskazywała na fakt, że Rotenberg jest partnerem Putina w treningach judo, a jego majątek powstał dzięki tym powiązaniom. Przedsiębiorca wzbogacił się m.in. na zamówieniach związanych z olimpiadą w Soczi w lutym 2014 roku. Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) orzekł, że wydarzenia, które miały miejsce przed agresją na Ukrainie, nie mogą mieć wpływu na decyzję o sankcjach.

TSUE odrzucił natomiast w 2017 roku skargę Dmitrija Kisielowa, szefa rosyjskiej agencji informacyjnej, która prowadziła propagandową nagonkę na Ukrainę. Kisielow zaskarżył sankcje, powołując się na wolność wypowiedzi. Sędziowie orzekli, że propaganda, której celem była destabilizacja Ukrainy, nie mieści się w pojęciu wolności wypowiedzi i utrzymali sankcje w mocy.

Tylko twarde sankcje

Zdaniem „FAS", UE mogłaby zgodnie z tym tokiem myślenia nałożyć sankcje na inną ważną postać rosyjskiej telewizji Władimira Sołowjowa, odcinając go od jego wspaniałej posiadłości nad Jeziorem Como w Północnych Włoszech. Sołowjow uczestniczył w kampanii przeciwko Nawalnemu.

Natomiast czterej Rosjanie znajdujący się na liście kandydatów do sankcji nie podróżują często do krajów UE, więc nie byłoby to dla nich dotkliwe.

Szef sztabu Nawalnego, Leonid Wołkow, uznał propozycję za dobry początek. Osobiste sankcje przeciwko współpracownikom Putina są „przełomem”. Z drugiej strony nie brak głosów kwestionujących skuteczność takich sankcji. Politolożka Maria Snegowaja uważa, że planowane restrykcje nie niepokoją władz na Kremlu. Jedynie twarde restrykcje, takie jak wcześniej wobec RPA czy Iranu, mogłyby skłonić Rosję do zmiany kursu. Jednak sankcje, które uderzyłyby w miliony Rosjan, zostałyby z pewnością wykorzystane przez rosyjską propagandę przeciwko Nawalnemu i jego ludziom.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.