Węgry: propaganda Orbana, bezpłatna i w formie tabloidu

Na rok przed wyborami parlamentarnymi jeden z tygodników promuje węgierski rząd i ostro atakuje opozycję. Jest on kolportowany w miastach, w których partia Orbána jest słaba lub już odsunięta od władzy.
Zobacz wideo Polska i Węgry w kontrze do reszty Unii? Bielan: Sytuacja się zmieniła

Na węgierskiej prowincji kampania wyborcza rozpoczęła się już na rok przed wyborami parlamentarnymi. "Lewica po stronie wirusa" - głosi pod koniec marca nagłówek tygodnika "City7" w wydaniu dla położonego w północno-wschodnich Węgrzech miasta Miszkolc. A zdjęcie obok przestawia byłego socjalistycznego premiera Ferenca Gyurcsány'ego.

Z kolei w wydaniu "City7" w Peczu na celowniku jest Gergely Karácsony z Węgierskiej Partii Zielonych - burmistrz Budapesztu. "Karácsony jako szef rządu. Serio?" - gazeta poddaje w wątpliwość wspólnego kandydata opozycji w wyborach parlamentarnych w 2022 roku. 

Premier Viktor Orban - w środkuWęgry. Poczta już nie dostarczy niezależnej prasy

Pomiędzy krzyżówkami, dziewczynami w bikini, celebrytami, horoskopami i testami samochodów, czytelnicy "City7" są poddawani karuzeli emocji. W krótkich artykułach na 24 stronach obok radosnych doniesień z rządu (Viktor Orbán: "Jeszcze w maju możemy zaszczepić pięć milionów ludzi" lub "perspektywy są coraz lepsze"), proponuje się im również lekceważące wypowiedzi na temat polityków opozycji.

- Opozycja jest obwiniana za to, że wirus rozprzestrzenił się tak mocno na Węgrzech i że liczba ofiar śmiertelnych była tak wysoka - wyjaśnia dla DW Dániel Szalay, redaktor naczelny niezależnego węgierskiego serwisu medialnego media1.hu, cel "City7". W ten sposób rząd Orbána chce odwrócić uwagę od własnej pięty achillesowej. - Według naszych badań, ludzie są niezadowoleni ze stanu systemu opieki zdrowotnej - powiedział DW András Biró-Nagy, dyrektor budapesztańskiego think tanku Policy Solutions.

Koronawirus - problemem węgierskiego rządu

Wprawdzie Węgry są mistrzem Europy w zakresie szczepień, ale jednocześnie gwałtownie wzrosła liczba zgonów. Wskutek COVID-19 zmarło do końca maja br. około 30 tys. osób, co jest bardzo wysokim wskaźnikiem w liczącym 10 mln mieszkańców kraju. Dlatego też rząd Orbána już na początku postawił na rosyjskie i chińskie szczepionki - i to bez zgody UE.

"Jeśli ja to przeżyję, przeżyjesz i ty" ' zapewniał czytelników "City7" w Zalaegerszeg, w zachodnich Węgrzech, guru fitness Norbert Schobert po zaszczepieniu się chińską szczepionką Sinopharm.

Przesłanie rządu dla zbuntowanej prowincji

"City7" ukazuje się w kilkunastu mniejszych miastach, a także w Budapeszcie pod nazwą "Hír8". Jak wysoki jest nakład i jakimi kryteriami kierowano się przy wyborze wydań lokalnych? Pomimo prośby, grupa medialna Mediaworks nie udzieliła DW odpowiedzi na te pytania.

Medioznawca Dániel Szalay dostrzega jednak pewien schemat. - Ten bezpłatny tygodnik ukazuje się w miastach, w których partia Fidesz premiera Viktora Orbána źle wypadła w wyborach lokalnych w 2019 roku - wyjaśnia redaktor naczelny serwisu Media1.hu. - Lub tam, gdzie partia rządząca ma obecnie słabe notowania w sondażach - dodaje.

Lepszy niż dziennik urzędowy

W wyborach samorządowych w 2019 roku Fidesz przegrał z opozycją w większości miast. W Budapeszcie, Miszkolcu, Szombathely, Dunaújváros i Peczu zmienili się burmistrzowie, w Salgotarján, Hódmezövásárhely i Szegedzie opozycja skutecznie obroniła ich fotele. I to właśnie tam pojawiają się teraz lokalne wydania bezpłatnej gazety. Fidesz udało się utrzymać władzę w Szekszárd w południowo-zachodnich Węgrzech. Miejscowy burmistrz jest tak zadowolony z tabloidu bliskiego rządowi, że od tej pory chce wydawać własny dziennik urzędowy gminy tylko raz w miesiącu - donoszą niezależne węgierskie media.

Premier Morawiecki"Sami mówicie: Budapeszt się zbliża". András Földes, węgierski dziennikarz, o przyszłości mediów w Polsce

Darmowa propaganda

Wydawcą "City7" jest holding Mediaworks Zrt., który wydaje gazety regionalne na Węgrzech i posiada własną sieć dystrybucji. Mediaworks - dawniej własność Lörinca Mészárosa, przyjaciela Orbána z lat młodzieńczych - jest jedną z około 500 firm medialnych powiązanych z rządem, działających pod patronatem Środkowoeuropejskiej Fundacji Prasy i Mediów KESMA. Jak ocenia Daniel Szalay, "cel gazety jest jasny: szerzenie propagandy".

- "City7" można znaleźć po prostu w skrzynce pocztowej - mówi Ervín Güth. Redaktor niezależnego peczańskiego medium internetowego "Szabad Pecz", nie ma pojęcia według jakich kryteriów rozprowadzana jest ta darmowa gazeta. Jak mówi, sam jeszcze nie otrzymał "City7".

Efekt synergii

Mimo to przeczytał już 24-stronicową gazetę, ponieważ zwrócili mu na nią uwagę znajomi. Jego zdaniem "City7" to rodzaj "rządowej propagandy rozpuszczonej w bulwarówce". Kolorowa gazeta jest tworzona przez zespół redakcyjny, który przygotowuje również inne gazety regionalne Mediaworks. - W stopce redakcyjnej można zobaczyć, że redaktorzy, którzy tworzą "City7", pracują również dla danej gazety regionalnej - mówi Güth. W ich wydaniach internetowych są linki, które prowadzą do cyfrowej wersji kolorowych plakatów wyborczych. - Tematy lokalne nie różnią się zbytnio od tego, co przynosi "Dunántúli Napló" (Gazeta Transdanubska) lub medium internetowe BAMA - opisuje Güth efekty synergii.

Wyraźna orientacja polityczna

Rządowe komunikaty w bulwarówce przypominają dziennikarzowi z Peczu kampanię wyborczą 2005/2006 i krótko działającą gazetę "Magyar Vizsla" (Węgierska Straż), która była dostarczana przez węgierską pocztę w milionowych nakładach i atakowała ówczesny rząd Gyurcsány'ego. Ta "publikacja Fideszu na potrzeby kampanii wyborczej" była zbliżona do obecnego tygodnika "City7": "format tabloidu, bezpłatny i z jasną orientacją polityczną" - wskazuje Güth.

Dziennikarz nie wierzy jednak, że "City7" odniesie sukces, ponieważ regionalne gazety bliskie rządowi również borykają się ze spadkiem nakładu. Według danych urzędu kontroli dystrybucji MATESZ gazety regionalne Mediaworks straciły w ciągu ostatnich dwóch lat 72 tys. czytelników. - Z kimkolwiek rozmawiam poza moim dziennikarskim środowiskiem, nawet znajomi, którzy są za Fideszem, nie mają o "City7" zbyt wysokiego mniemania - mówi Ervin Güth.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. 

 
Więcej o: