Na Węgrzech protesty. Może tam powstać pierwsza chińska szkoła wyższa w UE

W stolicy Węgier ma zacząć działać filia szanghajskiego uniwersytetu Fudan. Ale coraz więcej Węgrów sprzeciwia się tej wielkiej inwestycji. Krytycy mówią wręcz o chińskim koniu trojańskim w Europie.

W dzielnicy Ferencvaros jeszcze nie widać koparek ani budowlanych dźwigów. Ale rząd premiera Viktora Orbana chciałby, aby prace rozpoczęły się jak najszybciej. Bo już za trzy lata w tej części Budapesztu ma zostać otwarta pierwsza zagraniczna filia renomowanego chińskiego Uniwersytetu Fudan. Byłaby to pierwsza chińska szkoła wyższa działająca w Unii Europejskiej.

Ale protest przeciwko uczelni nie cichnie. Z aktualnego sondażu przeprowadzonego przez budapesztański Instytut Republikon wynika, że przeciwko budowie opowiada się 66 procent Węgrów, w tym także wielu zwolenników Fideszu, czyli rządzącej krajem partii. Zapobiec budowie próbuje też wszystkimi siłami opozycja, przede wszystkim burmistrz Budapesztu Gergely Karacsony, który w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych chce rzucić rękawicę Orbanowi jako lider zjednoczonej opozycji.

W swoim sprzeciwie wobec uniwersytetu Karacsony może liczyć na wsparcie bezpartyjnych polityków, ale też opozycyjnej burmistrz dzielnicy Ferencvaros – Krisztiny Baranyi. Na początku tygodnia przemianowała ona ulice wokół planowanego placu budowy między innymi na ulicę Dalajlamy, Ujgurskich Męczenników czy ulicę Wolnego Hongkongu.

„Gdy nazywamy publiczne place imieniem ludzi albo grup społecznych będących ofiarami chińskiego państwa, stajemy nie tylko po stronie ofiar, ale także po stronie ideałów wolności i solidarności" - powiedział Karacsony, prezentując nowe nazwy ulic. Rzecznik rządu Zoltan Kovacs ostro skrytykował te działania. Jak powiedział, wydaje się, że opozycja „straciła zdrowy rozsądek".

Zobacz wideo Sikorski na forum Parlamentu Europejskiego: Kaczyński powiedział, że w Warszawie utworzy Budapeszt i tego planu się trzyma

Drogi prezent

Zmiana nazwy ulic w Budapeszcie to nowy punkt kulminacyjny ciągnącego się od miesięcy konfliktu wokół Uniwersytetu Fudan, który w coraz większym stopniu będzie rozgrywany w kampanii wyborczej. Punkty sporne to przede wszystkim rozmiar i koszty tej inwestycji. Nowy kampus ma zajmować ponad pół miliona metrów kwadratowych; to więcej niż inne węgierskie uniwersytety. W kwietniu portal śledczy Direkt36 ponadto opublikował koszty projektu: Rząd ma wydać na ten cel około 1,5 miliarda euro. To więcej niż na całe węgierskie szkolnictwo wyższe w 2019 roku.

Większość kosztów ma zostać pokryta z chińskich kredytów, a za prace budowlane ma odpowiadać chińska firma. Rozmiar i koszty tego projektu zaskakują; zwłaszcza że na uczelni ma studiować maksymalnie 8 tysięcy osób. To niewiele w porównaniu z innymi szkołami wyższymi w Budapeszcie. 

Państwa G7 porozumiały się ws. podatku od cyfrowych gigantówSzczyt G7. Jest porozumienie ws. globalnego opodatkowania międzynarodowych koncernów

Węgierski awans

Rząd Viktora Orbana odrzuca jakąkolwiek krytykę i przypomina, że liczne uczelnie w Europie i USA od dawna współpracują z Uniwersytetem Fudan. Władze Węgier dodają, że samodzielny kampus uczelni z pierwszej światowej ligi podniesie rangę Węgier jako ośrodka kształcenia. Krytycy odpowiadają, że w 2018 roku Orban wygonił z kraju prestiżowy Uniwersytet Środkowoeuropejski.

Tamas Matura, profesor na budapesztańskim Uniwersytetcie Korwina i założyciel Ośrodka Studiów Azjatyckich ma wątpliwości wobec powstającej filii chińskiej uczelni. – Fudan to rzeczywiście jeden z najlepszych uniwersytetów świata, który mógłby popchnąć Węgry do przodu, choćby technologicznie – przyznaje w rozmowie z DW. Dodaje jednak, że właśnie z powodu swojej renomy i pozycji finansowej może osłabić węgierskie uczelnie, bo najlepsi profesorowie i studenci zaczną przechodzić do nowej uczelni. Problematyczne jest także to, że nowy kampus, który będzie prezentem dla Chin, powstaje za pieniądze węgierskich podatników.

Protest w BudapeszcieProtest w Budapeszcie Protest w Budapeszcie/Fot. Laszlo Balogh / AP Photo

„Koń trojański Chin w Europie"

Inni krytycy idą jeszcze dalej. Obawiają się, że nowy uniwersytet będzie bramą dla chińskich wpływów w Unii Europejskiej. W statucie Uniwersytetu Fudan czytamy bowiem o wierności socjalistycznym wartościom i kierowniczej roli partii komunistycznej. Dlatego węgierscy opozycjoniści nazywają planowany kampus koniem trojańskich Chin w Europie. Jozsef Palinkas, wieloletni przewodniczący Węgierskiej Akademii Nauk i minister nauki w pierwszym rządzie Orbana mówi wręcz o chińskiej twierdzy w centrum Europy.

W ostatnich latach rząd Viktora Orbana zintensyfikował relacje z Chinami. Szef węgierskiej dyplomacji niedawno krytykował unijne sankcje nałożone na Chiny za łamanie praw człowieka. Węgry także zablokowały unijne oświadczenie potępiające kontrowersyjną reformę systemu wyborczego w Hongkongu. W pandemii koronawirusa Węgry jako jedyny kraj UE stosują chiński preparat Sinopharm.

Dla Tamasa Matury jest oczywiste, że właśnie dlatego Pekin wybrał Budapeszt jako miejsce dla filii swojego uniwersytetu. – W Berlinie czy Paryżu Fudan musiałby się obawiać, że zostanie wzięty pod polityczną lupę. Budapeszt jest z kolei politycznie bezpiecznym terytorium dla Chin. Tutaj nikt nie będzie ich atakował; przynajmniej tak długo, jak u władzy jest ten rząd – mówi.

Burmistrz Budapesztu Gergely Karacsony zwołał konsultacje w sprawie budowy kampusu. Przy okazji będzie też mowa o planowanym już od dawna dużym projekcie mieszkaniowym, który miał zapewnić tanie lokale 12 tysiącom studentów. Powstanie kampusu Fudan jednak znacznie ograniczy ten projekt, mimo zapewnień rządu Orbana, że obie inwestycje nie będą wchodzić sobie w drogę. 

Autor: Felix Schlagwein

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle.

Ceny truskawek nadal wysokieCeny truskawek nadal wysokie. Plantator: Chcą zarobić, ale to już przesada

Więcej o: