Szwajcarski bank jest pierwszą tak dużą instytucją finansową, która prosi o ratujący zastrzyk gotówki od 2008 r. Dlatego inwestorzy i giełdy w całej Europie zareagowały nerwowo, pamiętając skutki globalnego kryzysu finansowego sprzed 15 lat.
Czwartkowe notowania akcji Credit Suisse wzrosły (o 20 proc.), kiedy Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) ogłosił otwarcie linii kredytowej dla banku o wartości 50,7 mld euro. W komunikacie SNB wyjaśnił, że "Credit Suisse spełnia wymogi kapitałowe i płynnościowe" dla sowitej pożyczki.
Credit Suisse złożył również ofertę wykupu długu USA o wartości 2,5 mld dolarów i 500 mln euro długu europejskiego.
– Środki te pokazują zdecydowane działania mające na celu wzmocnienie Credit Suisse, ponieważ kontynuujemy naszą strategiczną transformację, aby zapewnić wartość naszym klientom i innym interesariuszom – uspokajał Ulrich Koerner, dyrektor generalny Credit Suisse.
Na widmo kolejnego kryzysu finansowego zareagowały również władze Niemiec. Federalny Urząd Nadzoru Usług Finansowych (BaFin) oświadczył w środę, że nie ma bezpośredniego ryzyka dla niemieckiego systemu bankowego, który wydaje się zdolny do wytrzymania wyższych stóp procentowych.
"Obecnie skupiamy się na niektórych mniejszych bankach z niewielką nadwyżką kapitału i zwiększonym ryzykiem stopy procentowej. Ściśle monitorujemy te instytucje" – przekazał w komunikacie rzecznik BaFin.
W obliczu problemów Credit Suisse kanclerz Olaf Scholz wezwał Unię Europejską do ukończenia prac nad jednolitym rynkiem bankowym, który pozwoli na stworzenie równego systemu regulacji pożyczkodawców i zapewnienie, że podatnicy nie będą już musieli ratować banków.
– Nasza konkurencyjność jest warunkiem sukcesu gospodarczego i przyszłości Europy jako aktora geopolitycznego – mówił Scholz.
Problemy Credit Suisse, drugiego największy banku w Szwajcarii ze 167-letnią tradycją, rozpoczęły się na początku tego tygodnia. Ammar al-Khudairy z narodowego banku saudyjskiego (największy akcjonariusz Credit Suisse) oświadczył w rozmowie z Bloombergiem, że nie będzie wpompowywał więcej pieniędzy w szwajcarską instytucję.
Rynki zareagowały paniką, a wartość giełdowych akcji Credit Suisse w środę spadło o 30 proc.
Na to nałożyła się niepewność po upadku dwóch amerykańskich banków z Doliny Krzemowej – Silicon Valley Bank i Signature Bank. Pomimo że nie były one tak duże, jak Credit Suisse, to regularnie inwestowały w branżę najnowszych technologii. (Reuters, AFP/dra)
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle