Polski sprzęt hitem. Chwalą go w Ukrainie i Niemczech. Zaskakujące wieści z frontu

Szybki i niezawodny - Ukraina pokłada duże nadzieje w polskim transporterze opancerzonym - pisze dziennik "Frankfurter Rundschau".
Rosomak
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl

Poniedziałkowe wydanie gazety "Frankfurter Rundschau" obszernie opisuje możliwości polskiego kołowego transportera opancerzonego KTO Rosomak. Dziennik, który powołuje się na opinie specjalistów, przypisuje mu duże znaczenie strategiczne w trwających próbach odparcia rosyjskiego wroga z okolic Charkowa.

Zobacz wideo Dariusz Joński: Przyszła kadencja w UE zdecyduje, czy wojna w Ukrainie rozleje się na inne kraje

"'Magazyn 'Armyrecognition' donosi, że obrońcom Ukrainy wokół Charkowa najwyraźniej udało się powrócić do natarcia przeciwko wojskom Władimira Putina - dzięki polskiemu transporterowi opancerzonemu, którego Ukraina nie otrzymała jako darowizny, ale sama wybrała i kupiła" - pisze "Frankfurter Rundschau".

KTO Rosomak. Odporny na ataki

Ukraina wysłała na front łącznie dwieście Rosomaków, z czego kilka rozmieściła w regionie Charkowa, intensywnie atakowanego w ostatnim czasie przez rosyjską armię. Jak pisze dziennik, liczne próby zneutralizowania tych pojazdów przez Rosjan, w tym za pomocą dronów Lancet, zostały udaremnione, a Rosomak okazał się wyjątkowo odporny na ataki.

Według informacji "Frankfurter Rundschau" polskie transportery opancerzone są obecnie najpopularniejszymi pojazdami bojowymi zaprojektowanymi na Zachodzie, obok bradleyów i strykerów. Ukraina zaczęła zastępować rosomakami pojazdy pochodzące jeszcze z czasów Związku Radzieckiego. Autor zwraca uwagę, że Ukraina zdana jest na wiele różnych pojazdów, dostarczanych jej przez Zachód, co może rodzić problemy. Należą do nich np. zaopatrzenie w części zamienne lub współoperowanie różnie wyposażonych jednostek posiadających np. odmienne urządzenia komunikacyjne.

Gazeta podkreśla, że polska produkcja licencyjna (pojazd skonstruowano w Finlandii - red.) stała się bestsellerem. Z Rosomaka korzysta już kilka innych armii, a Unia Europejska polegała na nim również w misjach prowadzonych np. w Czadzie.

 

Bez sprzętu nie ma końca wojny

Powołując się na słowa byłego premiera Mateusza Morawieckiego, gazeta pisze, że Unia Europejska miała Polsce bezpośrednio przekazać część środków za Rosomaki, podczas gdy Ukraina prawdopodobnie opłaciła resztę ze środków otrzymanych wcześniej od USA. Planowane są dalsze transfery pieniężne z UE na zakup sprzętu dla ukraińskiej armii.

To właśnie brak sprzętu jest jednym z głównych powodów, dla którego wojska ukraińskie nie mogą przełamać impasu na polu walki i odepchnąć wroga od swoich pozycji. - Bez pojazdów, nie ma impetu, bez impetu dalszej kontrofensywy - i końca wojny - cytuje gazeta słowa eksperta Michaela Pecka z Business Insider.

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle. Autorką opracowania jest Monika Stefanek. 

Więcej o: