Szok w Niemczech. "Nie będziemy sprawdzać biletów, bo chcemy żyć"

Brutalny atak na konduktora i jego śmierć wywołały w Niemczech szok i publiczną debatę: Jak zapobiec takim wydarzeniom w przyszłości? W ubiegłym roku ofiarami przestępstw padło aż 3 tys. pracowników kolei.
Niemiecki minister transportu Patrick Schnieder i pracownicy Deutsche Bahn
Fot. REUTERS/Axel Schmidt

To wydarzenie wstrząsnęło Niemcami. Konduktor zaatakowany przez pasażera podczas kontroli biletów w Nadrenii-Palatynacie na zachodzie Niemiec zmarł wskutek odniesionych obrażeń. Pasażer bez biletu pobił go do nieprzytomności. 36-latek samotnie wychowywał dwóch synów. Podejrzany o zbrodnię 26-letni Grek przebywa w areszcie śledczym.

Zobacz wideo Niemiecka pomoc socjalna demoralizuje część imigrantów

"Lont jest coraz krótszy"

To tragiczne wydarzenie nie jest wyjątkiem. Statystyki pokazują, że tylko w ubiegłym roku ofiarami przestępstw w Niemczech padło prawie 3 tys. pracowników kolei Deutsche Bahn. Według Federalnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych średnio każdego dnia pięciu pracowników jest ofiarami napaści fizycznej, a do czterech kierowane są groźby. Sytuacja jest na tyle poważna, że pracownicy kolei deklarują, iż nie będą kontrolować biletów, bo chcą wrócić do domu żywi.

- Ta niepokojąca tendencja nie jest niczym nowym - ocenia w rozmowie z Deutsche Welle Jonas Rees, psycholog polityczny, specjalizujący się w badaniu przemocy. Jednak, jak to określa, w ostatniej dekadzie lont staje się coraz krótszy.  

- Od 2015 roku obserwujemy stały wzrost przemocy. Nowa normalność od co najmniej dziesięciu lat oznacza więc, że pracownicy są codziennie obrażani, znieważani, atakowani słownie, a nawet fizycznie - mówi Rees, który jest zszokowany śmiercią konduktora. - Kluczową kwestią nie jest jednak to, czy nasze społeczeństwo staje się coraz bardziej brutalne, ale to, do jakiego poziomu przemocy i wykroczeń przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach - ocenia.

Alkohol i piątkowy wieczór sprzyjają przemocy

Rees, który jest profesorem psychologii politycznej na Uniwersytecie w Bielefeldzie, przez ponad rok badał przyczyny przemocy wobec pracowników kolei. Wynik badania: do przemocy dochodzi najczęściej wtedy, gdy pasażerowie są pod wpływem alkoholu, a także kiedy pociągi są przepełnione lub opóźnione. Dużą rolę odgrywa również dzień tygodnia - w soboty i w piątki po pracy liczba aktów przemocy znacznie wzrasta.

Jednak według Reesa do przemocy werbalnej i fizycznej dochodzi przede wszystkim podczas kontroli biletów. - Wiemy, że prawdopodobieństwo przemocy wzrasta, gdy potencjalni sprawcy mogą niezauważenie wycofać się z sytuacji. A w pociągu mamy do czynienia właśnie z przestrzenią publiczną, częstym spożywaniem alkoholu i możliwością opuszczenia pociągu na następnej stacji i zniknięcia - zauważa Rees. Jak dodaje, ludzie sfrustrowani są bardziej skłonni do przemocy i zachowują się bardziej agresywnie.

Zagrożeni także policjanci i ratownicy

Pracownicy kolei nie są jedynymi, którzy obawiają się w pracy o swoje zdrowie i życie. Celem przemocy stają się coraz częściej również policjanci, strażacy i ratownicy medyczni. Dlaczego?

Jak zauważa rozmówca Deutsche Welle, elementem łączącym pracowników służby publicznej jest to, że policjanci, ratownicy, ale także pracownicy kolei noszą mundury. A z munduru wynika swego rodzaju odpowiedzialność zastępcza: policjanci są często atakowani w imieniu państwa, które reprezentują, a pracownicy kolei - w imieniu kolei.

Dotyczy to również urzędników, którzy nie noszą mundurów. Rees i jego zespół badawczy przeprowadzili niedawno ankietę wśród 2 tys. nauczycieli w Nadrenii Północnej-Westfalii, którzy również coraz częściej spotykają się z wrogością i atakami ze strony uczniów, a nawet rodziców.

Surowsze kary czy profilaktyka?

Federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt chce znacznie podwyższyć minimalne kary dla napastników. - Oczekuję, że sprawca zostanie ukarany z całą surowością prawa za swój brutalny czyn - skomentował śmierć konduktora polityk CSU.

Jonas Rees nie uważa jednak, że surowsze kary są skuteczne. - W spontanicznie rozwijających się, eskalujących sytuacjach, które prowadzą do aktów przemocy, sprawcę niekoniecznie powstrzyma myśl: "Ojej, przecież niedawno zaostrzono kary" - powiedział.

Jego zdaniem zamiast tego konieczne jest zwiększenie liczby pracowników, zwłaszcza ochrony. Koleje powinny przygotować swoich pracowników do niebezpiecznych sytuacji poprzez kilkudniowe szkolenia z zakresu deeskalacji. Konduktorzy powinni mieć również możliwość rezygnacji z kontroli, jeśli uznają sytuację za niebezpieczną. Dobrym pomysłem byłyby również bramki przed peronami, bo dzięki nim nie byłoby konieczne sprawdzanie biletów.

 

- Kolejną kwestią są dostępne przez cały czas, zamykane pomieszczenia, w których można się schronić. W wielu pociągach ich nie ma, a w niektórych zostały one zlikwidowane - powiedział badacz przemocy, zwracając się do szefowej kolei Deutsche Bahn, Evelyn Palla. W najbliższych dniach organizuje ona szczyt poświęcony bezpieczeństwu. - Jestem wielkim zwolennikiem zapobiegania i deeskalacji. Wolę być przygotowany na niebezpieczną sytuację, która nigdy nie nastąpi, niż nie być przygotowanym na niebezpieczną sytuację, która nastąpi - mówi Rees. 

Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle

Więcej o: