"Szlak Wisły" to wyprawa, która jest pretekstem do rozmowy o problemach związanych z wodą i zmianami klimatycznymi. To również rekonesans przed wytyczeniem pierwszego, długodystansowego szlaku w Polsce. Waligóra zaczął marsz przy trójstyku granic – polskiej, czeskiej i słowackiej – potem odwiedził źródła Wisły na Baraniej Górze, skąd ruszył wzdłuż jej brzegu na północ.
Relacje z wyprawy i ciekawostki o Wiśle można znaleźć tutaj>>>
Wisła to ostatnia duża dzika rzeka Europy. W wielu miejscach nieuregulowana, od wieków jest domem dla wielu gatunków roślin i zwierząt. Wraz z szybko zmieniającym się światem dotykają ją jednak coraz to nowe problemy. - Pod względem zasobów wodnych Polska jest w ogonie Europy. Nic z tym nie zrobimy, bo się nie da. Możemy za to lepiej wykorzystać to, co mamy. A musimy, bo przed nami coraz więcej powodzi i susz – mówi Michał Marcinkowski z Instytutu Ochrony Środowiska - Państwowego Instytutu Badawczego, partnera wyprawy. Hydrolog radzi: zadbajmy, przede wszystkim, o małą retencję i próbujmy oszczędzać więcej wody w każdym domu. Co ma do tego Wisła? Jej istnienie jest kluczowe dla gospodarki wodnej Polski. - Gdy betonujemy jej brzegi i koryto prostujemy bieg, to sprawiamy, że woda płynie szybciej. Odpływ do Bałtyku jest ekspresowy. Dzika rzeka tworzy meandry, woda płynie wolniej, nawadniane są przylegające do niej tereny – dodaje Marcinkowski. Dzika rzeka lepiej zabezpiecza przylegające do niej tereny przed suszą i w mniejszym stopniu zagraża im powodziami.
- Pierwszy raz obserwuję tworzenie się rzeki. Od wąskiego strumienia, przez wartki, górski potok z wodospadami i kaskadami, do wolnej, meandrującej rzeki – mówi Waligóra, który po kilku dniach rozgrzewki, złapał rytm - Na każdej wyprawie pojawia się chwila przekroczenia granicy: bólu, mętliku w głowie, obaw. Wyprawa z fazy przygotowania organizmu, aklimatyzacji do wysiłku, przebywania w samotności, przechodzi w rytm, czyli drugą fazę, moją ulubioną – mówił po kilku dniach marszu.
Po drodze mijał miejsca, w których rzeka została uregulowana przez człowieka – zaporę w Wiśle Czarne czy tamę przy Zbiorniku Goczałkowickim, który zaopatruję w wodę ponad trzy miliony mieszkańców Górnego Śląska.
Między Oświęcimiem a Krakowem Waligóra szedł wzdłuż Drogi Wodnej Górnej Wisły, którą wedle planu miał być transportowany węgiel ze śląskich kopalń do elektrowni położonych wzdłuż całej rzeki. W tym celu wybudowano kilka stopni wodnych i kanałów, przeobrażając Wisłę. Pomysł nie wypalił – węgiel transportuje się dziś drogą lądową. A za obsługę stopni wodnych do dziś trzeba płacić.
Przeobrażanie rzek wpływa na przyrodę – np. na życie ryb wędrownych, które płyną w kierunku źródeł na tarliska. Przeszkody utrudniają im dotarcie do celu, a czasami nawet je uniemożliwiają. - Każda ingerencja w środowisko jest jak reakcja łańcuchowa - tworzą się kolejne dylematy. Zbiorniki zasilają aglomeracje miejskie, elektrownie dają prąd, ale ich istnienie zmienia naturalny bieg rzeki, poważnie przekształcając środowisko – mówi Marcinkowski.
Po drodze Waligóra obserwuje Wisłę. – Jest piękna, w wielu fragmentach dzika, ale zdarzają się miejsca, że odwracam głowę, bo żal patrzeć. Składy opon schowanych w lasku, rozklekotane wersalki, stare wanny, drzwi, panele. Polacy wyrzucają chyba wszystko, co możliwe – mówi Waligóra.
W ciągu ostatnich lat Wisła jest coraz czystsza, ale do wykonania pozostał ogrom pracy. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2018 r. do morza wpłynęły z Polski 62 tony cynku, 63 tony miedzi, trzy tony ołowiu, tona kadmu, sześć ton chromu, 64 tony niklu i 200 kg rtęci. Żaden z odcinków Wisły nie kwalifikuje się do najwyższej klasy czystości według skali Unii Europejskiej. A 16 proc. najdłuższej rzeki Polski oceniono najniżej jak to możliwe – jako rzekę zanieczyszczoną, ubogą w życie.
Przed Waligórą jeszcze daleka droga – do Ujścia Wisły prawie 1000 km.