Odejście od węgla i ropy nie wystarczy. Bez zmian w rolnictwie nie mamy szans na zatrzymanie ocieplenia

Jesteś tym, co jesz - głosi popularne powiedzenie. Ale nasza dieta wpływa nie tylko na nasze nasze ciała, ale też planetę, na której żyjemy. I jest to wpływ bardzo negatywny. O ile główną przyczyną kryzysu klimatycznego jest spalanie paliw kopalnych, to niektóre praktyki w branży żywieniowej także go napędzają. I bez zmian w tej branży i rolnictwie negatywnych zmian nie zatrzymamy.

"Wycofajcie CAP!" - brzmiało jedno z haseł, jakie skandowali w tym roku aktywiści klimatyczni. Co sprawiło, że działacze w Europie i nie tylko protestowali przeciwko projektowi wspólnej polityki rolnej - wysoce technicznemu dokumentowi, który raczej nie budzi emocji i zdecydowanej większości Europejczyków?

Ponieważ, jak mówili, bezpośrednio przekłada się on na kwestie kryzysu klimatycznego. Marco Contiero, dyrektor ds. polityki rolnej w Greenpeace, powiedział, że wypracowany między największymi grupami w PE projekt to "wyrok śmierci na przyrodę, klimat i małe gospodarstwa, które będą znikać w zastraszającym tempie". Pomimo protestów CAP został przyjęty przez Parlament Europejski, jednak walka o lepszą dla klimatu i środowiska politykę rolną trwa. Dlatego warto przyjrzy się temu, w jaki sposób rolnictwo jest związane z klimatem. A wiele z współczesnych praktyk ma fatalne skutki dla przyrody i stabilności klimatu. 

Globalna walka ze zmianami klimatu skupia się na jak najszybszym odejściu od paliw kopalnych - bo to one są głównym źródłem gazów cieplarnianych, które destabilizują klimat Ziemi. W Polsce dyskusja zdaje się jeszcze bardziej ograniczona, bo najwięcej mówimy o odejściu od węgla.

To oczywiście zrozumiałe, bo to z węgla pochodzi ogromna większość naszej elektryczności, a powinniśmy odejść od niego całkowicie w ciągu kilkunastu lat. Stopniowo coraz więcej mówi się o kwestii odejścia od paliw kopalnych w transporcie, choć w przeciwieństwie do niektórych krajów Polska nie ma jeszcze daty końca sprzedaży aut na silniki spalinowe. 

Kwestia transformacji energetyki jest pewna, a do tego (mniej więcej) wiemy, jak ją przeprowadzić. Mamy potrzebne technologie, coraz więcej państw ma plany odejścia od paliw kopalnych. Rosnącym wyzwaniem - o którym prawie wcale się nie mówi - pozostaje zaś transformacja, jaką musi przejść rolnictwo. A żeby wiedzieć, o jakich zmianach mówimy, trzeba najpierw przyjrzy się źródłom gazów cieplarnianych w tym sektorze. 

Nawozimy na potęgę - i niszczymy klimat

Duża część emisji w rolnictwie jest oczywiście związana z paliwami kopalnymi. A więc elektryczność do obsługi urządzeń, instalacji itd., która jest produkowana ze spalania węgla czy gazu, oraz paliwa do maszyn rolniczych. 

Jednym z ważnych - i coraz bardziej problematycznych - źródeł emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie są praktyki związane z nawozami azotowymi. Sam azot jest głównym składnikiem powietrza, niewpływającym na klimat. Jednak podtlenek azotu (N2O) jest gazem cieplarnianym. Jego stężenie w atmosferze jest dużo niższe od dwutlenku węgla. Jednak (biorąc pod uwagę taką samą ilość) podtlenek azotu jest prawie 300 razy silniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla. Jego emisje są trzecią największą przyczyną ocieplenia klimatu, po dwutlenku węgla i metanie. Gaz trafia do atmosfery także z naturalnych źródeł, jednak było to równoważone przez inne procesu. Ludzie emitują tyle N2O, że natura "nie nadąża" z jego usuwaniem. Gaz kumuluje się w atmosferze podobnie jak CO2 i potęguje efekt cieplarniany. 

Efekt cieplarniany podtlenku azotu jest tak duży, że - według badań opisywanych przez carbonbrief.org - wykorzystywanie nawozów azotowych może zagrozić wysiłkom na rzecz zatrzymania globalnego ocieplenia poniżej 2 stopni Celsjusza pomimo odchodzenia od paliw kopalnych. Autorzy badania za "największe zaskoczenie" uznali to, że obecne trendy emisji N2O przekreślają szanse na ocieplenia na umiarkowanie bezpiecznym poziomie. 

Emisje N2O wzrosły w ciągu 40 lat o 30 proc., w dużej mierze w związku z zastosowaniem nawozów. Od początku lat 60. użycie nawozów azotowych zwiększyło się dziewięciokrotnie. Przyczyną większych emisji jest też rosnąca hodowla zwierząt na mięso i mleko. Z jednej strony jest on wydzielany z obornika, z drugiej - z nawozów używanych do hodowli roślin, które stają się karmą dla zwierząt hodowlanych. Według autorów badania, aby zatrzymać destabilizację klimatu, potrzebujemy "bardziej efektywnych" metod produkcji żywności, z niższym użyciem nawozów azotowych. Ale musimy też zmienić nasze systemy żywieniowe, w tym ograniczyć "nieefektywne" procesy - jakim jest hodowla zwierząt na mięso i nabiał, która wymaga wielokrotnych nakładów pracy i zasobów na te same wartości odżywcze w porównaniu do roślin. 

"Bekanie" krów a globalne ocieplenie

Kolejnym gazem cieplarnianym pochodzącym m.in. z działalności rolniczej jest metan. Metan pozostaje w atmosferze stosunkowo krótko (po kilkunastu latach zmienia się w CO2). Jednak jest gazem cieplarnianym ponad 70 razy silniejszym od dwutlenku węgla (w okresie 20-letnim), zatem nawet przez krótki okres pozostawania w atmosferze wyrządza duże szkody dla klimatu. I on także związany jest z hodowlą zwierząt.

Emisje metanu w rolnictwie pochodzą przede wszystkim z hodowli przeżuwaczy (a więc m.in. krów). To efekt naturalnej fermentacji pokarmu, jaka zachodzi w ich żołądkach. Wzrost produkcji mięsa i nabiału sprawia, że co roku do atmosfery trafiają dziesiątki ton metanu. Miliony ton metanu emituje też obornik, a także uprawa ryżu.

Innym źródłem gazów cieplarnianych - dwutlenku węgla oraz metanu - jest wylesianie i zmiana użytkowania terenu. Pod tym terminem kryją się sytuacje, w których naturalny krajobraz (las, mokradła itd.) zostaje zamieniony na teren wykorzystywany w działalności człowieka. To na przykład karczowanie lub wypalanie lasów, by na ich miejsce stworzyć uprawy. Lasy, gleba i mokradła są naturalnymi magazynami dwutlenku węgla. Ich wycięcie czy osuszenie powoduje, że gromadzony czasem przez setki lat węgiel zostaje uwolniony do atmosfery.

Szereg zmian, które musi przejść rolnictwo

Zmiany klimatu postępują szybko i nie możemy pozwolić sobie na na sytuację, w której najpierw rozwiązujemy jeden aspekt, a dopiero później przechodzimy do następnego. Nie możemy czekać z transformacją rolnictwa, aż uda nam się odejść od paliw kopalnych. Te działania także trzeba podejmować jak najszybciej. Co możemy na tym polu robić? Część odpowiedzi - dla Polski - daje raport WWF "Zeroemisyjna Polska 2050", który przedstawia rekomendacje dla osiągnięcia neutralności klimatycznej w sektorach budownictwa, energetyki, rolnictwa, leśnictwa i transportu.

Według danych przytoczonych w raporcie sektor rolnictwa odpowiada za ok. 8 proc. emisji w Polsce "z tendencją lekko rosnącą". To ok. 32 mln ton ekwiwalentu CO2 - ekwiwalent wylicza się dla pozostałych gazów cieplarnianych, by ułatwić ich porównywanie. Podstawowe rekomendacje raportu dotyczą zmiany praktyce rolniczych w celu ograniczenia emisji. 

W kwestii hodowli zwierząt to m.in. obowiązkowe stosowanie dodatków enzymatycznych do paszy (co obniża powstawanie metanu przy trawieniu), optymalizacja wypasu i odzysk metanu z obór (produkcja biogazu). W uprawie potrzebna jest "racjonalizacja nawożenia" oraz wykorzystanie inhibitorów nitryfikacji, czyli substancji, które stabilizują azot w nawozie i ograniczają przedostawanie się jego pochodnych do wód czy atmosfery. Potrzebne są też alternatywne metody upraw (uprawa konserwująca z pozostawieniem na polu resztek pożniwnych), a także "szerokie wdrożenie w Polsce upraw rolno-leśnych".

Raport zauważa również, że aby rolnictwo było neutralne klimatycznie, potrzebne są też "zmiany w diecie (zarówno w Polsce i globalnie): ograniczenie popytu na produkty pochodzenia zwierzęcego. Znacząca redukcja konsumpcji czerwonego mięsa w Polsce pozwoliłaby na ograniczenie emisji o około 8 mln ton ekwiwalentu CO2 rocznie".

Dodatkową zaletą wielu tych rozwiązań jest to, że za jednym zamachem możemy rozwiązać kilka problemów. Działania dotyczące nawozów nie tylko ograniczą emisje podtlenku azotu, ale też m.in. zanieczyszczenie wody tymi nawozami. Zmniejszy się negatywny wpływ rolnictwa na Morze Bałtyckie. Może też poprawić się dieta (m.in. ograniczenie mięsa), a więc i zdrowie Polaków.