Ciemna strona bitcoina. Pochłania tyle energii, co Argentyna i pokazuje, że Elon Musk jest hipokrytą

Daniel Maikowski
Szaleństwo wokół bitcoina podsycane przez najbogatszego człowieka świata wywindowało kurs kryptowaluty do rekordowego poziomu 50 tys. dolarów. Niektórzy mówią o nadejściu nowej ery w świecie finansów. Inni wskazują na ciemną stronę bitcoinowego szaleństwa.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy wartość bitcoina poszybowała w górę z poziomu 5 tys. do ponad 50 tys. dolarów. Rekord został ustanowiony 19 lutego, kiedy to kurs dobił do granicy 55 tys. dolarów. Później trochę się osłabił, ale nadal znajduje się na poziomach, które jeszcze kilka miesięcy temu wydawały się raczej nieosiągalne.

Przyczyn gigantycznego zainteresowania tą kryptowalutą jest sporo. Entuzjaści bitcoina wskazują na jego największe zalety - anonimowość transakcji i decentralizację, czyli całkowitą niezależność tej waluty od organów, które nadzorują poszczególne rynki finansowe.

Kurs bitcoinaKurs bitcoina Investing.com

Nie brakuje też krytyków, którzy ostrzegają przed rosnącą "bitcoinową bańką" i porównują szaleństwo wokół bitcoina z XVII-wieczną holenderską tulipanomanią, która doprowadziła do wielu bankructw.

Nie zmienia to faktu, że bitcoin już się stał fenomenem na niespotykaną wcześniej skalę. Okazuje się jednak, że jest również fenomenem, który nie pozostaje bez wpływu na nasze środowisko.

Blockchain to pożeracz prądu

Naukowcy już od lat ostrzegają, że bitcoin zostawia za sobą gigantyczny ślad węglowy. W 2019 roku badacze z MIT opublikowali raport, z którego wynikało, że "kopanie" tej kryptowaluty przekłada się na emisję CO2 poziomie od 22 do 22,9 mln ton rocznie. Porównywalną ilość dwutlenku węgla emitują takie kraje jak Sri Lanka czy Jordania. Od momentu publikacji tego raportu minęło jednak ponad 1,5 roku, a w tym czasie bitcoin stał się znacznie popularniejszy i znacznie bardziej "prądożerny".

Potwierdzają to najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu Cambridge, którzy oszacowali, że w tym momencie obliczenia komputerowe niezbędne do funkcjonowania bitcoina zużywają około 12 terawatogodzin (TWh) rocznie. Tym samym ślad węglowy generowany przez kryptowalutę wynosi aż 37 mln ton CO2 i jest porównywalny z tym, który zostawia za sobą np. Argentyna. Bitcoin generuje większe zapotrzebowanie energetyczne niż Holandia czy Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Bitcoin - zużycie energii elektrycznejBitcoin - zużycie energii elektrycznej Cambridge Bitcoin Electricity Consumption Index

Naukowcy z Cambrdige wyliczyli nawet, że energia, którą zużywa się przy okazji "kopania" bitcoinów mogłaby zasilić wszystkie czajniki elektryczne używane w Wielkiej Brytanii przez 27 lat.

Zużycie takich ilości energii elektrycznej leży u podstaw funkcjonowania bitcoina. Ta sytuacja nie zmieni się w przyszłości, chyba że cena bitcoina znacząco spadnie

- tłumaczył Michel Rauchs z Uniwersytetu Cambridge w rozmowie z BBC.

Rzeczywiście bitcoin sam z siebie nie może stać się bardziej energooszczędną technologią. Jego działanie opiera się bowiem na zdecentralizowanej sieci blockchain, która tworzy łańcuch bloków. W blokach tych zapisywane są informacje autoryzujące transakcje. Stworzenie nowego bloku wymaga rozwiązania skomplikowanego zadania kryptograficznego, a do którego niezbędne są "koparki" - komputery o dużej mocy obliczeniowej składające się często z kilkudziesięciu jednostek GPU.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że największe "kopalnie" bitcoina zlokalizowane są dziś w takich krajach, jak Chiny, Rosja, Kazachstan czy Iran, gdzie energia elektryczna jest stosunkowo tania, a jednocześnie jest pozyskiwana z "brudnych" źródeł, czyli paliw kopalnych.

Zresztą, bitcoin nie tylko generuje coraz większy ślad węglowy, ale wywołuje również małe kryzysy energetyczne. Z przerwami w dostawach prądu, czyli tzw. blackoutami w ostatnim czasie zmagają się m.in. Irańczycy. Rząd  w Teheranie wprost oskarża o nie bitcoinowych "górników", choć ci bronią się, że winna jest fatalna infrastruktura, a bitcoin stał się tu jedynie kozłem ofiarnym.

Problem rosnącego śladu węglowego dotyczy nie tylko bitcoina, ale wielu innych technologii, w tym samego internetu. Z badań przeprowadzonych jeszcze w 2017 r. wynika, że sektor IT wykorzystywał ok. 7 proc. całej wyprodukowanej na świecie energii. To więcej niż Rosja.

Hipokryzja Elona Muska

Sugerowanie, że bitcoin w pojedynkę prowadzi nas do katastrofy klimatycznej, byłoby więc absurdem, bo winowajców jest znacznie więcej. Tak naprawdę jest nim dziś każdy z nas. Sęk w tym, że pośród największych piewców kryptowalut nie brakuje ludzi, który wycierają sobie usta troską o środowisko.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest tu chyba Elon Musk - najbogatszy człowiek świata i założyciel firmy Tesla Motors, która produkuje samochody elektryczne. Musk wielokrotnie podkreślał, że misją jego firmy jest walka ze szkodliwymi emisjami wytwarzanymi przez pojazdy spalinowe. W tym roku biznesmen ogłosił nawet konkurs na najlepszą technologię redukującą poziom CO2 w atmosferze.

Gramy w szaloną grę z atmosferą i ocenami. Pobieramy ogromne ilości węgla z głębi ziemi i umieszczamy go w atmosferze - to szaleństwo. Nie powinniśmy tego robić. To jest bardzo niebezpieczne

- ostrzegał Elon Musk jeszcze w 2019 roku podczas audycji prowadzonej przez Joe Rogana.

Bill Gates, który również angażuje się w działania na rzecz klimatu, w niedawnej rozmowie ze stacją CBS stwierdził z kolei, że "świat potrzebuje tysięcy Elonów Musków", aby uratować naszą planetę.

W tym samym czasie Elon Musk nagle staje się jednym z największych entuzjastów bitcoina oraz innych kryptowalut i pompuje ich kurs swoimi kolejnymi wpisami na Twitterze. Ów entuzjazm przejawia się również w działaniach samej Tesli Motors, która w styczniu zainwestowała w bitcoina 1,5 mld dolarów (co samo w sobie doprowadziło do dużych wzrostów na kursie kryptowaluty).

Na tym jednak nie koniec. Tesla chce również przyczynić się do tego, aby bitcoin stał się popularnym środkiem płatniczym. Firma ma umożliwić swoim klientom zakup aut za bitcoiny. Musk nie interesuje się przy tym faktem, że - jak wynika z analizy Digiconomist -  jedna transakcja bitcoinem generuje ilość dwutlenku węgla równoważną z ponad 709 tys. transakcji za pośrednictwem kart Visa.

Będzie podatek węglowy od kryptowalut?

Być może częściowym rozwiązaniem klimatycznego problemu z bitcoinem będzie pomysł, o którym już kilka lat temu mówił... Elon Musk. - Jednym właściwym sposobem na naprawienie problemu [emisji - red.), byłoby ustanowienie podatku węglowego - mówił Musk jeszcze w 2016 roku.

Podatek węglowy od kryptowalut mógłby zniechęcić "górników" do "kopania" bitcoina, w tych krajach, które opierają swoją politykę energetyczną na paliwach kopalnych. Jak zauważa Bloomberg, obecnie światowym centrum bitcoina są południowo-zachodnie Chiny, gdzie energia jest stosunkowo tania, a przy tym dostarczana przez elektrownie węglowe. 

Podatek węglowy od kryptowalut mógłby zrównoważyć część negatywnego zużycia energii

- podkreślił David Gerard, autor książki Attack of the 50 Foot Blockchain, cytowany przez BBC.

Jon M. Turby, autor artykułu "Decorbanizing Bitcoin", już w 2018 r. zwracał wagę na fakt, że "kopanie" bitcoina i działanie sieci blockchain powodują nieefektywne korzystanie z zasobów energetycznych. Apelował też do rządów państw, aby rozważyły wspólne regulacje dotyczące kryptowalut.