Biolog morski Chris Harley z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej dokonał straszliwego odkrycia na zachodnim wybrzeżu Kanady. Znajdując się na plaży Kitsilano w Vancouver, poczuł silny odór. Okazało się, że dziesiątki tysięcy zwierząt morskich (małż, gwiazd morskich, ślimaków) ugotowało się podczas rekordowej fali upałów.
Nie wiadomo, kiedy dokładnie zginęły zwierzęta. Jak podaje kanadyjski portal CBC, Harley odwiedził wybrzeże morza Salish pod koniec czerwca.
To właśnie wtedy zaalarmował go zapach unoszący się nad skałami, które pokrywały dziesiątki tysięcy skorupiaków. Według szacunków badacza, zginąć ich mogło nawet ponad miliard. Zespół kierowany przez Harleya wykorzystał kamery na podczerwień do zbadania temperatury na linii brzegowej. Termiczny obraz pokazał, że 28 czerwca wahała się ona od 42 do 50,7 stopni Celsjusza.
Zdaniem biologa zdarzenie to odbije się na jakości lokalnej wody, ponieważ małże pomagają filtrować morze. Populacja zwierząt prawdopodobnie zregeneruje się w ciągu roku lub dwóch, jednak jak zauważa ekspert, fale upałów będą coraz częstsze, co stwarza ryzyko tego, że sytuacje takie będą się powtarzać.
Podobne zjawiska odkryto jak do tej pory także w cieśninie Strait of Georgia i w stanie Waszyngton. - W końcu po prostu nie będziemy w stanie utrzymać populacji zwierząt pomagających w filtrowaniu wody na linii brzegowej w stopniu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni - powiedział Harley i dodał, że potrzeba ciężkiej pracy, by zmniejszyć skutki zmian klimatu.