Niedźwiedź jest tu królem, dróg nie ma prawie wcale. Spitsbergen zaczął od surowców, teraz rządzi nauka

Maria Mazurek
Bardzo nieliczni decydują się mieszkać tu całe życie, choć w stolicy są restauracje, kawiarnie, a nawet uniwersytet. Kiedyś ludzi na Spitsbergen przyciągała możliwość zarobku dzięki polowaniom na zwierzęta i wydobyciu surowców. Dziś to coraz bardziej wyspa naukowców, którzy badają między innymi zmiany klimatu, bo jest to jeden z najszybciej ocieplających się rejonów świata.

Gazeta.pl wraz z naukowcami z Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu rusza na wyprawę na Spitsbergen. Przyjrzymy się zmianom klimatu z bliska. Będziemy obserwować, jak eksperci prowadzą badania i zbierają pomiary, sprawdzimy, ile lodu stracił ich "podopieczny" lodowiec, Sven, a to wszystko opiszemy i pokażemy czytelnikom Gazeta.pl. Teksty o Spitsbergenie, artykuły napisane przez samych naukowców w ramach cyklu "Klimat z bliska", aktualności z życia w stacji polarnej, zdjęcia i materiały wideo będzie można przeczytać i obejrzeć na stronie głównej Gazeta.pl oraz w specjalnym obszarze strony Zielona.gazeta.pl.

Są stąd 1263 kilometry od bieguna północnego i 2944 kilometry - ponad dwa razy dalej - do centrum Warszawy. Stacja polarna Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu leży w centralnej części Spitsbergenu, na wybrzeżu Zatoki Petunia (Petuniabukta), 55 kilometrów, czyli kilka godzin rejsu statkiem, od Longyearbyen - stolicy wyspy i całego archipelagu. Nie można się tam dostać samochodem - co dotyczy zresztą większości obszaru Spitsbergenu, gdzie jest zaledwie 40 kilometrów dróg, w tym żadnych pomiędzy poszczególnymi osadami. 

Najbliższym stacji osiedlem jest Piramida (Pyramiden) - około półtorej godziny marszu, ale to opuszczona rosyjska osada górnicza, w której przebywa zaledwie kilka osób plus, okazjonalnie, turyści w sezonie. 

Baza naukowców z Poznania składa się z trzech niewielkich kontenerów. Nie ma tam zasięgu sieci komórkowej (jedyny kontakt ze światem zapewnia telefon satelitarny), ciepłej bieżącej wody, kanalizacji i prądu dostarczanego inaczej niż za pomocą agregatu. Jedyny kontakt ze światem zapewnia telefon satelitarny. Warunki, o jakie trudno już teraz nawet w najbardziej odludnym bieszczadzkim schronisku, ale dla Spitsbergenu wciąż bardzo "normalne". Przede wszystkim daje schronienie i naukowcom prowadzącym tu badania w zupełności wystarcza. 

Stacja polarna UAM w Zatoce Petunii, SpitsbergenStacja polarna UAM w Zatoce Petunii, Spitsbergen fot. archiwum prywatne Jakuba Małeckiego

Takich baz na wyspie jest więcej. Tylko polskich cztery - trzy sezonowe "uczelniane" (podobnie jak stacja nad Petuniabukta, która jest najdalej na północ wysuniętą polską placówką badawczą) oraz jedna całoroczna, którą opiekuje się PAN. Wszystkich - kilkanaście, w tym chińska, czeska i indyjska. Jak to się stało, że wyspa o obszarze tylko nieco większym, niż zajmuje Mazowsze, stała się mekką naukowców? 

Zobacz wideo W Arktyce rodzi się pogoda, która steruje klimatem całej naszej północnej półkuli"

Spitsbergen i Svalbard - zimno, choć wcale nie tak bardzo, jak mogłoby być 

Spitsbergen jest największą wyspą archipelagu Svalbard, położonego na Oceanie Arktycznym. Inne główne wyspy to m.in. Ziemia Północno-Wschodnia, Wyspa Edge’a, Wyspa Barentsa, Wyspa Biała i Ziemia Księcia Karola. W tym rejonie znajduje się też Wyspa Niedźwiedzia, niewchodząca geograficznie w skład archipelagu. Spitsbergen leży za kołem podbiegunowym, już całkiem blisko od bieguna - północne krańce nieco ponad 1000 kilometrów. Ma surowy klimat, w każdym razie w porównaniu do naszego, bo mimo wszystko rejon ten "ogrzewa" ciepły Prąd Zatokowy (Golfsztrom), do którego jeszcze wrócimy - na razie dla chętnych w artykule poniżej ostrzeżenia ze strony naukowców, którzy zastanawiają się, dlaczego ten prąd się osłabia: 

Naukowcy: Prąd Zatokowy najsłabszy od 1000 latPrąd Zatokowy jest najsłabszy od ponad 1000 lat. "Silny sygnał ostrzegawczy"

Dzięki atlantyckiemu prądowi zimą nie jest tak zimno, jak na tej szerokości geograficznej mogłoby być - średnia temperatura w styczniu wynosi od -13 do -20 stopni Celsjusza, a w lipcu między 3 a 7 stopniami powyżej zera. Arktyka jednak (a Spitsbergen i Svalbard w szczególności) bardzo szybko się ociepla w związku ze zmianami klimatycznymi - ponad dwa razy szybciej niż średnio cała Ziemia, co potwierdzili niedawno naukowcy w raporcie IPCC, Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Także tam, na dalekiej północy, zdarzają się fale upałów. W lipcu 2020 roku zanotowano najwyższą jak dotąd temperaturę, 21,7 stopnia Celsjusza powyżej zera - rekord został pobity w Longyearbyen. 

Z drugiej strony, od wschodu, Spitsbergen chłodzi zimny prąd. Razem z Golfsztromem mają istotny wpływ na klimat panujący na wyspie, a także "sterują" rozmieszczeniem morskiego lodu w jej okolicach - po wschodniej stronie jest go więcej. Spitsbergen jest też wyspą wietrzną, co obniża odczuwalną temperaturę. Jako że leży za kołem podbiegunowym, i to wysoko na północ, dotyczy go dzień i noc polarna. Pierwsze występują od 20 kwietnia do 26 sierpnia, drugie od 26 października do 15 lutego. 

To wyspa górzysta, ostrych szczytów - to zresztą właśnie znaczy jej nazwa, nadana przez jej odkrywcę, Holendra Willema Barentsa. Po niderlandzku "spitse bergen" to "spiczaste góry". Najwyższym wzniesieniem jest Newtontoppen - 1713 metrów nad poziomem morza. 

Prawie dwie trzecie wyspy przez cały rok zajmuje lód i śnieg. Reszta to przede wszystkim skały, czasem porośnięte mchami. Roślinność pokrywa zaledwie kilka procent (6-7) terenu. Cały spitsbergeński grunt jest zmrożony wieloletnią zmarzliną, która latem taje do głębokości około metra, choć z badań naukowców wynika, że poziom tej zmarzliny się obniża - ciepło coraz intensywniej przenika w głąb. 

Rośliny nie mają tu łatwo, ale jednak są, choć zmniejszyły skalę działalności. Na przykład krzewinki arktyczne, czyli miniaturowe rośliny drzewiaste. Agata Buchwał z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, która bada, co krzewinki zapisują w swoich słojach (bo choć niewielkie, to tak jak drzewa tworzą słoje) na temat zmian klimatu, pisała dla Gazeta.pl:

Zmiany klimatu w Arktyce z perspektywy małych krzewinek. Na zdjęciu Agata Buchwał, doktor Nauk o Ziemi UAM.Zmiany klimatu w Arktyce z perspektywy małych krzewinek

Mimo niesprzyjających warunków tylko w okolicach Longyearbyen wykryto ponad 100 gatunków roślin, na całym archipelagu - 170, czyli nie tak źle jak na lodową i kamienistą "pustynię". Na Spitsbergenie występują też inne organizmy, jak maleńkie niesporczaki, bezkręgowce bardzo popkulturowe i cenne badawczo dla naukowców, którzy przyglądają się ich możliwościom zarówno w Arktyce, jak i w kosmosie:

Niesporczaki - jak zmiany klimatu w Arktyce wpływają na 'kosmiczne' bezkręgowce?Kryptobioza pozwala im przeżyć w próżni. Oto "wodne niedźwiedzie". Co robią w Arktyce?

No i oczywiście są też ptaki i duże ssaki: lisy, renifery, foki oraz król północy - niedźwiedź polarny. Spitsbergen to królestwo tych wielkich zwierząt, w którym ludzie samych siebie postrzegają jako gości. Trudno precyzyjnie mierzyć ich liczebność, ale szacuje się, że na całym obszarze Morza Barentsa żyje ich około trzech tysięcy (powszechne przekonanie, że na Svalbardzie jest ich więcej niż ludzi, jest błędne, o czym w najbliższych dniach powiemy więcej). Niedźwiedziom należy się przestrzeń i spokój - z powodu zmian klimatu i tak jest im coraz trudniej, ale mogą być też dla ludzi niebezpieczne. Dlatego na całym Spitsbergenie, z wyjątkiem gęsto zasiedlonych osad ludzkich, należy poruszać się wyłącznie z bronią, która służy przede wszystkim do tego, by niedźwiedzie odstraszyć. Od lat 70. ubiegłego wieku są pod ochroną i nie wolno na nie polować, a ściganie, wabienie, niepokojenie i karmienie ich uważane jest za przestępstwo. W otaczających Spitsbergen żyznych wodach żyje całe bogactwo morskich stworzeń. 

Historia, czyli zaczęło się od tłuszczu

Niedźwiedzie polarne, i nie tylko one, przez długi czas traktowane były na Spitsbergenie jako surowiec i przyciągały osadników - na początku tylko sezonowych. Historia zasiedlania Svalbardu mocno wiąże się z poszukiwaniem czegoś, na czym można zarobić. Ale nie od niedźwiedzich futer się zaczęło. 

Archipelag mogli znać Islandczycy już ponad 800 lat temu. W każdym razie ta nazwa, a dokładnie "Svalbarði fundinn", czyli "zimne wybrzeża, które zostały znalezione", pojawia się w starych, tradycyjnych islandzkich przekazach z 1194 roku. Nie wiemy na pewno, czy pod tym określeniem rozumieli dokładnie dzisiejszy Svalbard. Dlatego za potwierdzonego odkrywcę tych wysp uznaje się Willema Barentsa, który w 1596 roku natknął się na nie podczas wyprawy mającej na celu odkrycie północnej drogi morskiej do Azji (tego celu nigdy nie udało się mu osiągnąć i zmarł w drodze powrotnej rok po dotarciu na Spitsbergen, a jego imię dostało m.in. położone na wschód od wyspy morze). Do Europejczyków zaczęły docierać doniesienia o bogactwach archipelagu, a przede wszystkim okolicznych wód. 

Pierwszym celem, głównie Anglików i Holendrów, stał się tłuszcz pozyskiwany z wielorybów grenlandzkich. Żadna z tych nacji z początku o wielorybnictwie nie miała pojęcia, zatrudniali więc Basków, którzy trudnili się tym na wodach Atlantyku (gdzie zresztą wieloryby biskajskie zostały niemal zupełnie wytępione). Olej wielorybi wykorzystywany był m.in. do oświetlenia (paliwo do lamp) i wytwarzania mydła, ze zwierząt pozyskiwano też fiszbiny. Ta tłuszczowa gorączka ściągała na Spitsbergen także inne nacje, prowadziła do sporów politycznych, a nawet agresji. Na początku waleni było bardzo dużo, ale po przełowieniu, w połowie XVIII wieku, ten etap rozwoju Svalbardu się zakończył. 

Co ważne - docieranie tak daleko na północ drogą morską było możliwe dlatego, że dzięki wspomnianemu wcześniej ciepłemu Prądowi Zatokowemu wody wokół wysp są wolne od lodu, zatem zdatne do żeglowania przez większą część roku. 

Wielorybnicy nie zimowali na archipelagu, w każdym razie nie z wyboru. Robili to za to Pomorcy, lud rybacki z północnej Rosji. Dobrze radzili sobie w trudnych arktycznych warunkach, wiele wskazuje na to, że wiedzieli także, jak zapobiec szkorbutowi, który był przekleństwem wśród marynarzy w tamtych czasach. Pomorcy polowali na listy i niedźwiedzie dla ich futer. To samo w XIX wieku zaczęli robić także Norwegowie - aż do 1973 roku, kiedy takie polowania zostały zakazane. 

Wcześniej na Spitsbergen dotarła kolejna surowcowa gorączka (choć oczywiście nie tak silna jak pęd ku złotu w Ameryce). Wraz z odkrywaniem wyspy poza samymi tylko jej wybrzeżami pojawiła się możliwość pozyskiwania surowców kopalnych. Próbowano różnych, ale ostatecznie opłacalny okazał się tylko węgiel. W 1906 roku Amerykanin John Munroe Longyear założył pierwszą kopalnię i wybudował przy niej Longyear City - dziś to Longyearbyen, stolica Svalbardu. Później na tym polu działali przede wszystkim Rosjanie i Norwegowie, którzy przejęli Longyear. Do tej pory na Spitsbergenie funkcjonują kopalnie węgla, choć już tylko dwie. Norweska, nieopodal Longyearbyen, wydobywa już tylko na potrzeby lokalnej społeczności. Rosjanie wciąż kopią surowiec w Barentsburgu, gdzie mieszka około 450 osób, przede wszystkim Rosjan i Ukraińców. Kilka innych w opuszczonym mieście kopalnianym Pyramiden, które jest teraz tylko atrakcją turystyczną.

Opuszczone miasto Pyramiden, Spitsbergen.Opuszczone miasto Pyramiden, Spitsbergen. Dmitry Chulov / Shutterstock.com

Populacja całego archipelagu to około 2700 osób, głównie Norwegów, ale wśród mieszkańców są przedstawiciele kilkudziesięciu krajów. Większość z nich żyje w Longyearbyen, gdzie jest szpital, szkoły, nawet uniwersytet, kawiarnie i kino. Nie jest to raczej osadnictwo na całe życie, ludzie przyjeżdżają na kilka miesięcy czy lat, a potem wyjeżdżają. 

Norwegia, ale tak jakby nie do końca

Przez stulecia Spitsbergen i Svalbard były terra nullius - ziemią niczyją. O możliwość połowu, polowań czy wydobycia rywalizowało tam kilka państw, a po I wojnie światowej postanowiono kwestię statusu prawnego wreszcie uregulować. Traktat Spitsbergeński, który wszedł w życie w 1925 roku, oficjalnie nadał archipelagowi nazwę Svalbard (wcześniej nazywany był on Spitsbergenem). Zakładał on, że archipelag jest częścią Królestwa Norwegii i obowiązuje na nim norweskie prawo, jednak wszystkie państwa-sygnatariusze (dziś jest ich ponad 40, w tym Polska od 1931 r., a Rosja, wcześniej jako ZSRR, od 1935 r.) mogą prowadzić tam działalność gospodarczą i naukową. W późniejszych latach te przywileje były ograniczane, przede wszystkim przepisami zwiększającymi ochronę przyrody. 

To właśnie przyroda jest teraz głównym bogactwem Spitsbergenu i magnesem przyciągającym na wyspę naukowców z wielu krajów. Wyjątkowo mocno reprezentowana jest Polska. Stoi tam całoroczna stacja badawcza Hornsund im. Stanisława Siedleckiego, którą prowadzi Instytut Geofizyki Polskiej Akademii Nauk. Oprócz niej kilka sezonowych, czyli takich, w których naukowcy nie zimują: Stacja Polarna Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika na Kaffiøyra, tzw. Baranówka lub Werenskioldbreens przy lodowcu Werenskjolda, którą zarządza Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet im. Marii Curie-Skłodowskiej z Lublina wykorzystuje zabudowania dawnej kopalni w Bellsundzie, a Uniwersytet im. Adama Mickiewicza z Poznania wybudował swoją stację na końcu Zatoki Petunii. Naukowcy z różnych państw skupiają się głównie w Ny-Ålesund, które stało się miasteczkiem naukowym, w tym Niemcy, Wielka Brytania, Chiny i Francja. Prym oczywiście wiodą Norwegowie. Swoje badania prowadzą też Rosjanie. Dla naukowców Spitsbergen to jeden najłatwiej dostępnych dla badań obszarów w wysokiej Arktyce - pomaga w tym to, co wcześniej ściągało na wyspy poszukiwaczy zarobku z pozyskiwania surowców. 

Ny-alesund, SpitsbergenNy-alesund, Spitsbergen Shutterstock

Przyroda przyciąga też coraz więcej turystów, których Svalbard z jednej strony wita, ale też Norwegowie pilnują, by nie wizyty te nie nadwyrężały za bardzo przyrody. Ograniczyli możliwość odwiedzania Ny-Ålesund, by umożliwić spokojną pracę naukowcom, a tuż przed pandemią rozważali wprowadzenie limitu wielkości statków wycieczkowych, które mogłyby zawijać na archipelag (na razie zrobił to koronawirus i na rejsy nałożono ograniczenia z jego powodu). "Konieczna jest ochrona dzikiej przyrody i dziedzictwa kulturowego Svalbardu przed zwiększoną presją powodowaną zarówno przez turystykę, jak i zmiany klimatu" - mówił w grudniu 2019 roku Ola Elvestuen, minister środowiska Norwegii. 

Więcej o: