Polski bursztyn zagrożony. "Możemy stracić nawet 1/3 jego całkowitej ilości"

- 5-6 ton bursztynu rocznie zbierają poławiacze, którzy w sezonie jesiennym i zimowym chodzą po plażach z kaszorkiem, czyli specjalną siatką. Co się jednak stanie, jeśli paliwo dostanie się do morza i skazi bursztyn? - zastanawia się Aleksandra Harasiuk z Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników

Pretekstem do rozmowy z Aleksandrą Harasiuk są "Morskie Opowieści", trwająca wyprawa Mateusza Waligóry wzdłuż Bałtyku.

Dominik Szczepański: Ile kosztuje bursztyn?

Aleksandra Harasiuk, Międzynarodowe Stowarzyszenie Bursztynników: Rozbieżności są duże, bo bursztyn ma różne frakcje, inaczej wycenia się duże bryłki, a inaczej małe. Jeśli chodzi o biżuterię, to modyfikowany bursztyn jesteśmy w stanie kupić już od kilkudziesięciu do kilku-set złotych. Wyroby z naturalnego bursztynu, których artysta nie zepsuł swoją ingerencją, kosztują po kilka, kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jeszcze więcej mogą kosztować inkluzje, bryłki bursztynu, w których coś się zachowało. Takie okazy pobudzają naszą wyobraźnię, dzięki nim odbywamy podróż w przeszłość. Najpiękniejszą inkluzją, jaką widziałam, jest Jaszczurka Gierłowskiej. Można ją podziwiać w Muzeum Bursztynu w Gdańsku. Okaz znalazła pani Gabriela Gierłowska na gdańskiej plaży.

Największe złoża bursztynu znajdują się nad Morzem Bałtyckim. Najwięcej - wydobywa się w obwodzie kaliningradzkim. A u nas?

Pokłady mamy ogromne, w tej chwili wiemy o 3580 tonach, ale rocznie wydobywa się tylko nieco ponad 12 ton.

Dlaczego?

Bo bursztyn zalega na głębokości 60-120 metrów, czyli głęboko. Oczy-wiście, dałoby się tam sięgnąć, ale mogłaby ucierpieć przyroda. Dziś w Polsce działa w Polsce tylko kilka kopalni, choć przed wiekiem na samych Kurpiach było ich ponad 50.

Dodatkowo, szacuje się, że 5-6 ton rocznie zbierają poławiacze, którzy w sezonie jesiennym i zimowym chodzą po plażach z kaszorkiem, czyli specjalną siatką. Czekają na sztormy, która poruszają dnem morskim, zabierają latarki ultrafioletowe i przepadają na długie godziny. Na Mierzei Wiślanej są całe miejscowości żyjące z bursztynu. Gdy wczytać się w historię, to dowiemy się, że życie wielu wsi kręciło się wokół tej kopalnej żywicy, wielu z nas nie uświadamia sobie, że wie, jak pachnie palony bursztyn, który wchodzi w skład wykorzystywanego w kościele kadzidła.

Kopanie bursztynu jest legalne?

Poławianie - tak, ale kopalnie muszą mieć zezwolenia. Kiedy więc widzimy kogoś, kto robi to na własną rękę, to musimy wiedzieć, że działa poza prawem. W dodatku niszczy krajobraz - po takim kopaniu powstają ogromne leje, niszczona jest przyroda, system korzeniowy drzew, do ta-kiego dołu może wpaść zwierzę i w nim zginąć. Ludzie trudniący się tym nielegalnie są dobrze zorganizowani, często udaje im się przechytrzyć straż leśną i policję.

Przy tej okazji chciałabym powiedzieć o największym wyzwaniu, które czeka Bałtyk w najbliższym czasie.

To znaczy?

W każdej chwili rozszczelnić mogą się wraki startów, które leżą na jego dnie.

Jednym z nich jest "Franken", w którego zbiornikach może znajdować się nawet 5-6 mln litrów paliwa - mazutu.

My, jako Międzynarodowe Stowarzyszenie Bursztynników, patrzymy na to przez pryzmat naukowy i ekonomiczny. Zastanawiamy się, co stanie się z bursztynem, jeśli paliwo dostanie się do morza. Dla nas będzie to katastrofa, bo skażony zostanie bursztyn znajdujący się w linii brzegowej. Czyli ten, który zbierają poławiacze. 5-6 ton, czyli 1/3 całkowitej ilości bursztynu pozyskiwanego na terytorium Polski.

A przecież to tylko nasza perspektywa. Są rzeczy ważniejsze - w męczarniach umrą niepoliczalne ilości ryb, zginie flora. Skończą się wakacje nad morzem, a wiele miejscowości żyjących z turystyki straci środki do życia. A to właśnie w województwach nadmorskich przyjeżdżający na wypoczynek goście po raz pierwszy mają okazję zapoznać się ze "złotem Bałtyku".

Wokół bursztynu narosło wiele legend, prawda?

Mnóstwo. Jedna z nich głosi, że bursztyn jest czymś, co ludzie mieszkający na wybrzeżu zawsze mieli na wyciągnięcie ręki - bawili się nim od kołyski, wzrastali z bursztynem pod pachą, umierali, tuląc go do piersi, a potem zabierali do trumny. Totalna bujda. Przez wieki bursztyn był monopolizowany przez możnowładców, składany w darze ludziom o wysokim statusie - wręczano go królom, wykorzystywano jako podarunki dyplomatyczne. Żaden mieszczanin, żaden rzemieślnik nie miał do niego dostępu. W średniowiecznych archiwach można znaleźć opis kar, które groziły za ukrywanie bursztynu. Dopiero w ostatnim stuleciu wyroby z bursztynu stały się ogólnodostępne.

Druga sprawa - prześladują nas serduszka z łuskami w środku. Kojarzy pan? Takie ciemnopomarańczowe, koniakowe. Wszyscy myślą, że to naturalny kolor bursztynu, a to po prostu efekt, który producent otrzymuje po modyfikacjach. Bardzo często się zdarza, że klienci przychodzą do dobrych galerii i tłumaczą sprzedawcom, że bursztyn, który chcą od nich kupić, jest jakiś podejrzany, bo nie ma takiego koloru.

A potrafi pani powiedzieć, dlaczego uważamy, że bursztyn jest tak cenny? To dość krucha rzecz, w dodatku nawet nie kamień szlachetny.

To skamieniała żywica kopalna. Bursztyn nigdy nie był kamieniem jubilerskim, dopiero w ostatnim stuleciu zaczęliśmy go intensywnie obrabiać. Myślę, że wartość przypisano mu z powodu wiary w jego magiczne i medyczne właściwości.

Co o nim mówiono?

-Najróżniejsze rzeczy. Wielka tajemnica bursztynu: wychodzi z wody i z ziemi, i od razu zaczyna się starzeć. Bo się utlenia. Ludzie robią wszystko, żeby jak najdłuższej zatrzymać jego piękno i barwę, wiemy już jak sprawić, żeby zachowywał kolor nieco dłużej niż trwa nasze życie, ale samego procesu utleniania nie potrafi jeszcze zatrzymać. Może kiedyś wymyślimy. Na razie jeszcze nawet nie umiemy znaleźć spoiwa, dzięki któremu moglibyśmy go dobrze konserwować i naprawiać ubytki.

Ludzie od wieków przykładali bursztyn do ciała i twierdzili, że odczuwają dobrą energię. Medycy zalecali go chorym, być może właśnie dlatego, że był czymś wyciąganym z ziemi. Nie błyszczał, był ciepły. Na Żuła-wach odkryto pracownię, w której znaleziono dowody na to, że bursztyn przez wieki był używany jako talizman. Potwierdzają to odkrycia z innych części świata. W Muzeum Bursztynu w Gdańsku można zobaczyć figurki o kształtach zwierząt, talizmany, które miały uchronić przed złem, pomóc w walce, dać szczęście podczas polowania. W dawnych wiekach ludy zamieszkujące teren dzisiejszego Maroka nie wychodziły na pole bitewne bez bursztynowego koralika. Dowiedziałam się niedawno, że chrześcijański kościół przejął różaniec od muzułmanów, a muzułmanie do produkcji koralików wykorzystywali między innymi bursztyn. U nas zajęli się tym Krzyżacy, a paciorki były, oczywiście, bursztynowe.

Na dworze austriackim, gdy ktoś miał kłopoty z wątrobą, rekomendowano mu położenie bursztynowej bryłki na stole, wpatrywanie się w nią i jednoczesne picie czerwonego wina. Istnieją podania, w których zapisano, że kobiety dostawały do ręki bursztyn w ostatniej fazie porodu. Mam nadzieję, że nie kaleczyły przy tym dłoni, bo bursztyn potrafi pęknąć, jest kruchy jak gips.

Do powszechnego użytku "medycznego" trafił dopiero w XX w, gdy zaczęto wykonywać z niego fajki i lufki do palenia tytoniu, mówiąc, że dzięki niemu to już nie takie niezdrowe. Potem zaczęto wyrabiać z niego biżuterię.

Wiedza naukowa zaliczyła ogromny skok, ale nawet dziś wiele osób ma nadzieję, że bursztyn noszony na szyi pomoże na kłopoty z tarczycą. Z takim naszyjnikiem często pojawia się Angela Merkel. Ciekawe, czy wierzy w jego moc.

Co dziś mówi nauka na jego temat?

Wciąż niewiele, może niedługo się to zmieni, bo badania nad właściwościami wiruso- i bakteriobójczymi kwasu bursztynowego prowadzi młody Polak, Igor Kaczmarczyk. Fajnie, że bada to ktoś od nas, zresztą bursztyn jest naszą wizytówką za granicą. Rozmawiałam niedawno z przedstawicielami naszego pawilonu na Expo w Dubaju. Opowiadali, że rekrutowali do pracy ludzi z Półwyspu Arabskiego i jeśli Polska im się z czymś kojarzyła, to właśnie z bursztynem.

Półwysep arabski jest dużym rynkiem eksportu polskiego bursztynu?

Rynki arabskie są bardzo bogate, kobiety wydają tam na biżuterię ogromne sumy, ale bursztynowi trudno się przyjąć, bo ozdoby mają świecić się w słońcu. A bursztyn się nie świeci.

Głównym kierunkiem eksportu polskiego bursztynu są Chiny.

Dlaczego?

Bursztyn miał być jednym z siedmiu atrybutów Buddy i Chińczycy przy-pisują mu magiczną moc i są w stanie płacić ogromne pieniądze za naturalne bursztyny. Uwielbiają te o żółtym kolorze. I to nie jest tak, że nie znają bursztynu, w regionie Fushun mają ogromną kopalnię, ale to właśnie ten znad naszego morza ma dla nich ogromną wartość. Nie tylko zresztą dla nich, bursztyn ma swoje złoża w Birmie, Libanie, na Domini-kanie, ale to ten bałtycki cechuje się bardzo ładną paletą barw - od żółtych, przez żółtozłote, do ciemnopomarańczowego i ze względu na wysoką zawartość kwasu bursztynowego inaczej się odbarwia. Są dowody, że że bałtycki bursztyn trafiał do Chin już 8 tys. lat temu.

Kto oprócz Chińczyków kupuje nasz bursztyn?

-Chiny i długo, długo nic. A potem standardowe, polskie rynki eksportowe - Skandynawia, Niemcy, państwa Europy Zachodniej. I Stany Zjednoczone, które zafascynowały się bursztynową biżuterią po "Parku Jurajskim". To była eksplozja popularności. W filmie pokazano jak odtworzyć dinozaura - użyto DNA pobranego z krwi komara, który ukąsił dinozaura, a potem kapnęła na niego żywica. Miliony lat później wydobyto ją w formie bursztynu. Śmieszne, bo nikomu dotąd nie udało się odtworzyć DNA dzięki temu, że znaleziono w bursztynie owady. No i też dla-tego, że ostatnie dinozaury żyły 66 mln lat temu, a bursztyn bałtycki ma "tylko" 40 mln lat. Ciekawostką jest, że w filmie „Park Jurajski" DNA po-brano od komara o pierzastych czułkach, co jest cechą jedynie samców, a wiadomo, że krew wysysają tylko samice.

Tak to już jest, że naszej świadomości nie kształtują niestety naukowcy czy historycy, ale przepełniająca popkulturę sensacja. My też mamy z tym problem, bo bursztyn w świadomości Polaków przez lata ograniczał się właśnie do zatopionego w niej komara, albo do babcinych kulek przywiezionych z sanatorium nad morzem. Powoli się to zmienia, ale wiedza o współczesnych projektach wciąż jest bardzo słaba.

Często piszą do pani ludzie, twierdząc, że wiedzą, gdzie jest bursztynowa komnata?

Bardzo rzadko. Za to media pytają bez przerwy.

I co im panią odpowiada?

To są na ogół pytania konkretne. Np. "czy to prawda, że nurkowie, którzy penetrują kolejny wrak na Bałtyku, mają szansę znaleźć komnatę?". Wtedy razem z naszymi ekspertami sprawdzamy poszlaki. Zaczynamy od historii, próbując ustalić, na ile prawdopodobne jest, że bursztynowa komnata mogła trafić na statek. Sięgamy też po naukę - jeśli nawet skarb spoczywa gdzieś na dnie Bałtyku, to czy przetworzony bursztyn, z którego została wykonana komnata, ma szansę przetrwać 80 lat w skrzyniach pod wodą? Jeśli nawet, to po wyjęciu nie będzie raczej w dobrej formie.

W ostatnich latach pojawiły się jakieś nowe tropy?

Niedawno powstała książka "Prawdziwa historia Bursztynowej Komnaty i Ericha Kocha" autorstwa Ireneusza Iwańskiego, w której można przeczytać o losach jednego z gauleiterów Prus Wschodnich. Na pod-stawie przeczytanych tam informacji można wysnuć przypuszczenie, że jeżeli nawet ktoś ukrył Bursztynową Komnatę, to zdecydowanie nie chciał, żeby została znaleziona.

Istnieją inne bursztynowe skarby, o których krążą legendy?

- Tron Leopolda I Habsburga z XVII wieku. Niewiele o nim wiemy, z pewnością był fantazją króla na temat faktu, że król może wszystko. Tron miał być obłożony płytkami, część z nich zachowała się i można znaleźć je w niemieckich muzeach, ale brakuje rysunku tronu. Poszukiwania trwają, Niemców ogromnie fascynuje ta historia.

Istnieje też legenda o bursztynowej koronie Jana III Sobieskiego, którą miał dostać od Gdańszczan, ale próżno szukać jakiejś dokładnej informacji. Być może nie było żadnej korony, bo trudno przypuszczać, żeby król przyjął insygnium królewskie od zwykłych mieszczan. Być może korona była niewielkim bursztynowym żyrandolem lub "koronką", jak nazywa się czasami różaniec.

Skarbów może być mnóstwo, nawet nie wiemy, co muzea mają na zapleczach. I kto wie, co kryje się w prywatnych kolekcjach.

Więcej o: