Francusko-włoska stacja badawcza Concordia leży na kopule lodowej pod nazwą Dome C, na wysokości ponad 3200 metrów nad poziomem morza. Do najbliższego zamieszkiwanego przez człowieka miejsca - innej całorocznej stacji, rosyjskiej Wostok, jest stąd 560 kilometrów. Do francuskiej Dumont D'Urville i australijskiej Casey około 1100 kilometrów. To bardzo odosobnione miejsce jest też jednym z najzimniejszych na Ziemi. Tyle że ostatnio temperatury nie wyglądają tam tak jak zwykle.
W miniony piątek w Concordii zanotowano -12,2 stopni Celsjusza. Zimno, ale latem (a teraz w Antarktyce zaczyna się właśnie jesień) temperatury zazwyczaj nie rosną tu ponad -25 stopni. Piątkowy odczyt to poziom najwyższy w historii pomiarów i o około 40 stopni wyższy od wieloletnich norm dla tego okresu roku.
We wspomnianej stacji Wostok (która zresztą jest jeszcze wyżej, bo ponad 3400 m n.p.m.) także padł rekord dla marca: -17,7 stopnia Celsjusza, 15 stopni ponad poprzednio odnotowaną maksymalną wartość. W położonej na wybrzeżu zatoce Terra Nova temperatura była wyraźnie powyżej zera, sięgając 7 stopni Celsjusza.
"To nie jest błąd ani literówka" - komentował rekord z Dome C zaskoczony dr Robert Rohde, fizyk z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley i główny naukowiec w projekcie Berkeley Earth. Zauważył, że poprzedni rekord dla marca został pobity o aż 20 stopni Celsjusza. "To wydarzenie oznacza, że księgi rekordów pisane są na nowo, jak nasze oczekiwania co do tego, co jest możliwe w Antarktyce. Czy to po prostu szalenie nieprawdopodobne wydarzenie, czy może oznacza to coś więcej? W tej chwili nikt tego nie wie" - napisał na Twitterze.
"To niemożliwe - powiedzielibyśmy jeszcze dwa dni temu. Od dziś (18 marca) klimatologia antarktyczna została napisana na nowo" - skomentował z kolei dziennikarz zajmujący się klimatem Stefano Di Battista.
A to dopiero połowa "dziwnego". Bo niemal jednocześnie z Antarktyką swoje rekordowe upały miała też Arktyka, gdzie zresztą wysokie temperatury obserwowano już wiele dni wcześniej. Wyjątkowo ciepło było m.in. na norweskim archipelagu Svalbard i na Grenlandii. Na rosyjskiej Ziemi Franciszka Józefa w zeszłym tygodniu temperatury zbliżały się do zera, a czasem nawet były na plusie - na wyspie Wize blisko 20 stopni ponad średnią dla marca i blisko rekordu.
Jak podaje "The Guardian", niektóre ze stacji monitorowania, położone w okolicach bieguna północnego, notowały temperatury wyższe o nawet 30 stopni od typowych dla tego okresu roku.
Temat w mediach niezwykłej koincydencji jako jeden z pierwszych nagłośnił dziennik "The Washington Post". Agencja Associated Press zauważa, że w piątek 18 marca Antarktyda jako całość była o 4,8 stopnia Celsjusza cieplejsza niż średnia z lat 1979-2000. Jednocześnie temperatura w całej Arktyce znalazła się 3,3 stopnia ponad średnią wieloletnią. Cytowani przez AP naukowcy nie kryli zdziwienia.
Więcej wiadomości na tematy związane z środowiskiem i klimatem na stronie głównej Gazeta.pl>>>
"Tam są przeciwne pory roku. Nie widzi się północnego i południowego (bieguna) topniejących w tym samym czasie" - mówił AP w piątek Walt Meier z Narodowego Centrum danych o śniegu i lodzie w Boulder, w stanie Kolorado w USA. "To zdecydowanie niezwykłe wydarzenie" - dodawał.
"To nie jest dobry znak, kiedy widzi się coś takiego" - stwierdził z kolei meteorolog z uniwersytetu stanu Wisconsin Matthew Lazzara, odnosząc się do temperatur w Antarktyce. Jak podkreślił, wartości takie, jak zanotowano kilka dni temu, w marcu, zwykle obserwuje się w styczniu, kiedy trwa tam pełnia lata.
Associated Press podaje, że zarówno Lazzara, jak i Meier uważają na ten moment, że fala antarktycznych "upałów" to przypadkowa anomalia pogodowa, której raczej nie należy wiązać ze zmianami klimatu - chybachyba że tego typu sytuacje będą się powtarzać. Według ekspertów wyjątkowo wysokie temperatury na Antarktydzie spowodowała tzw. rzeka atmosferyczna - to wąski pas skoncentrowanej wilgoci w atmosferze. Układ wysokiego ciśnienia uniemożliwił rozprzestrzenienie się tej wilgoci na większe obszary kontynentu i zamknął ją pod swego rodzaju "kopułą". Inni dodają, że ciepło podsyciły wiatry wiejące od Australii.
W Arktyce pojawiające się rekordy ciepła nie są już niestety niczym zaskakującym. Ten region ociepla się nawet trzy razy szybciej niż reszta Ziemi. Tym razem ogrzewało ją ciepłe powietrze atlantyckie, napływające z północy od Grenlandii. Ciepło spowodowało gwałtowne zmniejszenie się zakresu arktycznego lodu morskiego w okolicach Svalbardu.