Leśnicy rzucili się na Puszczę Karpacką. Ujawniamy: pod topór poszło prawie 2 tysiące drzew o wymiarach pomnikowych

Do tej pory Lasom Państwowym nie opłacało się ciąć w Puszczy Karpackiej. - Ale to się zmienia. Rozpoczęło się ssanie, bo drewna zaczyna brakować, więc tnie się nawet tam - słyszymy od ekspertów.
  • Gazeta.pl ujawnia dane, z których wynika, że w trzech ostatnich latach podkarpackie nadleśnictwa podległe Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie wycięły co najmniej 1697 drzew o wymiarach pomnikowych na terenie Puszczy Karpackiej
  • Aktywiści blokujący wycinkę mówią, że te liczby mogą być niedoszacowane. Podają przykłady
  • Nigdzie indziej poza obszarem ochrony ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego nie ma tylu drzew o wymiarach pomnikowych
  • Niektóre podkarpackie nadleśnictwa usuwają pojedyncze sztuki, inne - setki drzew. Skąd bierze się taka dysproporcja?
  • Eksperci twierdzą, że wzmożona wycinka może być związana z embargiem na drewno z Rosji i Białorusi

Po raz pierwszy poznaliśmy przybliżoną skalę usuwania starych, wielkich drzew w tej części Polski. - Nigdzie indziej poza obszarem ochrony ścisłej Białowieskiego Parku Narodowego nie ma takiego nagromadzenia drzew o wymiarach pomnikowych jak w Puszczy Karpackiej - komentuje dla Gazeta.pl prof. dr. hab Jerzy Szwagrzyk, kierownik Katedry Bioróżnorodności Leśnej Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. 

Lasy Państwowe przekazały dane po interpelacji posłanek Anity Sowińskiej i Darii Gosek-Popiołek i naszych pytaniach. Pochodzą z 11 nadleśnictw: Komańczy, Ustrzyk Dolnych, Dukli, Birczy, Leska, Rymanowa, Krasiczyna, Stuposian, Baligrodu, Lutowisk i Cisnej.

W ciągu trzech ostatnich lat wycięto tam 1697 drzew o wymiarach pomnikowych.

Z danych przekazanych posłankom wynikało, że najwięcej tnie się w Baligrodzie, gdzie usunięto 495 drzew. Z informacji, do których dotarła Gazeta.pl wynika jednak, że rekordzistą są Lutowiska (507).  

Drzewo o wymiarach pomnikowych to takie, które osiągnęło wielkość pozwalającą zaklasyfikować je jako pomnik przyrody. Mierzy się je w obwodzie: 300 cm dla buka i dębu, 250 cm dla jodły i świerku, 200 cm na grabu.

Wycinka trwa, Lasy Państwowe tłumaczą ją bezpieczeństwem

Kolejne wycinki zaplanowano w Puszczy Karpackiej na 2022 r. - Poprosiliśmy Lasy Państwowe o dane. Jak na razie dostaliśmy odpowiedzi z pięciu nadleśnictw: Stuposian, Lutowisk, Krasiczyna, Cisnej i Birczy. W tych miejscach Lasy Państwowe zamierzają wyciąć 278 drzew o wymiarach pomnikowych - mówi Gazeta.pl Jakub Rok z Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Zadaliśmy RDLP Krosno, i poszczególnym podkarpackich nadleśnictwom pytania dotyczące skali wycinki w Puszczy Karpackiej. Otrzymaliśmy odpowiedź, że wszystkie 1697 drzew o wymiarach pomnikowych zostało wycięte zgodnie z wewnętrznymi zasadami Lasów Państwowych. 

Najważniejszym przepisem jest zarządzenie nr 9 dyrektora RDLP w Krośnie z 23 marca 2021 r. Według niego drzewa spełniające kryterium wymiarowe uznania za pomnik przyrody należy pozostawić, poza określonymi wyjątkami, a decyzja o ich usunięciu powinna być każdorazowo poprzedzona wykonaniem odpowiedniej dokumentacji potwierdzającej zasadność potrzeby ich usunięcia. 

Jakie to wyjątki?

Lasy Państwowe: - "Bezpieczeństwo powszechne" lub "zagrożenie celów hodowlanych".

- Takie klauzule są rozciągliwe jak guma. Tworzą furtki, które później się bezwględnie wykorzystuje - mówi Gazeta.pl prof. dr hab. Jerzy Szwagrzyk.

  • Masz temat, którym powinniśmy zająć się w #EkoŚledztwach Gazeta.pl? Chcesz przekazać ważne informacje? Napisz do autora dominik.szczepanski@agora.pl, a skontaktuje się z Tobą. Zapewniamy anonimowość.

Ogromne dysproporcje w podkarpackich nadleśnictwach

Jeśli przyjrzeć się danym przekazanym przed podkarpackie nadleśnictwa, łatwo zauważyć, że w niektórych wycina się setki drzew, w innych - pojedyncze sztuki. Co może tłumaczyć taką dysproporcje?

RDLP Krosno dla Gazeta.pl: - Różnice w ilości grubych drzew usuniętych lub ściętych w poszczególnych nadleśnictwach wynikają z potrzeb (BHP, potrzeby hodowlane, stan sanitarny lasu) jakie zostały stwierdzone na gruncie. Jeżeli w jednym nadleśnictwie nie stwierdzono konieczności usunięcia lub ścięcia grubych drzew w latach ubiegłych, to nie oznacza, że w latach następnych nie będzie stwierdzana taka konieczność

Skala wycinki drzew o wymiarach pomnikowych w RDLP KrosnoSkala wycinki drzew o wymiarach pomnikowych w RDLP Krosno Gazeta.pl

- Musimy sobie wyjaśnić jedną rzecz -  mówi Gazeta.pl Andrzej Czech, założyciel Nepconu, jednej z pierwszych polskich firm audytujących Lasy Państwowe. - Celem gospodarki leśnej jest pozyskanie drewna. Drzewa o wymiarach pomnikowych w tłumaczeniu na język leśnika z korporacji to drzewa, które posiadają określoną masę. Jeśli są zdrowe, to trzeba tę masę pozyskać. Drzewa o wymiarach pomnikowych odkryte przez osoby postronne są dla leśników problemem. Jeśli ktoś wie o ich istnieniu, to zawsze może nagłośnić sprawę, gdy takie drzewna znikną. Wtedy trzeba będzie się tłumaczyć. Może nikt nie policzył tych drzew? Może lepiej nie pokazywać, że coś tam w ogóle jest? Zaraz się ktoś przyczepi, bo to przecież prastara Puszcza Karpacka i trzeba ją chronić - mówi nam Czech.

RDLP Krosno szacuje, że w w samym nadleśnictwie Lutowiska lbuków i jodeł o wymiarach pomnikowych może być prawie 40 tys. sztuk. W nadleśnictwie Stuposiany - ponad 20 tysięcy. - To argument za tym, żeby na terenach Puszczy Karpackiej zaprzestać normalnej gospodarki leśnej, powołać tam duże rezerwaty albo park narodowy, chronić to wyjątkowe miejsce - mówi Gazeta.pl prof. dr. hab Jerzy Szwagrzyk.

Walka o park narodowy

Rezerwaty zajmują dziś 3,3 proc. projektowanego Turnickiego Parku Narodowego, którego powierzchnia miałaby chronić część Puszczy Karpackiej między Ustrzykami Dolnymi a Przemyślem (17150 hektarów). Na tym obszarze naliczono ponad 6 tys. drzew o wymiarach pomnikowych. Niektóre są ogromne, jak buk o obwodzie ponad 5 metrów. Żyją tam salamandry, traszki, żmije, puszczyki uralskie, dzięcioły trójpalczaste, bociany czarne, orły przednie i krzykliwe, niedźwiedzie brunatne, wilki, rysie, żbiki czy popielice. Do tej pory stwierdzono występowanie 40 gatunków wskaźnikowych, mówiących o wieku lasu, występujących tylko w tym miejscu Polski. Jeszcze więcej występuje tylko tu i w Białowieży.

Walka o powstanie parku narodowego trwa od lat 90.

- Lasy Państwowe były wtedy biedne i dzięki temu udało się utworzyć Magurski Park Narodowy, a Bieszczadzki Park Narodowy został powiększony. To ironia losu, ale wtedy decydował rachunek ekonomiczny - Lasy Państwowe nie chciały, że tak się wyrażę, dziadowskich, w rozumieniu pozyskiwania drewna, lasów. Nie miały pieniędzy na ich utrzymanie. Teraz są bogate i sytuacja się zmieniła. Nie wyobrażają sobie oddania swoich lasów pod najwyższą formę ochrony przyrody - mówi Gazeta.pl Czech.

To nasze kolejne #ekośledztwo. Sprawdź, o czym pisaliśmy do tej pory

Na blokadzie znów gorąco

Członkowie Inicjatywy Dzikie Karpaty zaparkowali przyczepę mieszkalną na terenie Nadleśnictwa Bircza. Od roku bronią przed wycinką czterech wydzieleń Puszczy Karpackiej. Próbowano ich przeganiać, grożono im, również w trakcie pokojowego protestu przed Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Krośnie.

W tym roku miało być spokojnie, bo Nadleśnictwo Bircza nie zaplanowało żadnych cięć w wydzieleniach znajdujących się za przyczepą, w której mieszkają aktywiści. - Dlatego na początku nie chcieliśmy wierzyć, że wjadą od tyłu. Musieliby nadrobić kawał drogi, a przecież paliwo jest drogie - mówi Gazeta.pl Jakub Rok z Inicjatywy Dzikie Karpaty. - Ale wjechali, na razie jednym spychaczem, który żeby pogłębić drogi zrywkowe w wydzieleniach, których bronimy. Może robią to z myślą o 2023 r.? A może jednak będą ciąć teraz, bo plany mogą zmienić aneksem. Obawiamy się, że czas jest nieprzypadkowy. Uwaga społeczeństwa znajduje się dziś gdzie indziej. Wszyscy myślimy o tym, co dzieje się na Ukrainie.

Za blokadą aktywistów rosną grube, stare drzewa. A dookoła nich - gatunki chronione mchów, grzybów, porostów. - Zapytaliśmy Lasy Państwowe, ile stanowisk gatunków chronionych odkryły w swoich nadleśnictwach. W odpowiedzi przeczytaliśmy, że nadleśnictwa zarządzające kilkudziesięcioma tysiącami hektarów w ciągu ostatnich lat znalazły czasem 20-30 takich stanowisk. A my tylko w tych czterech wydzieleniach, które chronimy przed wycinką, znaleźliśmy ich setki. Jak to możliwe? - pyta Rok.

Wykaz stanowisk gatunków chronionych znalezionych przez leśnikówWykaz stanowisk gatunków chronionych znalezionych przez leśników Gazeta.pl

W tym roku członkowie Inicjatywy Dzikie Karpaty natknęli się na pomarańczowe kropki na drzewach o wymiarach pomnikowych. Kropki oznaczają, że drzewa są przeznaczone do usunięcia, a przecież w tym roku żadne wycinki nie zostały zaplanowane. - Zapytaliśmy o te kropki. Nadleśnictwo Bircza odpowiedziało, że kropki są stare, sprzed 10 lat. Albo ktoś je zrobił bez ich wiedzy. Nie wierzymy w takie bajki. Nasuwa się wniosek, że te 1697 drzew może być mocno niedoszacowaną liczbą, bo nadleśnictwa mają dziurawą ewidencję - mówi Gazeta.pl Rok.

Ssanie na karpackie drewno

Jednym z narzędzi chroniących polskie drzewa jest międzynarodowy system certyfikacji FSC. Co roku poszczególne dyrekcje Lasów Państwowych są wizytowane przez audytorów, którzy sprawdzają, czy drewno jest pozyskiwane w legalny, bezpieczny i zrównoważony sposób. To Lasy Państwowe opłacają audyty. Bez znaczka FSC drewna nie kupią wielkie firmy jak Ikea czy Castorama. Ale już wiele mniejszych nie ma z tym problemu.

O braku porozumienia dotyczącego nowych zasad FSC i presji Lasów Państwowych mającej na celu osłabienie przepisów chroniących lasy pisaliśmy na Gazeta.pl w lutym.

Podkarpackie nadleśnictwa nie korzystają z tego systemu. Zamiast niego swoje drewno opatrują znaczkiem PEFC, o którym mówi się, że to "system od leśników dla leśników". Pisaliśmy o tym, wskazując, że audytorami w tym systemie są sami leśnicy, którzy kontrolują siebie nawzajem.

W związku z rosyjską inwazją na Ukrainę, władze FSC zawiesiły certyfikaty firmom z Rosji i Białorusi.

- Z tego powodu ssanie na rynku drewna się zwiększy, tak samo jak ceny. Mam znajomych w przemyśle drzewnym, opowiadają mi, że ceny rosną skokowo. Mniejszym firmom coraz trudniej jest kupić drewno. Zawirowania będą potężne - mówi Gazeta.pl Andrzej Czech

Czech był jedną z osób, które wprowadziły do Polski standard FSC. - Niestety, dziś uważam, że system, w którym klient płaci audytorowi zawsze będzie narażony na ryzyko korupcji. Jako audytor skończyłem swoją karierę po certyfikacji nadleśnictw RDLP w Białymstoku. Lasy Państwowe potrzebowały certyfikatu, ale nie wierzyły w jego sens, traktowały nas, audytorów na zasadzie odczepnego. Straciłem wiarę w ten system - mówi Gazeta.pl Czech. I dodaje: - Nie ma się co czarować, że Lasy Państwowe przywiązują jakąś wagę do certyfikatów. Prą do tego, żeby przepisy były coraz słabsze.

Zdaniem byłego audytora Lasy Państwowe są dziś w stanie sprzedać każde drewno - z certyfikatem czy bez, bo i tak znajdzie się odbiorca.

Podkarpackie nadleśnictwa od zawsze były deficytowe. Lasy Państwowe dopłacały do ich funkcjonowania z tzw. Funduszu Leśnego. - W przeszłości Lasy Państwowe nie pozyskiwały drewna Puszczy Karpackiej na taką skalę, bo ścięte drzewa trzeba było jakoś przetransportować przez jary, niedostępne tereny, a to kosztuje. W dodatku drzewa w Puszczy Karpackiej są pokrzywione, pełne konarów, nie takie, jakie lubią odbiorcy. Słowem, paskudnie się nie opłacało ich ciąć. Obawiam się, że teraz, gdy drewno jest bardzo drogie, to nawet podkarpackie nadleśnictwa mogą zacząć wychodzić na plus. Puszcza Karpacka jest jedynym miejscem w Polsce, gdzie rośnie taka liczba wielkich drzew. Mam nadzieję, że nie dojdzie do katastrofy, jaką byłoby masowe pozyskiwane drewna na tych terenach - mówi Czech.

W 2020 r. RDLP w Krośnie odnotowały przychód w wysokości 431 mln zł. Wydały: 466 mln. Stratę wyrównano z Funduszu Leśnego, na który zrzucają się nadleśnictwa z całej Polski. - Nawet jeśli udowodnimy, a robiono to wielokrotnie, że gospodarka leśna w Puszczy Karpackiej zawsze będzie przynosić straty, to pracownicy Lasów Państwowych będą na to mieli swoją odpowiedź, która brzmi mniej więcej tak: "nam nie zależy na pieniądzach. My chcemy ochronić ten las. Bez nas on się zdegeneruje, drzewa będą chorować i zamierać". W tym przypadku poczucie misji jest niebezpieczną ideą - mówi Gazeta.pl prof. Jerzy Szwagrzyk.

Cała rozmowę z profesorem Szwagrzykiem, w której opowiada o wyjątkowości Puszczy Karpackiej i mentalności leśnika, opublikujemy w czwartek.

Napisz do autora: dominik.szczepanski@agora.pl

Więcej o: