Chiny dręczy susza, więc sieją chmury. Wysyłają w niebo rakiety, które mają wywołać deszcz

Jangcy, najdłuższa rzeka w Azji, ma wyjątkowo niski poziom wody. W części jej odcinków od dawna nie było opadów deszczu i utrzymuje się bardzo wysoka temperatura. Aby walczyć z suszą i wynikającymi z niej przerwami w dostawach energii, Chiny zdecydowały się lokalnie na zasiewanie chmur, czyli sztuczne wywoływanie deszczu, poprzez rakiety wysłane w niebo.

Mniej niż połowa zwykłych opadów, rekordowo niski poziom wody w rzekach, zbiorniki wodne mniejsze o połowę - to obraz wielu prowincji w Chinach. Niestety jest to wynik trwających od dwóch miesięcy fali upałów. Narodowe Centrum Klimatyczne informuje, że to najdłuższa taka seria w historii. Chińczycy zmagają się więc z bardzo wysokimi temperaturami i brakiem wody, która może być wykorzystywana m.in. do klimatyzacji.

Zobacz wideo Prof. Miętus: Prawdopodobnie uda nam się uniknąć suszy, ale to eksperymentalne prognozy

Chiny. Lokalnie będzie prowadzone zasiewanie chmur

BBC donosi, że prowincje chińskie takie jak np. Hubei, zlokalizowane wokół rzeki, zwróciły się do rządu z prośbą o zasianie chmur. To forma oddolnego wpływania na pogodę np. zmiany ilości lub rodzaju opadów. Jest to możliwe dzięki rozpyleniu specjalnych substancji do jądra kondensacji chmury lub zarodków krystalizacji. Powoduje to zmiany w procesach mikrofizycznych wewnątrz chmury.  

Zasiewanie chmurZasiewanie chmur DooFi // Wikipedia Commons

Chiny mają największy w Azji system do zasiewania chmur. Umożliwia on zmianę pogody dzięki wysyłanym w niebo rakietom z jodkiem srebra. Pozwala to na zwiększenie ilość deszczu nad kilkoma coraz bardziej suchymi regionami. Zasiewanie chmur jest stosunkowo częstą praktyką. Chiny używały tej metody m.in. w 2008 roku, gdy przed olimpiadą chciano oczyścić powietrze z zanieczyszczeń. W niektórych prowincjach brakuje jednak nawet chmur, z których można byłoby wywołać deszcz.

Więcej informacji z kraju i ze świata na stronie głównej Gazeta.pl.

Chiny. Dotkliwe upały w wielu prowincjach

Niewątpliwie Chiny potrzebują opadów deszczu. Nawet wywołanych sztucznie. W Syczuanie i sąsiednich prowincjach temperatury przekraczają już 40 stopni Celsjusza. Sytuacja jest tam tak dramatyczna, że rząd poprosił o utrzymanie klimatyzacji, mimo upałów, na poziomie nie niższym niż 26 stopni Celsjusza oraz korzystanie z klatek schodowych zamiast z wind. Ma to pomóc oszczędzić energię, której już zaczyna brakować - relacjonuje BBC. 

Według portalu "The Guardian" 80 proc. energii w Syczuanie jest produkowane przy użyciu wody. Już teraz miliony mieszkańców w tej prowincji dotknęły przerwy w dostawie prądu. W mieście Dazhou zamieszkałym przez około 5,4 mln ludzi trwają one nawet do trzech godzin. BBC informuje także, że fabryki w prowincji zostały zmuszone do ograniczenia produkcji lub wstrzymania pracy w ramach środków nadzwyczajnych, aby przekierować dostawy energii do gospodarstw domowych. 

Nawet zwierzęta z niektórych obszarów dotkniętych suszą zostały przeniesione w inne rejony, aby mogły przetrwać. Ministerstwo Finansów Chin obiecało pomoc w wysokości 300 mln juanów (44 mln dolarów) obszarom dotkniętym suszą. 

Więcej o: