Ogromne pożary lasów w Kanadzie nadal trwają. Chmury zawierające trujący dym i sadzę powstałą przy procesie spalania drzew przysłaniały już niebo nad takimi miastami jak Toronto czy Nowy Jork i znacznie utrudniały widoczność. Skala żywiołu jest na tyle duża, że kłęby dymu dotarły też do Europy.
Skutki spustoszenia dokonywanego przez pożary w kanadyjskich lasach są już widoczne w wielu europejskich miastach. Na liście krajów, do których dotarł dym, znajdują się między innymi Portugalia, Hiszpania, Francja, Wielka Brytania czy Włochy. Na szczęście w przeciwieństwie do mgieł, które swoim zasięgiem ogarniały kanadyjskie i amerykańskie regiony, chmura pyłu przywiana nad Europę nie jest niebezpieczna dla zdrowia mieszkańców. Wszystko za sprawą wysokości, na jakiej znajdują się zanieczyszczenia. Jak podaje portal npr.org dym z pożarów unosi się powyżej 1100 metrów nad poziomem morza. Mimo to wciąż wpływa wizualnie na wschody i zachody słońca, czyniąc je znacznie bardziej spektakularnymi.
Zdaniem premiera Kanady Justina Trudeau obecny sezon pożarowy jest najgorszy w historii kraju. Potwierdzają to przerażające statystyki. W prowincji Quebec od początku roku odnotowano prawie 500 pożarów. Jest to ponad dwukrotność średniej z ostatniej dekady w tym samym okresie. Walkę z żywiołem utrudniają niedobory kadry strażackiej oraz warunki pogodowe sprzyjające zaprószaniu się nowych ognisk.