Ostatnie ciepłe tygodnie przynoszą burze i ulewy w różnych częściach Polski. Deszcz może być wytchnieniem w czasie suszy, ale te zjawiska bywają też bardzo niebezpieczne: zalania, połamane drzewa czy uszkodzenia domów to tylko niektóre z zagrożeń.
Dzięki nowoczesnym serwisom pogodowym możemy śledzić opady i burze niemal w czasie rzeczywistym, co może być niezwykle pomocne w przygotowaniu się na zagrożenie. A przy okazji możemy obserwować, jak zachowuje się taka gwałtowna pogoda. I niektórzy zwracają uwagę na - wydawałoby się - nietypowe zdarzenia: burza idzie wyraźnie w kierunku miasta, ale przed nim zmienia kierunek lub zanika. Czy to znaczy, że miasta stanowią swojego rodzaju "parasol" dla burz i ulew?
- Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie to, jak miasta wpływają na burze. Mogą przyczyniać się zarówno do ich rozwoju, jak i zanikania. A czy powodują tak zwane "rozerwanie" idącego frontu? To jest już dyskusyjne - mówi rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Grzegorz Walijewski.
Pogodę kształtują w dużej mierze zjawiska o dużej skali i klimat danego regionu (a obecnie coraz częściej także zmiana klimatu). Jednak lokalne aspekty, zarówno naturalne jak i związane z działalnością człowieka, również mogą mieć na nią wpływ. To ukształtowanie terenu, pokrycie go (czy to las, pole, czy budynki i drogi) lub zbiorniki wodne.
W aglomeracjach powstają tak zwane miejskie wyspy ciepła. Asfalt i beton na drogach i budynkach nagrzewa się o wiele bardziej niż liście drzew czy woda. Dlatego w ciepły i słoneczny dzień powierzchnia gruntu (np. drogi) może być nawet kilkanaście stopni wyższa, niż byłoby to w zieleni. To ciepło jest też gromadzone i nocą, gdy robi się chłodniej - oddawane do atmosfery. Wtedy efekt miejskiej wyspy ciepła na temperaturę powietrza jest najbardziej wyraźny i w mieście może być o kilka stopni goręcej niż na wsi - po tak samo ciepłym dniu.
To ma swój wpływ na lokalną pogodę. - Miasto może emitować ogromną ilość ciepła. Skutkiem może być rzeczywiście to, że idący w jego kierunku front atmosferyczny zostanie na chwilę "rozerwany". Czyli mniejsza wilgotność i wyższa temperatura może spowodować, że burza czy opady zmniejszą swoją intensywność, a za miastem, gdzie będzie więcej wilgoci, wrócą - tłumaczy Walijewski.
Rzecznik IMGW podał przykład frontu, który jakiś czas temu, idąc z zachodu na wschód, "rozerwał się" przed Łodzią, później znów przed Warszawą, a dalej na wschodzie "połączył się" i pojawił się silne burze. Przyczyn tego można rzeczywiście doszukiwać się w efekcie miejskiej wyspy ciepła.
Ale nie jest to wcale zasadą. Bywa nawet wręcz przeciwnie i eksperci z IMGW przykłady tego widzieli także w polskich miastach. - Zdarzały się sytuacje, że komórki burzowe tworzyły się właśnie nad miastem. Gdy napłynęła masa wilgotnego powietrza, które zostało dodatkowo podgrzane, to dokładnie nad miastem tworzyła się komórka burzowa. A więc zupełnie odwrotnie: wokół miasta była spokojna pogoda, a nad nim utworzyła się burza - mówi Walijewski.
Może to zależeć też od tego, jak wyglądają same miasta. Więcej "betonozy" oznacza wyższą temperaturę, a z drugiej strony więcej zieleni to więcej parowania i wilgoci (a więc "paliwa" dla burzy).
Ważną rolę w tym, jak rozwijają się ulewy czy burze, ma także ukształtowanie terenu. Najwyraźniej widać to oczywiście w górach, gdzie np. może być widać deszcz w wyższych partiach gór, a w innych częściach - nie. Lub odwrotnie, niskie chmury mogą powodować opady w dolinach, podczas gdy na wierzchołkach deszczu nie będzie.
Także akweny mogą wpływać na burze. Na przykład jeziora mogą tworzyć swój mikroklimat z inną od okolicy temperaturą, wilgotnością, z tworzącymi się prądami powietrza. - Wilgotność to jest "paliwo" dla burz, więc zbiorniki będą sprzyjać temu, że żeby pojawiały się burze. Oczywiście samo jezioro tego nie spowoduje, muszą być odpowiednie warunki w atmosferze - wyjaśnia rzecznik IMGW. Analogiczny efekt może mieć także Morze Bałtyckie i można obserwować sytuacje, gdy nad samym morzem jest czyste niebo, a na wybrzeżu i w głąb lądu tworzą się chmury.
Walijewski zwrócił też uwagę, że burze i silne ulewy mogą być bardzo lokalnymi zjawiskami. Do tego stopnia, że w jednej dzielnicy miasta może spaść groźna ulewa, a w innej - ani kropla deszczu. - Bywają sytuacje, że na Ursynowie będzie burza z wyładowaniami i deszcz na tyle silny, że spowoduje nawet lokalne zalania. A po drugiej strony Warszawy, na Bielanach, świeci słońce i nawet nie słychać grzmotów - mówi rzecznik i dodaje:
- Burze są niezwykle lokalnym zjawiskiem. I może być tak, że mieszkaniec Bielan powie: IMGW ostrzegało przed burzą w Warszawie, a nie spadła ani kropla. A w tym samym czasie nasza stacja na Okęciu, czyli bardziej na południe, zmierzy silny opad