- Zasadziliśmy je sześć tygodni temu - Samson Muendo oprowadza po szklarni pełnej pomidorów, kapusty, szpinaku. Soczysta zieleń pod półprzezroczystą siatką jest ostrym kontrastem dla suchej, czerwonej ziemi dookoła. Kluczem do takich upraw w suchej części Kenii - i to wiele miesięcy po ostatniej porze deszczowej - jest woda. - Odkręcam tutaj i w ten sposób podlewam połowę szklarni. Wystarczy pięć minut dziennie - objaśnia.
Skąd woda w regionie, gdzie konkretnego deszczu nie było od czterech czy pięciu miesięcy? Z tamy piaskowej. Oddalona o kilka kilometrów budowla w prosty, ale skuteczny sposób pozwala magazynować wodę na wiele miesięcy. I wspierać takie uprawy, jak te, którymi w lokalnej kooperatywie rolniczej opiekuje się Samson Muendo. 48-latek z dumą opowiada, że na ich szklarnię, zbiorniki z wodą, zwracają uwagę wszyscy przejeżdżający obok. Wyhodowane tam sadzonki zasadził wokół domu, by mieć drzewa dające cień i owoce. - Nasze dzieci będą mogły być dumne z tego, co robimy - podkreśla.
Hrabstwo Makueni w Kenii zalicza się do regionów fachowo określanych jako "suche i pół-suche". W praktyce oznacza to, że przez około połowę roku panuje pora deszczowa (z wyróżniającymi się okresami krótki i długich deszczy), a druga połowa jest sucha. To wymaga dostosowania życia, w tym rolnictwa czy pasterstwa, do rytmu pogody. Pora deszczowa nawadnia pola, powstają sezonowe rzeki (tylko nieliczne rzeki w regionie płyną przez cały rok). To czas na sadzenie upraw i budowanie zasobów wodnych na suche miesiące.
W porze suchej wodę można czerpać z płytkich studni np. w korytach sezonowych rzek. Jednak zmiana klimatu sprawia, ze pora sucha i deszczowa jest rozchwiana. Wcześniej deszcze trwały kilka miesięcy, teraz bywa to zaledwie kilka tygodni. Wody jest znacznie mniej, okres suchy się wydłuża. To oznacza, że dłuży jest czas, gdy mieszkańcy wiejskiego regionu muszą nosić wodę z takich studni - często wiele kilometrów, czasem na osłach, czasem na własnych plecach. Tradycyjnie jest to obowiązkiem kobiet w gospodarstwach domowych, w tym dzieci w wieku szkolnym.
Tamy piaskowe - które ze wsparciem PAH-u buduje specjalizująca się w tym kenijska Africa Sand Dam Foundation - mają rozwiązywać ten problem i budować odporność rolniczych społeczności na zmianę klimatu. Prosta konstrukcja pozwala w naturalny sposób zatrzymać wodę po porze deszczowej, tłumaczy Titus Mbithi z fundacji ASD:
- Jak to działa? Budujemy betonową zaporę w poprzek koryta sezonowej rzeki. W czasie pory deszczowej zatrzymuje ona dużo wody, ale rzeka nie jest całkiem zablokowana - reszta wody przepływa dalej górą. Z czasem tama "dojrzewa" - powyżej zapory zbiera się piasek i osad, które spływają rzeką. Po kilku porach deszczowych powyżej tamy zbierze się kilkumetrowa warstwa piasku. I zaczyna działać jak gąbka - to w nim woda jest magazynowana na suche miesiące.
Budowa przeciętnej tamy piaskowej kosztuje 110 tys. zł i - jak mówią ludzie, którzy czerpią dzięki nim wodę - zmienia życie całych społeczności.
- To pierwszy sezon z tamą piaskową i po deszczach rzeka była pełna wody. Teraz zbudowaliśmy jeszcze jedną tamę w dole rzeki. Woda z zapory pomogła nam nawadniać nasze pola, zapewnić wodę do picia, dla naszego bydła, dla roślin - mówi Joel Mutua, lider kooperatywy rolniczej - Jadąc tutaj, mijaliście nasze sady. Choć trwa pora sucha i nie padało od miesięcy, to możecie zobaczyć, że drzewa są zielone.
W Makueni, gdzie życie większości z miliona mieszkańców opiera się na rolnictwie, możliwość podlewania upraw jest kluczowa. Bez tego mogą zostać bez jakiegokolwiek źródła dochodu, a nawet jedzenia. Mutua wspomina, że susza - Kenia i cała Afryka Wschodnia miały kilkuletni okres krótkich i niewystarczających pór deszczowych - wpędza ich w biedę, a nawet głód. - Jeśli wstajesz rano i nie ma co jeść, to dzieci nie pójdą do szkoły - podkreśla. Dzięki wodzie z tamy, opowiada, uprawiają nie tylko kukurydzę czy warzywa na własny użytek. Podlewają drzewa pomarańczowe i mango, których owoce mogą sprzedać z zyskiem. - Dzięki temu możemy kupić jedzenie, pokryć opłaty w szkołach - dodaje.
W Kenii, podobnie jak w całej Afryce Wschodniej i wielu innych częściach świata globalne ocieplenie przynosi m.in. rozchwianie pogody: przemieszanie pór deszczowych i suchych, bardziej intensywne, ale krótkie opady i dłuższe okresy suche między nimi. To też oczywiście wyższe temperatury, które zagrażają i ludziom, i przyrodzie. Konstrukcja tam buduje odporność społeczności na zmianę klimatu. W przeciwieństwie do doraźnej pomocy, tama piaskowa i związana z nią infrastruktura zostają na dłużej. Pozwalają czerpać wodę w sposób, który nie obciąża środowiska i powinien funkcjonować nawet pomimo postępującej zmiany klimatu.
- Koncepcja budowania tam piaskowych nie jest nowa - mówi Titus Mbithi. Czerpanie wody spod dna sezonowych rzek to dawna praktyka, a w czasach kolonialnych zaczęto konstruować zapory, które pozwalają zgromadzić więcej wody. Choć sama zasada działania pozostaje niezmieniona, organizacje takie jak ASDF wprowadzają usprawnienia.
Choć część mieszkańców na własną rękę kopie płytkie studnie powyżej tam, to wodę można czerpać też w inny sposób. Organizacja instaluje pompy powyżej zapory, które czerpią wodę bezpośrednio z zasobów w piasku. To o wiele bezpiecznejsze - odkryta, stojąca woda w studniach stanowi idealne środowisko dla rozwoju bakterii czy owadów. Ta czerpana prosto z piasku jest naturalnie filtrowana i o wiele czystsza (choć oczywiście wymaga dodatkowego oczyszczenia przed spożyciem).
Niektóre społeczności rolnicze są oddalone wiele kilometrów od tam piaskowych, z których korzystają. Ale nie muszą transportować wody w kanistrach, jak robiono dotychczas w przypadku płytkich studni. - Położyliśmy rury, którymi dostarczana jest woda zgromadzona za tamami. Pompę zasilają panele słoneczne - pokazuje Titus Mbithi. Na drugim końcu rury jest "kiosk wodny". Tam członkowie kooperatywy rolniczej - to oni sami zwrócili się do organizacji z pytaniem, czy wesprze ich w budowie tamy - pobierają wodę na swoje potrzeby. Sprzedają ją też za drobną kwotę innym mieszkańcom, a uzyskane pieniądze pozwolą utrzymać całą instalację.
Przed kioskiem stoi kolejka kobiet i kilku osiołków z żółtymi, 20-litrowymi kanistrami. Zanim punkt powstał, z takim obciążeniem musiały chodzić nie kilkaset metrów, a wiele kilometrów do płytkich studni.
Obok kiosku - także w ramach projektu - powstały szklarnie z uprawami hydroponicznymi. To tam Samson Muendo pokazuje pomidory i szpinak. Poza zyskiem, warzywa pomagają też wzbogacić dietę - dla osób w ubóstwie może ona składać się jedynie z podstawowych produktów, jak kukurydza, ryż, fasola, co w długiej perspektywie odbija się na zdrowiu.
- Wcześniej musiałam chodzić po wodę kilka kilometrów. To było męczące i trwało wiele godzin. Czasem musieliśmy nosić wodę na plecach w ciężkich kanistrach. Teraz oszczędzamy czas i siły
- mówi Veronica Mbilo, która pracuje w kooperatywie rolniczej. Członkowie kooperatyw, które uczestniczą w programie, otrzymują nie tylko wsparcie materialne, ale też szkolenia. Uczą się, jak uprawiać warzywa w systemie hydroponicznym, by wykorzystać każdą kroplę wody. Promowane jest sadzenie drzew - a sadzonki przygotowują dzięki wodzie z tamy. - Wcześniej było tu bardzo sucho. A teraz sami spójrzcie, jaka zieleń - wskazuje Esther Ndanu z innej grupy rolniczej - Jesteśmy bardzo wdzięczni za to wsparcie. Teraz możemy pracować, żeby poprawić nasza sytuację, a sadzenie drzew poprawki klimat. Chociaż pora deszczowa była krótka, to dzięki zapełnieniu tamy mamy wodę.
Titus Mbithi mówi, że tamy piaskowe dobrze sprawdzają się w obszarach suchych i półsuchych, ale niekoniecznie będą działać w innym klimacie. Dobrze funkcjonują na rzekach sezonowych. Do tego potrzebują piasku. - Bez osadzania się piasku powyżej tamy jej efektywność byłaby o wiele niższa - podkreslił.
Choć ponad połowa mieszkańców Kenii ma dostęp do wody, to według UNICEF wciąż aż 40 proc. społeczeństwa - ponad 21 milionów ludzi - nie ma skąd czerpać bezpiecznej do spożycia wody. Niespełna 10 milionów pobiera wodę prosto z zanieczyszczonych, otwartych zbiorników, jak jeziora i doły wykopane w korytach rzek. To odbija się szczególnie na kobietach i dzieciach, jeśli muszą spędzić kilka godzin dziennie na noszeniu wody, która nawet nie jest czysta. Brak wody oznacza też brak możliwości zachowania higieny, a więc większe zagrożenie chorobami.
Czasem zapewnienie wody wymaga innych rozwiązań. Jednym są odwierty głębione. Jednak te są drogie w budowie i utrzymaniu. Nie wszędzie się sprawdzą, a do tego zasoby wód głębionych nie są nieograniczone. Intensywne wykorzystanie i długotrwała susza może sprawiać, że woda będzie dostępna coraz głębiej lub wcale.
Prostszym rozwiązaniem jest zbieranie deszczówki z dachów. To rozwiązanie nie wystarczy w przypadku rolnictwa na większą skalę, ale może sprawdzić się np. w szkołach. W kilkudziesięciu placówkach w Kenii PAH i fundacja ASD zbudowały zbiorniki na 100 metrów sześciennych, które po porze deszczowej wystarczą szkołom na kilka miesięcy: do mycia, gotowania i (po oczyszczeniu) picia, a nawet podlewania szklarni czy drzew na terenie szkoły.
Dotychczas fundacja ASD zbudowała pond 650 tam piaskowych w Kenii. W tego 26 powstało dzięki wsparciu Polskiej Akcji Humanitarnej. PAH planuje teraz wykorzystanie tej technologii także w innych miejscach, gdzie może się sprawdzić - np. na Madagaskarze. Na tej Afrykańskiej wyspie tamy nie były dotychczas wykorzystywane, ale PAH jest przekonany, że mogą się tam sprawdzić i ulżyć społecznościom, które dotyka susza. W 2021 roku sytuacja na Madagaskarze została ogłoszona przez ONZ "pierwszą klęską głodu wywołaną w całości przez zmianę klimatu". Dostęp do wody jest kluczowy w budowaniu odporności na takie klęski w przyszłości - szczególnie że wraz z globalnym ociepleniem ekstrema pogodowe będą coraz bardziej dotkliwe.
…
Działania Polskiej Akcji Humanitarnej można wesprzeć na stronie PAH: pah.org.pl/wplac
Wizytę Gazeta.pl w Kenii umożliwiła Polska Akcja Humanitarna. Projekt współfinansowany w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.