Opublikowane w zeszłym tygodniu dane satelitarne wykazały, że A23a dryfuje w kierunku "alei gór lodowych". Kilka dni później brytyjski statek RRS Sir David Attenborough znalazł się na kursie przecinającym trasą dryfu lodowego giganta, a pracujący na nim naukowcy dostali niespodziewaną możliwość zbadania góry z bliska.
Brytyjczycy z British Antarctic Survey opublikowali właśnie nagranie z drona z tego niezwykłego spotkania. Doszło do niego w miniony piątek 1 grudnia (o samej dacie więcej za chwilę) na Oceanie Antarktycznym, niedaleko wierzchołka Półwyspu Antarktycznego po zachodniej stronie kontynentu. To przy "czubku" tego półwyspu znajduje się archipelag Szetlandów Południowych, na którym mieści się między innymi Polska Stacja Antarktyczna Imienia Henryka Arctowskiego.
"To niesamowite szczęście, że trasa góry lodowej wychodząca z Morza Weddella przebiegała bezpośrednio na naszej zaplanowanej trasie i że mieliśmy na pokładzie odpowiedni zespół, który mógł skorzystać z tej okazji" - powiedział Andrew Meijers, główny naukowiec na pokładzie statku badawczego, cytowany przez Associated Press. "Niesamowite jest widzieć osobiście tę ogromną górę - rozciąga się tak daleko, jak sięga wzrok" - dodał.
Bo A23a jest gigantyczna. Ma około 4000 kilometrów kwadratowych powierzchni - osiem razy więcej niż Warszawa. Z poziomu morza wygląda jak ogromny płaskowyż, ale to tylko wrażenie, bo większa część góry znajduje się pod powierzchnią wody. Jej grubość może sięgać nawet 300 metrów. To największa góra lodowa na świecie. BBC obrazowo opisuje, że Attenborough potrzebował kilku godzin tylko na przepłynięcie wzdłuż dwóch boków góry o kształcie zbliżonym do kwadratu.
A23a była kiedyś częścią Szelfu Lodowego Filchnera w Antarktydzie Zachodniej. W 1986 roku się od niego odłamała, oddryfowała i utknęła na Morzu Weddela, w mulistym dnie. Przez kilka dekad nie zmieniała istotnie swojego położenia. Od kilku lat eksperci obserwowali nieco większe ruchy, by pod koniec listopada tego roku odkryć, dzięki zdjęciom satelitarnym, że A23a oderwała się od dna morza i zaczęła dryfować.
Szelfy lodowe to ogromne masy lodu unoszące się na wodzie, ale połączone jeszcze z lądem. Działają jak gigantyczne korki, powstrzymując położone na lądzie lodowce przed spłynięciem do morza. Gdy szelf lodowy się rozpada, ta ochrona przestaje działać. Na Antarktydzie Zachodniej kruszenie się szelfów naukowcy obserwują od lat. Są wskazówki, że i Antarktyda Wschodnia, uznawana za stabilną i "bezpieczną" od topnienia, także zaczyna mu ulegać. Opowiadał nam o tym w zeszłym roku na przykład prof. Sławomir Tułaczyk, glacjolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz, który od ponad ćwierć wieku bada tę część świata. Jego opowieści o Antarktydzie i tym, jak wyglądają realia jej badania można przeczytać pod poniższym linkiem:
Obecny rejs RRS Sir David Attenborough jest także ważnym wydarzeniem dla samego statku. To jego pierwsza w pełni naukowa misja do Antarktyki, zaplanowana na 10 dni. Jej koszt to 9 milionów funtów (brytyjska jednostka kosztowała 200 milionów funtów). W czasie rejsu załoga ma badać, w jaki sposób ekosystemy Antarktyki i lód morski napędzają globalne cykle oceaniczne węgla i składników odżywczych.
Przy okazji naukowcy mogli pobrać próbki z A23a i otaczających go wód. "Wiemy, że takie gigantyczne góry lodowe mogą dostarczać składniki odżywcze do wód, przez które przepływają, tworząc dobrze prosperujące ekosystemy na mniej produktywnych obszarach. Nie wiemy, jaką różnicę mogą dawać w tym procesie poszczególne góry lodowe, ich skala i pochodzenie" - powiedziała Laura Taylor, badaczka pracująca na statku, cytowana przez AP.
Co ciekawe, do niezwykłego spotkania statku i góry "twarzą w twarz" doszło 1 grudnia, kiedy obchodzony jest Dzień Antarktyki (Antarktyka obejmuje Antarktydę oraz otaczający ten kontynent Ocean Południowy wraz z położonymi na nim wyspami). To pamiątka podpisania Traktatu Antarktycznego, podpisanego 1 grudnia 1959 roku. Ustanawiał on Antarktykę zdemilitaryzowanym obszarem międzynarodowym.