"Konie z Morskiego Oka - czy moim zdaniem są męczone? Wkładam kij w mrowisko!" - rozpoczyna swój wpis osoba, która prowadzi na Facebooku profil "Konie w Tatrach". Dalej czytamy: "Na popularność mitu 'zmęczonego konia z Morskiego Oka' niewątpliwie ma wpływ niewiedza. Co więcej, ludzie wypowiadający się na temat 'umordowanych' koni są przeświadczeni o swojej nieomylności, często jednak nie posiadają własnego konia, nie mówiąc już o kilku, nie mają przydomowej stajni, nie rozmawiali z podkuwaczami ani weterynarzami tych koni, żeby zdobyć szerszą wiedzę. Nie lonżowali takiego konia ani nie układali pod siodło. Ja to wszystko robię od niemalże 10 lat".
Autorka posta na profilu "Konie w Tatrach" pisze, że do jego napisania przygotowywała się "rzetelnie przez bardzo długi czas". "Zrobiłam wywiady z fiakrami oraz weterynarzami. Co więcej, do tej pory miałam osobiście styczność z tymi zwierzętami, ponieważ układałam pod siodło około 15 koni zaprzęgowych, które pracowały w Morskim Oku. Wszystkie wyglądały jak pączki w maśle" - czytamy. Nazwiska rzeczonych ekspertów nie padają jednak we wpisie, tak samo jak brakuje nazwiska autorki posta. Na Facebooku stronę "Konie w Tatrach" obserwuje 14 tysięcy osób, ale w informacjach nie znajdziemy personaliów osób, które prowadzą fanpage, ani nawet nazwy firmy. Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej również nie pokazuje żadnej podmiotu, gdy wpiszemy do wyszukiwarki hasło "Konie w Tatrach".
Autorka postu wyjaśnia, że każda para koni może zrobić dwa kursy dziennie, ale zazwyczaj jedna para pracuje co dwa lub trzy dni i najczęściej odbywa jeden wjazd (7 kilometrów w górę zajmuje im około godziny) oraz jeden zjazd (20-35 minut). Autorka posta pisze, że powozy mają zamontowana hamulce, co odciąża konie. Zwierzęta po wjeździe mają według niej obowiązkowe 20 minut przerwy, a po zjeździe odpoczynek trwa dwie godziny. "Porównajcie to sobie z losem koni szkółkowych. Ostatnio czytałam wypowiedź właścicielki jednej stajni rekreacyjnej. Uważa ona, że 4 godziny pracy dziennie dla jej koni w wakacje to nie jest za dużo. Moim zdaniem akurat jest, moje konie pracują 2 godziny dziennie (sporadycznie 3), tylko w wakacje i ferie, a niedziele mają wolne" - czytamy na profilu "Konie w Tatrach". I jak sugeruje, te konie nie są sprawdzane, w przeciwieństwie do zwierząt z Morskiego Oka, bo "Straż Tatrzańskiego Parku Narodowego prowadzi wyrywkowe kontrole przejazdów, stanu koni, powożących oraz fasiągów, czyli wozów".
"Konie ciągną wozy, na których nie może być więcej niż dwanaście dorosłych osób. Pracę i odpoczynek reguluje regulamin, a jego złamanie oznacza kary, z odebraniem licencji włącznie. Są też poddawane badaniom wysiłkowym raz w roku. Bada się ich puls przed podjęciem wysiłku, tuż po jego zakończeniu oraz 10 - 20 minut później. Badania z 2019 roku wykazały, że dla 70 procent koni praca była wysiłkiem od lekkiego do umiarkowanego (!), dla 27 procent - forsownym, a jedynie dla 3 procent - bardzo forsownym. Nie wykazano ani jednego przypadku pracy ponad fizjologiczne możliwości zwierzęcia" - czytamy dalej.
Profil "Konie w Tatrach" za mit uważa też to, że konie padają ze zmęczenia. "W ciągu ostatnich trzydziestu lat tylko dwa konie padły na drodze do Morskiego Oka. W 2014 roku jednemu pękła aorta. Ta sytuacja mogła mieć miejsce gdziekolwiek i kiedykolwiek, więc nie powinno się jej kojarzyć z wykonywaną przez tego konia pracą. Większość prezentowanych w sieci filmów pochodzi sprzed wielu lat, a czasem także spoza trasy do Morskiego Oka. Odpowiednio zmontowane, mają sprawiać dramatyczne wrażenie. I sprawiają. U tych, którzy się nie znają, oczywiście" - czytamy.
"Moim zdaniem konie to zwierzęta użytkowe i mogą zarabiać na swoje utrzymanie, jeśli nie ma zdrowotnych przeciwwskazań. Co więcej, zdrowe konie powinny pracować regularnie, aby zachować kondycję. Nie ma w Morskim Oku przecież kuców, arabów czy folblutów, tylko konie specjalnie do tego hodowane i przystosowane" - deklaruje profil "Konie w Tatrach".
Fanpage twierdzi również, że pisanie o "biednych, spoconych koniach", jest kolejnym rzekomym przykładem niewiedzy osób wypowiadających się na temat zmęczonych koni. Autorka pisze, że to naturalny proces termoregulacji i podkreśla, że ludzie też się pocą.
Oczywiście za wszystkich fiakrów i za wszystkie konie nie ręczę. Niektórym zdecydowanie poleciłabym zrobienie wybiegów, żeby zwierzęta mogły się tam paść w dni wolne od pracy. Niektóre można by częściej przekuwać. Te konie, które sama widziałam, były lepiej traktowane niż w niejednej szkółce.
Nigdy, ale to przenigdy, ani w Krakowie na rynku, ani nad Morskim Okiem nie widziałam koni, do których można by mieć jakieś zastrzeżenia co do ich stanu i kondycji. Gdyby konie w szkółkach jeździeckich tak wyglądały i tak pracowały, to świat byłby dużo piękniejszy...
- pisze profil "Konie w Tatrach". Dalej autorka posta pisze o niecenzuralnych oraz przykrych komentarzach wobec woźniców, o "nagonce" na górali, organizowanej przez żebrzące fundacje oraz o oczernianiu innych, które jest "największym barbarzyństwem".
Wpis profilu "Konie z Tatr" ukazał się kilka miesięcy po wynikach wieloletniego śledztwa przeprowadzonego przez fundację Viva! ". Ustalono w nim los 1002 koni, które pracowały na trasie między latem 2012 i 2022, nie udało się zweryfikować losu 260 koni. 712 zostało wycofanych z pracy pomiędzy styczniem 2012 a latem 2022 roku. 433 z nich (61 proc.) trafiły do rzeźni. 23 konie zmarły i zostały poddane utylizacji. Zatem - nie żyje 456 koni, czyli 64 proc. z tych, które zostały wycofane z pracy w ciągu 10 lat. 17 koni w tym czasie wykupiły od fiakrów organizacje społeczne, których statutowym celem jest ochrona zwierząt" - czytamy w komunikacie na temat raportu.
"Konie wycofane z trasy pomiędzy styczniem 2012 roku a latem 2022 pracowały na niej średnio 36 miesięcy. To bardzo, bardzo krótko. Konie żyją nawet ponad 30 lat, a wykorzystywane do pracy rozsądnie - długo cieszą się dobrym zdrowiem. Szybka eksploatacja koni na trasie jest widoczna właśnie w statystykach wymian zwierząt i ich ubojów. W 2012 roku z trasy wycofano 70 koni. Rok później - 57, w 2014 - 61, 2015 - 83 konie. W kolejnym roku było to 59 zwierząt, w 2017 - 69, w 2018 - 58. 2019 rok to niechlubny rekord - pracę na trasie straciły wówczas aż 84 konie. W 2020 - 69, rok później 56. Do wakacji 2022 roku z pracy wycofano 39 koni" - czytamy dalej. Średnio konie były zabijane w wieku 11 lat.
Z ekspertyz wynika, że konie są przeciążone i ciągną wozy przeciążone o mniej więcej 1 tys. kilogramów. "Tezy wszystkich opinii wykonanych na przestrzeni lat zweryfikował w postępowaniu przygotowawczym Prokuratury Rejonowej w Limanowej biegły sądowy. Z jego opinii wynika, że wszystkie zastrzeżenia do tych obliczeń, zgłaszane przez lata przez NGO’sy, są słuszne. Biegły stwierdził, że pomiar sił uciągu, na którym oparta jest ostatnia ekspertyza wykonana na zlecenie TPN, jest nieprawidłowy. I nie można się nim posługiwać w wyliczeniach przeciążeń. Wskazał też szereg czynności, jakie należy wykonać, żeby prawidłowo obliczyć przeciążenia. Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego zna tę opinię, jednak wciąż nie zrobił nic, by doprowadzić do poprawnych wyliczeń. Co więcej - wciąż opiera regulamin i tezy o braku przeciążeń na nieprawidłowych obliczeniach z 2014 roku" - pisze Fundacja Viva!