Komisja Europejska rekomenduje, by UE postawiła sobie za cel ścięcie emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku. Ta rekomendacja to dopiero początek debaty, bo przełożenie tej propozycji na konkretne przepisy - i namówienie 27 krajów Unii na ich przyjęcie - przypadnie już nowej Komisji po wyborach europejskich. Jeśli dojdzie do porozumienia, cel zostanie wpisany do europejskiego Prawa klimatycznego.
Oficjalny komunikat w sprawie celu na rok 2040 opublikowano we wtorek. Razem z nim pokazano liczącą 600 stron ocenę skutków takiej polityki. Już wcześniej spodziewano się, że Komisja zarekomenduje właśnie ścięcie emisji o 90 proc. Unijne naukowe ciało doradcze ds. zmian klimatu opublikowało w ubiegłym roku raport, zgodnie z którym Unia musi ściąć emisje o 90-95 proc. do 2040 roku, jeśli chce spełnić swoje własne cele i postanowienia porozumień międzynarodowych.
Unia Europejska wyznaczyła sobie za cel osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku, żeby zatrzymać zmianę klimatu na umiarkowanie bezpiecznym poziomie. To oznacza, że emisje muszą do tego czasu spaść niemal do zera, a pozostała część gazów cieplarnianych musi być usuwana z atmosfery (czy to przez naturalne sposoby jak lasy, czy z pomocą technologii). Żeby osiągnięcie celu było realistyczne, wyznaczane są pośrednie progi. Dotychczas ustalono, że do 2030 roku emisje mają spaść o 55 proc. (w porównaniu do roku 1990). Emisje gazów cieplarnianych UE spadają od już od kilkudziesięciu lat:
Na wykresie poniżej widać, od ile procent emisje 27 krajów UE spadły dotychczas w porównaniu do 1990 roku. Do 2021 udało nam się obniżyć je o około 30 proc. To pokazuje, że musimy przyspieszyć dekarbonizację, aby osiągnąć cel na rok 2030 (55 proc. redukcji emisji) oraz kolejne cele.
Cel ścięcia emisji o 90 proc. jest wspólny dla całej Unii i nie oznacza koniecznie, że każdy kraj - w tym Polska - musi zmniejszyć je o tyle samo. Jednak na pewno pokazuje to, że do 2040 roku powinniśmy odejść od węgla, a w dużej mierze też od gazu w produkcji energii elektrycznej.
- Dla Polski ten wskaźnik będzie znacząco niższy, ze względu na okoliczności takie chłodne i ciemne zimy, mały potencjał energetyki wodnej, dopiero raczkujący program jądrowy, czy niższy poziom zamożności - mówi Michał Smoleń z Fundacji Instrat. Jednak wskazuje, że wg analiz fundacji "obniżenie naszych emisji o ok. 65-70% jest nie tylko możliwe, ale także optymalne ekonomicznie".
- Wg naszych analiz, najszybsze zmiany czekają energetykę i produkcję ciepła - ocenia ekspert. Jego zdaniem do 2030 roku możemy (dzięki OZE, pompom ciepła, termomodernizacji) znacznie zmniejszyć zależność "od drogiego polskiego węgla czy niepewnych importowanych paliw". W kolejnej dekadzie elektrownie na węgiel i gaz będą "spychane do roli rzadko uruchamianej rezerwy".
Cel ograniczenia emisji o 90 proc. do 2040 roku to na razie propozycja Komisji Europejskiej. Teraz będzie ona oficjalnie konsultowana, a żeby stała się prawem, potrzebna będzie zgoda wszystkich krajów członkowskich UE (podobnie jak wcześniej na cel neutralności klimatycznej do 2050 roku i ścięcia emisji o 55 proc. do 2030 roku). I tutaj zaczynają się schody.
Po pierwsze, nie jest oczywiste, że wszystkie kraje będą chciały zgodzić się na taki cel. Przed oficjalną publikacją dokumentu KE tylko Dania zadeklarowała wprost, że poprze cel zmniejszenia emisji o 90 proc. Bułgaria oświadczyła, że trzeba to "poważnie przedyskutować".
Z kolei polska wiceministerka klimatu i środowiska Urszula Zielińska zaskoczyła w styczniu Brukselę stwierdzając, Unia "zdecydowanie powinna przyjąć ambitne cele", w tym cel redukcji emisji o 90 proc. Dodała, że "musimy to zrobić w konstruktywny sposób, dbając o aspekty społeczne". Później resort klimatu i sama Zielińska stwierdzili, że to tylko jej "opinia", która wyraża gotowość do dyskusji, a nie oficjalne stanowisko rządu. To - jak obiecano - poznamy po oficjalnym przedstawieniu propozycji Komisji.
Dyskusja na temat celu będzie toczyć się teraz w czasie kampanii wyborczej przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, a także obok protestów rolników, częściowo związanych z polityką klimatyczną. Jedno i drugie może wpływać na rozmowy. A prawicowi populiści, którzy od dawna uderzają w politykę klimatyczną, mogą wykorzystać to w czasie kampanii wyborczej. A nowej Komisji Europejskiej i nowemu parlamentowi przypadną konkretne prace nad celem na rok 2040.
Eksperci naukowi, którzy doradzali nawet wyższy poziom redukcji emisji (90-95 proc.) podkreślali, że brali pod uwagę także praktyczne możliwości jego osiągnięcia i sprawiedliwość społeczną. Dzięki technologiom i poprawie wydajności mamy być w stanie niemal całkowicie pozbyć się węgla i gazu z produkcji prądu do 2040 roku, a także dekarbonizować inne gałęzie gospodarki.
Ich analiza "wskazuje na liczne korzyści płynące z ograniczenia zależności od paliw kopalnych". Eksperci wymieniają m.in. zmniejszenie zależności UE od importu paliw kopalnych, a tym samym zwiększenia jej bezpieczeństwa energetycznego; pozytywny wpływ na zdrowie, jakość powietrza; zmniejszenie niedoborów wody i ochronę przyrody.