Polska jest europejskim liderem, jeśli chodzi o wydatki na obronność. Dzielimy ten tytuł z Estonią. Zarówno my, jak i Estończycy przeznaczyliśmy w poprzednim roku 1,6 proc. PKB na cele obronne (dla porównania, w 2024 r. Polska wydatkowała w ten sposób 1,1 proc. PKB).
Tymczasem, według szacunków polskiego rządu, wydatki na obronność w zeszłym roku miały wynieść nawet 4,7 proc. PKB. Skąd ta różnica? Dane te różnią się od statystyk NATO i deklaracji polityków, ponieważ Eurostat księguje je zgodnie z europejskimi rachunkami narodowymi (opierając się na metodologii COFOG, która klasyfikuje wydatki pod kątem ich realnej funkcji).
Zgodnie z tymi zasadami momentem ujęcia wydatku w statystykach jest faktyczna dostawa sprzętu do kraju, a nie samo podpisanie kontraktu czy przelew zaliczki. Co więcej, do unijnych wyliczeń nie są wliczane koszty wojskowej służby zdrowia ani emerytury mundurowe.
Eurostat podaje również, że raportowanie tych danych w 2025 r. było obowiązkowe dla państw, które aktywowały krajową klauzulę wyjścia z reguł fiskalnych. Polska znalazła się w tej grupie w lipcu 2025 r.
Wydatki na obronność w Polsce mają tylko rosnąć. Na ten rok na zbrojenia zaplanowano równowartość nawet 4,8 proc. polskiego PKB.
– Nikogo nie będzie interesowało to, że mamy deficyt wysoki, za wysoki, żebym był szczęśliwy. (…) My niskim deficytem nie obronimy polskiej granicy. My polską granicę obronimy nowoczesną, wielką armią. Jeśli w tym budżecie zakładamy, że wydamy na bezpieczeństwo Polski, na obronę 200 mld zł, to to musi kosztować – tłumaczył te decyzje premier Donald Tusk.
– My wiemy, dlaczego to robimy. Ponurym komentarzem do naszych decyzji była choćby ostatnia noc w Ukrainie. Wojna nabiera tam niestety rozpędu. Wszystkie iluzje wielu przywódców światowych, że wystarczy pięć spotkań i wojna się skończy, świadczą tylko o tym, że nie znają Rosji, nie znają Putina. Wojna się toczy i będzie się toczyła
– dodawał szef rządu podczas prezentacji założeń budżetu na 2025 rok.
Pełnomocniczka rządu ds. SAFE, Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, poinformowała, że KE przesłała już Polsce odpowiednią umowę pożyczkową. Teraz przed polską stroną zaledwie kilka dni przygotowań do momentu jej podpisania.
– Otrzymanie umowy zamyka wielotygodniowy proces negocjacji – mówiła w rozmowie z Polską Agencją Prasową. – Dało to decyzję o przyznaniu Polsce 43,7 mld euro pożyczki SAFE, co stanowi prawie jedną trzecią całego tego instrumentu – podkreśliła.
Po podpisaniu dokumentów Polsce zostanie przesłana 15-procentowa zaliczka, co w naszym przypadku oznacza potężny zastrzyk w wysokości ok. 20 mld zł. Pełnomocniczka dodała, że polski komisarz UE ds. budżetu, Piotr Serafin, zapewnił, iż uruchomienie zaliczki po oficjalnym podpisaniu umowy będzie już tylko „kwestią godzin".
Przeczytaj też: Ukraina ciągnie polską gospodarkę. Wzrost o 75 proc. "Polska druga po Chinach".