- W pierwszej połowie tego roku zamierzam złożyć w Sejmie projekt ustawy zakładającej likwidację ferm futrzarskich - zapowiedziała posłanka Małgorzata Tracz cytowana przez Polską Agencję Prasową. To przewodnicząca parlamentarnego zespołu na rzecz zakazu hodowli zwierząt na futro. Dodała, że na lutowym posiedzeniu zespołu przedstawi założenia projektu wraz z uzasadnieniem.
Tracz wyjaśnia, że w przypadku przyjęcia jej projektu, od 2025 r. nie mogłyby powstawać w Polsce nowe fermy futrzarskie, a do 2029 r. wszystkie istniejące miałyby zostać zlikwidowane. Przewidywany jest więc pięcioletni okres przejściowy, oraz "wypłacenie odszkodowań dla hodowców". Jak miałyby być wyliczane? Odszkodowania zostałyby przyznane na podstawie wyliczenia średniego rocznego przychodu podmiotu za poprzednie dwa lata.
Jeśli ktoś zdecyduje się zrezygnować z hodowli w 2024 r., to dostanie 25 proc. średniego rocznego przychodu w formie odszkodowania. Hodowcy, którzy zamkną fermę w 2025 roku, otrzymają 20 proc., ci, którzy zlikwidują ją w 2026 r. - 15 proc., w 2027 - 10 proc. Hodowcy, którzy chcą prowadzić działalność jeszcze w 2028 roku, otrzymają 5 proc. kwoty średniego rocznego przychodu
- powiedziała.
Posłanka Zielonych przypomniała, że taki sam projekt złożyła już dwa lata temu, oraz iż jest otwarta na "proces konsultacji". Projekt jest tworzony razem z fundacją Viva! i Stowarzyszeniem Otwarte Klatki.
Na taki projekt przychylnym okiem powinien spojrzeć prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. W 2020 roku na branżę futrzarską padł cień tzw. piątki dla zwierząt. Młodzi działacze PiS, przy aprobacie Jarosława Kaczyńskiego, przedstawili projekt ustawy, która zakładała m.in. zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Choć został on przyjęty przez Sejm i Senat, politycy wycofali się z niego, zapowiadając nowy projekt noweli. Do tej pory przepisy dotyczące hodowli nie zostały zaostrzone.