Jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości podpisano umowę społeczną z górnikami, w której państwo zobowiązało się, że Polska odejdzie od węgla w energetyce do 2049 roku. Rok później, bo w 2050 roku Unia Europejska zobowiązała się do osiągnięcia neutralności pod względem emisji dwutlenku węgla. Ekolodzy uważają, że ta data jest zbyt późna. Rząd się zmienił i wkrótce planuje ogłosić terminy wyłączenia elektrowni węglowych.
- Za trzy miesiące powinna wstępnie zostać określona "krzywa wyłączeń" bloków energetycznych na węgiel, uwzględniająca m.in. potrzeby sektora energetycznego - ogłosił 5 kwietnia Maciej Bando, pełnomocnik do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej, cytowany przez TVN. Różne bloki będą wyłączane w różnych terminach. Decydować o nich będzie m.in. wykorzystywane przez nie paliwo do ogrzania.
Według pełnomocnika ustalenie konkretnych terminów ma "uporządkować" cały proces. Maciej Bando uważa, że dokładne określenie "krzywej wyłączeń" pozwoli pogodzić potrzeby sektora elektroenergetycznego z realizacją umowy społecznej dla górnictwa węgla kamiennego.
Z wcześniejszych zapowiedzi Macieja Bando wynika, że nie należy spodziewać się przyspieszenia odejścia Polski od energii węglowej. W marcu w wywiadzie dla Agencji Reutera mówił, że "elektrownie węglowe będą potrzebne w systemie, dopóki nie zostaną naturalnie zastąpione przez elektrownie atomowe". W jego ocenie do czasu budowy pierwszej elektrowni jądrowej energia w naszym kraju będzie nadal wytwarzania z węgla. Bloki węglowe dostarczają obecnie 60 proc. energii elektrycznej, a Polska planuje zbudować swoją pierwszą dużą elektrownię jądrową do 2033 roku.
Warto jednak przypomnieć wypowiedź premiera Donalda Tuska. W 2019 roku przekonywał, że proces odchodzenia od węgla powinien maksymalnie przyspieszyć, "a równocześnie stanąć na głowie, żeby dostać na to, jak najwięcej pieniędzy z Unii Europejskiej". - Każdy, kto uważa, że trzeba robić to wolniej, bierze na siebie bezpośrednią odpowiedzialność za tragedię polskich rodzin - przekonywał wówczas polityk i nawiązał tym samym do wzrostu liczby zgonów z powodu zatrucia zanieczyszczonym powietrzem i smogiem.
Do mediów wyciekły jednak wstępne założenia, do kiedy elektrownie węglowe powinny zostać wyłączone. Energetyka24.pl podaje, że operator przemysłowy Polskie Sieci Energetyczne, opierając się na informacjach od właścicieli jednostek węglowych, prognozuje, że do 2030 r. z polskiego systemu mogą zniknąć źródła węglowe o mocy od ok. 4 do ok. 10 GW, a do 2040 r. wyłączenia mają przekroczyć 15 GW z niemal 25 GW dziś eksploatowanych. Głównym powodem tych działań ma być niska rentowność.