Oceany się gotują i nie ma odwrotu. "Wejście na kolejny stopień". El Nino to nie wszystko

Od 12 miesięcy codziennie bijemy rekord średniej temperatury oceanu. El Nino powoli odpuszcza, ale jego efekty, skumulowane z napędzaną przez ludzi katastrofą klimatyczną, zostaną z nami na dłużej. - Ponieważ oceany to 70 proc. Ziemi, oznacza to wejście na kolejny stopień wzrostu globalnej temperatury - komentuje dla Next.gazeta.pl oceanolog Jacek Piskozub.
Oceany się gotują. Co roku bijemy rekordy
Fot. REUTERS/Piroschka Van De Wouw/Copernicus Climate Change Service

Trwa rekordowy rok pod względem temperatury. Co rusz bite są kolejne rekordy i jak wynika z danych Copernicus Climate Change Service, skończył się właśnie najgorętszy kwiecień w historii (wśród naukowców panuje konsensus, że za tak szybki, nienaturalny wzrost temperatury odpowiadają działania człowieka). Do tego na oceanach dogorywa jeszcze czwarte najsilniejsze w historii El Niño, czyli zjawisko pogodowe, które polega na utrzymywaniu się ponadprzeciętnie wysokiej temperatury na powierzchni wody. Kombinacja obu tych rzeczy sprawiła natomiast, że oceany zaczynają się gotować szybciej, niż spodziewali się naukowcy.

Zobacz wideo Szymon Malinowski: Znakomita część ocieplenia globalnego to ostatnie 40 lat

Oceany się gotują. Codziennie padał rekord

Przez wiele dekad oceany były naszą ostatnią deską ratunku. Nie dość, że pochłonęły około jednej czwartej dwutlenku węgla wyprodukowanego przez człowieka, to jeszcze zgromadziły 90 proc. nadmiaru ciepła - pisze BBC. Jednak nawet oceany mają swoje granice i wiele wskazuje, że od roku coraz śmielej je przekraczamy. 

Od marca 2023 roku średnia temperatura oceanów coraz bardziej i bardziej przekracza długoletnie normy. Rekord został pobyt w sierpniu ubiegłego roku. Nieustannie rośnie też średnia dzienna temperatura powierzchni wody. W lutym i marcu padły dzienne rekordy, gdy ocean miał średnio 21,09 st. C.

Co więcej, od 4 maja 2023 r. rekord dziennej średniej był każdego dnia przekraczany. Na domiar złego różnica między poprzednimi wynikami była naprawdę olbrzymia, co widać na grafice przygotowanej przez BBC. W aż 47 przypadkach dzienna średnia wzrosła aż 0,3 st. C. Nigdy w historii pomiarów Copernicusa ta różnica nie była tak duża. 

El Niño już odpuszcza. Ale jego efekty zostaną z nami na dłużej

Kolejne rekordy z ostatnich kilkudziesięciu dni można próbować zrzucić na El Niño, które trwało od kilku miesięcy i już się kończy. Tylko że jest to zjawisko sezonowe, a rekordy pobijamy regularnie już od roku. Badacze są więc zaskoczeni, "jak bardzo powierzchnia oceanów nagrzała się podczas trwającego ciepłego epizodu El Niño", mówi nam Jacek Piskozub, oceanolog, profesor Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk. 

Z doświadczenia wiemy, że po intensywnym El Niño, takim jak te z lat 1998 czy 2015, temperatura oceanów nie wróci do wartości sprzed jego rozpoczęcia, pomimo nadejścia zimnej fazy, zwanej La Niña, której spodziewamy się w najbliższych miesiącach

- mówi nam oceanolog. 

A ponieważ oceany to 70 proc. planety Ziemia, oznacza to wejście na kolejny stopień wzrostu globalnej temperatury, niestety bardzo już bliski granicy 1,5  st. C od czasów przedprzemysłowych, której sygnatariusze Porozumienia paryskiego obiecali nie przekroczyć

- wylicza Jacek Piskozub. I dodaje, że nie jest możliwe utrzymanie tego celu, jeśli nie zaprzestaniemy emisji gazów cieplarnianych. 

- El Niño osiągnęło szczyt na początku roku. Temperatura powierzchni morza na wschodnio-równikowym Pacyfiku wraca do warunków neutralnych. Jednak podczas gdy wahania temperatury związane z cyklami naturalnymi, takimi jak El Niño, pojawiają się i znikają, dodatkowa energia uwięziona w oceanach i atmosferze w wyniku rosnącego stężenia gazów cieplarnianych będzie nadal kierować globalną temperaturę w stronę nowych rekordów - wtóruje polskiemu naukowcowi Carlo Buontempo, dyrektor Copernicus Climate Change Service. 

Więcej o: