Według najnowszych szacunków hiszpańskiego związku rolniczego (COAG) w bieżącym sezonie nie uda się sprzedać około 400 tys. ton cytryn, które trafią "na śmietnik". To około 27 proc. hiszpańskiej produkcji - podaje "El Pais". Straty szacuje się na 120 milionów euro. Hiszpańscy rolnicy podnoszą, że krytyczna sytuacja jest efektem nie tylko zalewu cytryn spoza UE, które trafiają na rynek głównie z Turcji, Egiptu, Argentyny i Republiki Południowej Afryki. Wśród przyczyn strat wymieniają oni także zmiany klimatyczne, insekty i różnego rodzaju choroby roślin.
Innym problemem podnoszonym m.in. przez Światową Organizację Cytrusów (WCO) jest nadmierny wzrost upraw cytryny w Hiszpanii w basenie Morza Śródziemnego. Zdaniem lament hiszpańskich rolników z powodu napływu cytryn z innych państw jest nietrafiony, bo hiszpańskie cytrusy wciąż dominują w Europie. A Hiszpania powinna raczej pomyśleć o ograniczeniu produkcji, aby przywrócić "równowagę podaży i popytu". - Hiszpania jest liderem na rynku, to ona kontroluje sytuację, zawsze łatwo jest zrzucić winę na kogoś innego, ale musimy zaakceptować fakt, że żyjemy na rynkach, na których musi panować minimalny poziom konkurencji - stwierdził sekretarz WCO Generał Philippe Binard.
Z kolei przedstawiciele Ailimpo, czyli organizacji promującej cytryny i pomelo nie mają wątpliwości, gdzie leży problem. To między innymi pogoń za dużymi zyskami. - Produkcja wymknęła się spod kontroli. Dane mówią bardzo wyraźnie. Powierzchnia upraw wzrosła z 36 tys. hektarów osiem lat temu do prawie 53 tys. hektarów obecnie. Jeśli rynek będzie w stanie wchłonąć 1,1 mln ton cytryn, a szacowana produkcja na ten sezon to 1,5 mln, to na polach pozostanie 400 tys. ton - mówi jeden z przedstawicieli organizacji.