Rośnie popularność miodu, który powstaje z inwazyjnej rośliny. Ta niszczy polską przyrodę

Miód nawłociowy ma być nie tylko smaczny, ale też zdrowy. Na jego właściwości lecznicze nie ma jednak naukowych dowodów. Badaczy martwi zaś roślina, z której powstaje. Bo to często inwazyjna nawłoć kanadyjska, która może ładnie wyglądać, ale w rzeczywistości sieje spustoszenie w rodzimej przyrodzie.
Nawłoć
Fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl /

Jak okiem sięgnąć dorodne, żółte kwiaty. I to w okresie, kiedy mało co już kwitnie. Stąd między innymi bierze się popularność nawłoci kanadyjskiej i późnej jako rośliny ozdobnej w ogródkach, a także wykorzystywanej przez pszczelarzy. Jednak te dwa gatunki - w przeciwieństwie do wyglądającej inaczej nawłoci pospolitej - są w Polsce obce i inwazyjne. 

Zobacz wideo Marek Kotowski: Sztucznie kreuje się konflikt między rolnictwem a ochroną przyrody

Nawłoć kanadyjska, jak wiele innych roślin inwazyjnych, została celowo sprowadzona do Europy (z Ameryki) kilkaset lat temu. Z ogrodów zaczęła się rozprzestrzeniać, a teraz w Polsce jest jej na tyle dużo, że stała się rozpoznawalnym elementem krajobrazu.

Więcej nawłoci, mniej ptaków

Jednak wysokie, żółte kwiaty stanowią ozdobę, za którą cenę płaci polska przyroda. Inwazyjna nawłoć powoduje szereg problemów ekologicznych, wyjaśnia dr Magdalena Lenda z Instytutu Ochrony Przyrody PAN, która problem bada od dawna:

- W kilka lat od pojawienia się w danym miejscu potrafi już tworzyć zwartą monokulturę, gdzie nie rośnie nic innego. Nawłocie zakwitają w jednym momencie, głównie w lipcu lub sierpniu. A wcześniej jest tam "pustynia" jeśli chodzi o pokarm dla owadów zapylających. W sezonie, który jest ważny dla naszych rodzimych zapylaczy, jak dzikie pszczoły, nie ma rodzimych kwiatów, a więc pokarmu dla nich. 

To pociąga za sobą kaskadę konsekwencji, bo w przyrodzie wszystko jest ze sobą powiązane. Jak tłumaczy badaczka, zapylacze (przykładowo motyle i ich larwy - gąsienice) są bardzo ważnym pokarmem dla ptaków. - A więc zostaje zubożona baza pokarmowa ptaków, znów w ważnym okresie karmienia piskląt. Do tego większość ptaków mniej chętnie gniazduje w nawłociach. Skutek jest taki, że w krajobrazie zdominowanym przez nawłoć ptaków jest mniej niż w ekstensywnie użytkowanym krajobrazie rolnym - mówi. 

Nawłoć potrafi szybko zdominować miejsce, w którym się pojawi. Zawdzięcza to kilku cechom. Pierwsza to szybko wzrost, druga - mechanizm pozwalający zwalczać konkurencyjne rośliny. Jak mówi dr Lenda, nawłoć kanadyjska może uwalniać do gleby substancje toksyczne dla innych roślin, by później zająć ich miejsce.

Pszczelarze: Skoro jest, to korzystamy 

Chociaż nawłoć kanadyjska i późna są oficjalnie wpisane na listę inwazyjnych gatunków obcych, to ich kwiaty bywają wykorzystywane przez pszczelarzy. Na portalach pszczelarskich można znaleźć informacje o wykorzystywaniu jej jako pożytku dla pszczół. A w sieci bez problemu kupimy miód nawłociowy. 

Sprzedawcy i niektóre strony internetowe zachwalają do tego przypisywane mu właściwości lecznicze - chociaż w literaturze naukowej nie ma dowodów na ten temat. Naukowcy i przyrodnicy obawiają się, że popyt na miód nawłociowy - rosnący także dzięki promowaniu przypisywanych mu właściwości zdrowotnych - co najmniej utrudnia radzenie sobie z inwazyjną nawłocią, a w najgorszym wypadku może przyczyniać się do rozwoju problemu.

Tadeusz Sabat, prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego, nie uważa, że pszczelarze są winni - bo tylko korzystają z nawłoci, która rośnie tak czy siak. - Póki co - korzystamy, a jeśli będzie nakaz jej koszenia, niszczenia, to już korzystać nie będziemy - zapewnia. 

Sabat tłumaczy, że późnym latem - a jeszcze kilka lat temu nawłoć zakwitała później, we wrześniu - kwiaty nawłoci i ich pyłek przydają się pszczelarzom. Nie tylko dają miód, ale też zapewniają pszczołom składniki odżywcze w okresie, kiedy innych kwiatów jest niewiele. Dzięki czemu nie trzeba ich całkowicie sztucznie dokarmiać, gdy przygotowują się do zimowania. - To w pewnym okresie ratuje rodziny pszczele - mówi. 

Ale dostrzega problemy z nawłocią, jak spadek bioróżnorodności - a ta jest, jak podkreśla, "radością dla pszczelarza". Jednak jego zdaniem winne jest nie produkowanie miodu z nawłoci, a "zaniedbywanie gruntów rolnych", na których inwazyjna roślina się rozprzestrzenia. - Więc dobrze, że pszczelarze korzystają z tego, co jest, żeby rodziny pszczele nie były słabe na zimę. Natomiast państwo powinno przeznaczyć środki na koszenie nawłoci. Ten kierunek powinien być promowany - uważa.

Pszczoły pomagają nawłoci

Sabat mówi, że zbiory z nawłoci często są "marne" i że pszczelarze raczej nie wybierają miejsc z nią specjalnie. Jednak dr Lenda obawia się, że im większy będzie popyt na miód nawłociowy, tym więcej pszczelarzy będzie wozić swoje pszczoły w takie miejsca i "pomagać" inwazyjnej nawłoci. A na pszczelarskich forach można znaleźć zarówno takich, którzy piszą o negatywnych skutkach inwazyjnego gatunku, jak i takich, którzy swoje rodziny pszczele wywożą na nawłociowiska. 

Taka sytuacja może być groźna dla przyrody, bo wspomaga rozprzestrzenianie się rośliny. Jak tłumaczy badaczka:

- Czasem to nawet kilkadziesiąt uli, a pszczoła miodna jest dla nawłoci najbardziej efektywnym zapylaczem. A więc obok wytwarzania miodu, mamy bardzo efektywne zapylanie i powstawanie nasion, które z wiatrem mogą przenosić się na kilka kilometrów.

A więc produkcja miodu nawłociowego pomaga roślinie i sprzyja jej rozprzestrzenianiu. Do tego - jak mówi naukowczyni - nie zawsze bywa tak, że pszczelarze korzystają tylko z już rosnącej nawłoci. - Lata temu, kiedy nawłoć nie była jeszcze tak powszechna, w ramach badań sprawdzaliśmy fora pszczelarskie i tam niektórzy radzili sobie, jak i gdzie zasadzić nawłoć dla pszczół - opowiada. Tadeusz Sabat zapewnia, że on o takich przypadkach nie wie. 

Zgłosić i wykosić

Na mapach występowania nawłoci kanadyjskiej w Polsce zaznaczone są pojedyncze punkty i całe obszary w najróżniejszych częściach kraju - nawet chronionych i cennych przyrodniczo, jak Kampinos pod Warszawą. Dr Lenda wskazuje, że zdaniem wielu badaczu w Polsce sytuacja z nawłocią jest tak zła, nie warto już z nią walczyć, bo się jej nie pozbędziemy. - Ale jeśli nic nie robimy, to nawłoć rozprzestrzenia się coraz bardziej, zajmuje nawet tereny w parkach narodowych. Moim zdaniem to bardzo ważne, żeby podejmować działania w celu usuwania nawłoci, zwłaszcza na terenach o dużych walorach przyrodniczych - podkreśla. 

Chociaż nawłoć to rosnący problem, nie ma żadnych odgórnych działań np. ze strony władz, które wspierałyby usuwanie nawłoci. - Ale możemy skutecznie się jej pozbywać na przykład przez koszenie, wypas zwierząt i warto to robić szczególnie w i wokół obszarów cennych przyrodniczo - mówi badaczka.

- Dobrym sposobem, stosowanym przez niektórych rolników, jest sadzenie kukurydzy na terenach wcześniej zajętych przez nawłoć - wymienia naukowczyni. Szef związku pszczelarzy wskazuje zaś na słonecznik, który mógłby być sadzony na terenach zajętych przez nawłoć i przydać się pszczelarzom. - Nawet jeśli słonecznik mniej nektaruje, to pyłek jest wyśmienity dla pszczół do zimowania - mówi. 

Znaczenie ma też to, co robimy we własnych ogródkach. Bo nawet rosnąca tam kępa nawłoci kanadyjskiej może się rozprzestrzenić. - Jeden kwiatostan nawłoci potrafi wyprodukować kilkaset nasion. Jeśli ktoś ma nawłoć i nie chce się jej pozbywać, to powinien co najmniej zapobiegać wytworzeniu się nasion i łamać kwiatostany po przekwitnięciu - zaleca dr Lenda.

Greenpeace Polska stworzył specjalną stronę dot. inwazyjnej nawłoci. Znajdziemy tam informacje o tym, jak ją odróżnić od rodzimej, polskiej nawłoci (rośliny wyraźnie się różnią, więc nie trzeba się obawiać pomyłki) i co można z nią zrobić. Każdy, kto w swojej okolicy zaobserwuje nawłoć kanadyjską, może zgłosić ją na specjalnej mapie - i otrzyma powiadomienie, kiedy przyjdzie dobry czas na jej wykoszenie.

Więcej o: