Kolejna emocjonalna dyskusja rozgorzała na sejmowej komisji Ochrony Środowiska. Tematem był lasy, a konkretnie - decyzja ministerki klimatu Pauliny Hennig-Kloski ze stycznia, by wstrzymać lub ograniczyć wycinki w 10 cennych lasach. Na koniec września ministerka ogłosiła bezterminowe przedłużenie tak zwanego moratorium aż do momentu wypracowania przez Lasy Państwowe docelowej formy ochrony tych obszarów.
Latem w Regionalnych Dyrekcjach Lasów Państwowych przeprowadzono konsultacje dotyczące obszarów objętych moratorium w lasach, którymi zarządzają. Konsultacje były przedłużane i już w trakcie wywoływały kontrowersje - bo i przeciwnicy, i zwolennicy moratorium organizowali się, by wysyłać jak najwięcej opinii w ramach konsultacji. Z prawie 80 tysięcy wniosków wysłanych do Lasów Państwowych (w większości na Podkarpaciu) większość była krytyczna wobec moratorium.
Zamieszanie wprowadziło też to, że niektóre Regionalne Dyrekcje LP proponowały alternatywne obszary do objęcia ograniczeniem wycinek.
Na posiedzeniu sejmowej komisji manipulację wokół konsultacji zarzucały sobie obie strony. Poseł Paweł Sałek z PiS zarzucał, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska od miesięcy nie przesyła analiz dotyczących skutków społeczno-gospodarczych polecenia dot. ograniczenia i wstrzymania wycinek.
Sałek stwierdził, że pierwszy etap konsultacji "poszedł nie po myśli ministerstwa", dlatego zarządzono drugi. Wskazał, że wpłynęły głosy kilkudziesięciu organizacji i tysięcy osób, które "były druzgocące dla resortu środowiska". - Przegraliście te konsultacje - powiedział i dodał, że jego zdaniem moratorium jest nielegalne.
Małgorzata Golińska z klubu PiS, była wiceministerka środowiska, mówiła, że rząd nie powinien ignorować sprzeciwu wobec moratorium nawet w przypadku, gdy podpisywano się pod gotowymi wzorami wniosków. Dodała, że takie wysyłki prowadzą i prowadziły wcześniej różne organizacje pozarządowe. Robert Telus, były minister rolnictwa w rządzie PiS, zarzucił rządowi "łamanie demokracji".
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała, który odpowiada m.in. za lasy, zarzucał opozycji manipulowanie konsultacjami. Jak stwierdził, opozycja nie zrozumiała celu konsultacji - którym nie był "referendum czy plebiscyt" nad utrzymaniem lub zachowaniem moratorium. Tym celem było - jak mówił - wskazanie przez lokalne społeczności i przedsiębiorstwa niewielkich zmian w obszarach objętych ograniczeniem wycinki, tak by firmy wykonujące usługi leśne mogły wypełnić minimum prac zgodnie z już podpisanymi umowami.
- W Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie z 53 tys. wniosków jest 220 uwag merytorycznych, które odnoszą się do przedmiotu konsultacji - takich, gdzie wskazano konkretne miejsca, które są ważne dla wsparcia zakładów usług leśnych - powiedział Dorożała. - Wysłano tysiące identycznie brzmiących wniosków i to nie ma nic wspólnego z odpowiedzią na konkretnie pytanie, które było przedmiotem konsultacji - dodał.
- Rozumiem, panie pośle Sałek, że to jest paliwo polityczne, które będzie pan wykorzystywał. Ja sugerowałbym zajęcie się realnymi sprawami, jak usprawnienie recyklingu drewna, czym nie zajęliście się za waszych rządów - powiedział i dodał: - Da się i chronić lasy, i wspierać polski przemysł drzewny.
Gdy posłowie skończyli się kłócić, głos zabrała strona społeczna. Wśród tych głosów były zarówno popierające, jak i krytykujące moratorium. Przypomniano między innymi, że ograniczenie wycinek objęło 1,3 procent lasów, a koalicja rządząca obiecała w umowie koalicyjnej, że wyłączy z wycinek 20 procent lasów.
Radosław Ślusarczyk, członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody, zwrócił uwagę, że wyłączając 1,3 procent lasów z wycinki w najcenniejszych przyrodniczo obszarach Polski, ograniczono pozyskanie drewna o 0,1 procent (porównując do pozyskania z 2021 roku). - Mamy polityczną burzę o coś, co nie ma przełożenia na branżę drzewną - wskazał.
Jednak przedsiębiorca z Podlasia mówił, że nawet jeśli w skali kraju pozyskanie drewna spadło w niewielkim stopniu, to inaczej wygląda to z perspektywy konkretnych przedsiębiorstw. Bo firmy potrzebują konkretnych rodzajów drewna, np. drewna grubego, którego nie da się łatwo zastąpić innymi rodzajami.
Prof. Bogdan Jaroszewicz, zastępca Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, mówił, że ograniczenie wycinki "nie spowodowało tąpnięcia w gospodarce" i podkreślił, że już teraz około 10 procent lasów zarządzanych przez LP jest wyłączonych z pozyskania drewna.