Co zrobi Donald Trump - to pytanie, które od wtorku i przez najbliższa lata może spędzać sen z powiek wszystkim, którzy działają na rzecz zachowania bezpiecznego klimatu. Zwycięzca amerykańskich wyborów i w kampanii, i w swojej pierwszej kadencji dał się poznać jako lekceważący, a nawet negujący problem zmiany klimatu. W drugiej jego wpływ może być jeszcze bardziej destrukcyjny. Świat już zastanawia się, jak go ograniczyć.
Działania Trumpa w sprawie klimatu można podzielić na dwie kategorie: to, co zrobi w polityce wewnętrznej, i to jaki będzie miał wpływ na międzynarodowe działania dla klimatu. Szczególnie w tej drugiej jego decyzje mogą być dotkliwe, mówi nam Katarzyna Snyder, była szefowa delegacji Polski w negocjacjach klimatycznych, która pracowała przy słynnym Porozumieniu paryskim z 2015 roku.
- W polityce wewnętrznej należy spodziewać się przyjaznych warunków dla sektora paliw kopalnych, wydobycia ropy i gazu. Będzie następowała ogólna deregulacja, likwidacja dopłat, interwencjonizmu i w tej logice regulacje środowiskowe będą osłabiane, żeby "zdjąć hamulce" z rozwoju biznesu w każdej postaci - mówi Snyder.
Wbrew temu, co można było usłyszeć od Trumpa w czasie kampanii, administracja Joe Bidena wcale nie miała radykalnego podejścia do wydobycia paliw. Przeciwnie - za jego rządów produkcja ropy i gazu osiągnęła rekordowy poziom. Trump może jednak jeszcze bardziej napędzić wydobycie i nawet nie próbować ograniczać go na publicznym terenie czy w obszarach wrażliwych środowiskowo.
Osobną sprawą jest to, co nowy prezydent zrobi z polityką klimatyczną USA, przechodzeniem na zielone źródła energii i samochody elektryczne. Biden doprowadził do przyjęcia największej ustawy klimatycznej w historii Ameryki. Inflation Reduction Act (IRA), jak nazywano pakiet, zawierał między innymi upusty podatkowe i inne zachęty do inwestycji w czyste technologie.
Snyder uważa, że zielona transformacja energetyczna, napędzona przez IRA, nie zostanie całkowicie odwrócona:
- Dla inwestycji w baterie, energetykę słoneczną i wiatrową, jest uzasadnienie nie tylko klimatyczne, ale też biznesowe i spodziewam się, że to będzie kontynuowane. A jeśli Donald Trump chciałby to odwrócić, to może napotkać opór władz stanowych, senatorów i przedsiębiorstw. Skutki IRA - a za nimi biznes, miejsca pracy - zaszły już daleko, więc pod tym względem na pewno nie wszystko stracone.
- Wiemy, że Donald Trump ma transakcyjne podejście do polityki - zwraca uwagę ekspertka - Na przykład samochody elektryczne: wydawałoby się, że ktoś, komu zależy na wydobyciu ropy, nie będzie ich promował. Ale jego dobre stosunki z Elonem Muskiem - który włożył duży wysiłek we wsparcie jego kampanii - mogą przełożyć się na decyzje sprzyjające autom elektrycznym.
- Dzisiejszy kontekst jest zupełnie inny niż w 2016 roku. Za globalną transformacją stoi potężny impet gospodarczy, któremu Stany Zjednoczone przewodziły i na którym zyskały, ale teraz ryzykują jego utratę - uważa Laurence Tubiana, szefowa Europejskiej Fundacji Klimatycznej.
Jednak w przypadku tak dużej gospodarki jak USA, nawet spowolnienie transformacji ma poważne skutki dla klimatu. Portal carbonbrief.org wyliczył, że deklarowane polityki Trumpa doprowadziłyby do emisji dodatkowych 4 miliardów ton gazów cieplarnianych do 2030 roku. To ponad 10 razy tyle, ile wynoszą roczne emisje Polski. Portal szacuje, że straty związane ze skutkami zmiany klimatu z tych dodatkowych emisji wyniosłyby 900 miliardów dolarów. Zupełnie zniknęłyby też szanse na zatrzymanie globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza, na co świat zgodził się w Porozumieniu paryskim. Globalne negocjacje klimatyczne - których centralnym punktem jest to porozumienie - także mogą ucierpieć.
- Problem zmian klimatu już tu jest i nie zniknie tylko dlatego, że przestanie się o nim mówić. Żeby ten problem rozwiązać, współpraca międzynarodowa jest absolutnie kluczowa - podkreśla Snyder. Tymczasem Donald Trump w pierwszej kadencji wycofał USA z Porozumienia paryskiego (Joe Biden odwrócił tę decyzję), teraz zapewne zrobi to ponownie, a mówi się nawet o wyjściu z ONZ-owskiej Konwencji klimatycznej (która jest fundamentem tego porozumienia). - Byłoby to trzęsienie ziemi dla systemu multilateralnego, i klimatycznego, i ONZ w ogóle, bo klimat jest tam jednym z priorytetów - ocenia ekspertka.
Rola Stanów Zjednoczonych jest ogromna: są historycznie największym emitentem gazów cieplarnianych i "problemy klimatu nie mogą być rozwiązane bez ich udziału". Z drugiej strony USA zawsze były "problematycznym" graczem w międzynarodowej polityce klimatycznej. Jeśli Trump ponownie wyjdzie z Porozumienia paryskiego - po tym jak Biden wrócił do porozumienia, a wcześniej Trump już raz je opuścił - potwierdzą swój wizerunek jako kraju niestabilnego w światowych negocjacjach.
Katarzyna Snyder, która przez lata uczestniczyła w tych negocjacjach, tłumaczy, jak decyzja Trumpa może prowadzić do efektu domina. Skutki będą odczuwalne już na rozpoczynającym się w przyszłym tygodniu szczycie klimatycznym COP29. Choć Trump obejmie urząd dopiero w styczniu, to ewentualne deklaracje USA i tak będą postrzegane przez pryzmat tego, że nowy prezydent zapewne ich nie dotrzyma.
- Jednym z tematów globalnych negocjacji klimatycznych jest finansowanie zielonej transformacji na świecie, w czym kluczowy udział mają mieć najwyżej rozwinięte gospodarki. USA, jako największa gospodarka świata, są fundamentalne dla zmobilizowania potrzebnych pieniędzy, ale także dla budowania globalnego zaufania i poczucia sprawiedliwości. Tymczasem pod rządami Donalda Trumpa trudno spodziewać się, aby jakiekolwiek fundusze były w ramach zobowiązania międzynarodowego wysyłane za granice.
- mówi Snyder. Jej zdaniem "obezwładnienie" Stanów Zjednoczonych w zbliżających się negocjacjach klimatycznych zagrozi brakiem porozumienia w sprawie finansów na szczycie klimatycznym w Baku. - To z kolei wpłynie na gotowość partnerów światowych do przedstawienia ambitnych krajowych planów klimatycznych w 2025 roku, do czego zobowiązuje je Porozumienie paryskie co 5 lat. Nie ma pieniędzy, nie ma działań. Nie ma działań, planeta się nagrzewa. I skutki są coraz bardziej katastrofalne. To efekt domina - mówi.
Snyder widzi dwa "drastycznie scenariusze", według których może potoczyć się światowa dyplomacja klimatyczna, jeśli Stany Zjednoczone postanowią się z niej "wypisać":
- W pierwszym reszta krajów uznaje, że zainwestowała w zieloną transformację tak dużo, że jest ona opłacalna i da się, a nawet warto działać bez USA. Inni, zapewne Chiny, zapełniają stopniowo lukę po Stanach Zjednoczonych i uciekają do przodu z zieloną transformacją.
W drugim scenariuszu - mówi - kraje uznają, że skoro w globalnej polityce klimatycznej nie ma Ameryki, to "one też nie będą międzynarodowo deklarować i podejmować wysiłków na rzecz zatrzymania globalnego ocieplenia, co prowadzi do załamania współpracy międzynarodowej w tym zakresie".
Oba scenariusze, a także to, co między nimi, może doprowadzić do "tektonicznych zmian" na arenie międzynarodowej. - Kraje takie jak Brazylia, Chiny, Indie uznają, że teraz to od nich, a nie USA czy Europy zależy, jak poradzimy sobie ze zmianą klimatu i innymi globalnymi problemami. Transatlantycki porządek światowy może odejść do lamusa - ocenia. Podobne wnioski prezentuje artykuł "Bloomberga", w którym rozmówcy spodziewają się "centralnej" roli Chin.
Klimatolog Bill Hare uważa, że wychodząc z porozumienia "największym przegranym będą Stany Zjednoczone" - Byliśmy już w tej sytuacji - wycofanie się USA za pierwszej prezydentury Trumpa nie spowodowało załamania się porozumienia, jak przewidywali niektórzy eksperci - ocenia.
W każdym wypadku Snyder widzi bardzo ważne wnioski dla Europy, która "w obliczu polityki Trumpa Europa jest na widelcu":
- Musi obudzić się, zdać sprawę, że nie ma już nad nią bezwarunkowego parasola ochronnego. Musi sama zadbać o swoją konkurencyjność, siłę gospodarczą i bezpieczeństwo. W międzynarodowej polityce klimatycznej UE nadal chce być liderem. Ale jeśli ta polityka ma realizować ambitne cele redukcji emisji, to wszystkie działania będą musiały jednocześnie wzmacniać samą Unię, jej gospodarkę i konkurencyjność.
- mówi i precyzuje, że "teoretycznie zielona transformacja może uniezależnić nas od innych (np. importu ropy, zielonych technologii, surowców), ale to, jak była przeprowadzana w UE, czasem wręcz uzależniało nas, tylko w inny sposób, od dostawców zewnętrznych".