Co się dzieje z wróblami? "Populacja mocno się załamała". Oto trzy przyczyny

- Wróble kochają stare zakrzaczenia. Za tujami czy popularnymi świerkami srebrzystymi natomiast nie przepadają - mówi ekspertka. Charakterystyczne ćwierkanie tych ptaków słyszymy coraz rzadziej. Dlaczego?
Wróbel
Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl

Sezon dokarmiania ptaków już się zaczął. Do karmników w miastach przylatują między innymi sikory, dzwońce, czyże czy nawet dzięcioły. Pojawiają się też wróble, choć jest ich znacznie mniej niż kilkanaście lat temu. Ile ich jest, dlaczego coraz mniej oraz czy nie wypierają ich uderzająco podobni kuzyni? Na kilka pytań odpowiedziała nam Monika Klimowicz-Kominowska z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. 

Zobacz wideo Te ptaki zjadają nawet kilka tysięcy komarów dziennie

Maria Mazurek: Co się dzieje z wróblami? W ostatnich latach słyszymy pojawiają się informacje, że wróbli jest dramatycznie mało, ale można też usłyszeć, że ich liczebność jednak się poprawia. Jak wygląda sytuacja tych ptaków w Polsce?

Monika Klimowicz-Kominowska: Mamy na ten temat dane z monitoringu. Wynika z nich, że ciągu ostatnich kilkunastu lat populacja wróbli mocno się załamała - zmniejszyła się o około 30 proc. Na tle Europy to i tak jest niezłym wynikiem, bo na przykład w Wielkiej Brytanii zniknęło 80 proc. wróbli. Jednocześnie w Polsce krzywa liczebności wróbla ostatnio powoli zaczęła się piąć w górę. Wydaje się więc, że ta populacja, nawet jeśli się nie odradza bardzo mocno, to przynajmniej jest w miarę stabilna. Wciąż jednak wróbli jest zdecydowanie mniej niż 20, 30 lat temu.

Wiadomo, ile ich jeszcze mamy?

Szacuje się, że w Polsce jest około 6-7 milionów par wróbli. Ich liczebność spadła w ciągu ostatnich dwóch dekad o około 1,5 miliona par, więc tempo znikania jest naprawdę bardzo duże. Szacuje się, że na przykład w Warszawie jest aż około 40 proc. mniej wróbli niż kilkanaście lat temu.

Z czego to wynika?

Wróble są ptakami dość wybrednymi, jeśli chodzi o miejsca gniazdowania. Najczęściej zajmują szczeliny w budynkach, miejsca, gdzie mogą się wcisnąć. Niezbyt chętnie zasiedlają budki, w przeciwieństwie do ich kuzyna mazurka. W związku z trendem, który jest korzystny oczywiście dla ludzi i środowiska, czyli ocieplaniem budynków, zabudowuje się styropianem wszelkie możliwe otwory, szczeliny między na przykład obróbką blacharską a ścianą. Wróble straciły więc miejsca do gniazdowania.

Kolejny trend, który nie sprzyja wróblom, to wycinanie starych zakrzaczeń w miastach. One może i są niemodne i niektórym mogą się nie podobać wizualnie, ale wróble je kochają. Za tujami czy popularnymi świerkami srebrzystymi natomiast nie przepadają. Tym drugim powodem jest więc zanik roślinności, w której wróble mogą odpoczywać i czuć się bezpieczne.

No i trzeci element - częste koszenie. Z nasion traw czy chwastów wróble - i nie tylko one zresztą - chętnie korzystają. Jeśli nie ma naturalnych trawników, nie pozwalamy trawom się wykłosić, a chwastom zawiązać ziaren, to ptaki, które się tymi nasionami żywią, zanikają.

Czym różnią się wróble od mazurków? Te dwa gatunki często są mylone.

To kuzyni, dość podobni do siebie. Rozróżniamy je po charakterystycznej czarnej plamce na policzku, którą mają tylko mazurki. Są one też nieco mniejsze od wróbli.

Mazurki nie mają tego samego problemu z liczebnością co wróble? Bo mam wrażenie, że znacznie łatwiej je w mieście spotkać.

Populacja mazurków przez lata rzeczywiście dość mocno rosła, choć ostatnio zaczęła już lekko spadać. Jest to związane z tym, że są one bardziej elastyczne. Nie boją się gniazdować w budkach i chętnie z nich korzystają. Świadomość na temat ptaków w miastach rośnie, budki się wiesza, robią to nawet niektórzy inwestorzy przy ocieplaniu budynków i mazurki z tego korzystają. Na wróble natomiast musimy chuchać i dmuchać.

Mazurek
MazurekFot. Łukasz Zandecki / Agencja Wyborcza.pl
Więcej o: