Grenlandia miała już plan na siebie. I nie było w nim Trumpa. "Ludziom obiecuje się złote góry"

Maria Mazurek
- Jedna z osób odpowiedzialnych za kwestie środowiskowe wygłosiła zaskakującą opinię: że topnienie lodu to dobra wiadomość, ponieważ stworzy więcej przestrzeni na budowę hoteli i dróg - mówi nam dr Magdalena Kugiejko z UAM, która niedawno na Grenlandii badała rozwój turystyki. Na czym wyspie naprawdę zależy, a czego chciałby Donald Trump?
Grenlandia, Qeqertarsuaq, zdjęcie z 30 czerwca 2024 r.
Fot. REUTERS/Ida Marie Odgaard

To, co kilka lat temu mogło wyglądać jak żart, przestaje być śmieszne. Obsesja Donalda Trumpa na punkcie Grenlandii weszła na wyższy poziom - i zyskała towarzyszy. Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych, który za kilka dni oficjalnie obejmie urząd, nie tylko powtórzył, że chciałby przejąć dla swojego kraju największą wyspę świata, nie tylko połączył z podobnymi zamiarami Kanał Panamski i nawet Kanadę, ale też nie powstrzymał się przed mocnymi i dyplomatycznie szokującymi wręcz sugestiami. 

Zobacz wideo To nie śniło się nawet jego największym sceptykom. Trump chce odebrać Danii... Grenlandię?

Donald Trump i jego obsesja

We wtorek Trump został zapytany o to, czy mógłby zapewnić, że nie zastosuje przymusu militarnego ani ekonomicznego, by przejąć kontrolę nad Kanałem Panamskim i Grenlandią, odpowiedział tak:

Nie, nie mogę zapewnić co do żadnego z tych dwóch. Ale mogę powiedzieć jedno, potrzebujemy ich dla bezpieczeństwa ekonomicznego. Potrzebujemy Grenlandii ze względów bezpieczeństwa narodowego

Donald Trump twierdzi, że kontrolę operacyjną nad Kanałem Panamskim sprawują Chiny, co nie jest prawdą, bo jego operatorem jest Panama. Prawdą jest natomiast, że kiedyś nadzór nad tym kluczowym przejściem sprawowały Stany Zjednoczone, które zresztą kanał wybudowały ponad sto lat temu. W 1999 roku teren przekazały Panamie. 

Grenlandia zaś jest terytorium autonomicznym Danii. Prezydent elekt wyciągnął tutaj często graną kartę:  zasugerował, że nałoży na Danię dodatkowe cła, jeśli kraj nie będzie chciał mu sprzedać wyspy. Władze Danii oczywiście odmawiają, choć w bardziej koncyliacyjnym tonie, niż w 2019 roku, kiedy Trump pierwszy raz mówił o takiej propozycji. Premierka Danii Mette Frederiksen powiedziała, że nie ma w sobie "wyobraźni, aby uwierzyć, że dojdziemy" do możliwego przymusu militarnego lub ekonomicznego w celu przejęcia kontroli nad Grenlandią przez USA. Podkreśliła też chęć współpracy z Trumpem w Arktyce. 

To właśnie strategiczne położenie Grenlandii na Atlantyku i między kontynentami amerykańskim a europejskim jest dla Trumpa kluczowe. Zresztą, USA już mają na wyspie bazę lotniczą i stację radarową, wykorzystywaną do wykrywania rakiet oraz monitorowania kosmosu. W czasie zimnej wojny wydrążyły też w lodzie tajną bazę wojskową, która niedawno została ponownie odkryta i zmapowana dzięki radarom i zdjęciom NASA. 

Grenlandia, baza Pituffik, zdjęcie z 4 października 2023 r.
Grenlandia, baza Pituffik, zdjęcie z 4 października 2023 r.Fot. REUTERS/Ritzau Scanpix

Teraz, w dobie postępującego ocieplenia klimatu, północne rejony mórz i oceanów stają się coraz bardziej żeglowne. Do tego ta część Arktyki kryje w sobie cenne surowce i minerały, w tym 25 należących do grupy 34 określanych przez Unię Europejską jako krytyczne, ale pożądanych nie tylko przez Europę. 

Sama wyspa też chce ze swoich przewag skorzystać, choć w inny sposób, niż przechodząc pod zarządzanie innego państwa. 

Grenlandia ma pomysł

Wiele miesięcy przed wznowioną werbalną ofensywą Trumpa, Grenlandia zdecydowała, że zbuduje trzy lotniska międzynarodowe. Dotąd większe samoloty mogły lądować jedynie w dawnych amerykańskich bazach wojskowych z czasów wojny, odległych od głównych miast. Od końca listopada w stolicy wyspy, Nuuk (16 tysięcy mieszkańców) działa nowy, długi na 2200 metrów, pas startowy. Pozwoli na regularne połączenia z Kopenhagą i Nowym Jorkiem - do drugiego z tych miast z Nuuk jest zresztą nawet bliżej, a lot ma potrwać około czterech godzin. Prezes spółki Greenland Airports, która zarządza tamtejszymi lotniskami, liczy na istotny wpływ portu w Nuuk na turystykę. Szacuje, że każdy lot da gospodarce wyspy 200 tysięcy dolarów. Dwa pozostałe lotniska - w Ilulissat na północ od Nuuk i w Qaqortoq na południu - mają zacząć działalność w 2026 roku. 

- Nie jestem pewna czy wszystkie trzy planowane lotniska zostaną ukończone do 2026 roku - mówi nam dr Magdalena Kugiejko z Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM, która prowadzi badania nad rozwojem turystyki na Grenlandii razem z dr Pią Otte z Instytutu Badań Wsi i Regionów w norweskim Trondheim. - Odwiedziłyśmy Qaqortoq na południu Grenlandii, gdzie jedno z tych lotnisk ma powstać. Z rozmów z miejscowymi wynika jednak, że nie będzie ono międzynarodowe, ponieważ planowany pas startowy okaże się zbyt krótki. Mimo to mieszkańcy są przekonani, że lotnisko otworzy dla nich bramę na świat, przyciągając tłumy turystów. Obecnie do Qaqortoq można dolecieć tylko helikopterem lub dopłynąć statkiem.

Ludziom obiecuje się złote góry, ale obecnie brakuje tam niemal całkowicie infrastruktury turystycznej. W Qaqortoq, gdzie jest tylko jeden hotel, podczas mojego pobytu w maju trudno było zarezerwować nocleg, ponieważ mieszkali tam Kanadyjczycy budujący lotnisko. Miasteczko, choć małe i urokliwe, nie dysponuje wystarczającą liczbą kawiarni czy restauracji, by przyjąć potencjalnych turystów. Ma się wrażenie, że rozwój zaplecza turystycznego zaplanowano dopiero po ukończeniu lotnisk. W rozmowach często padały zdania w stylu: 'mamy to zaplanowane' lub 'mamy to zapisane'. Ta sytuacja pojawia się również w innych miejscowościach np. Nanortalik

- mówi Kugiejko.

Grenlandczycy są jednak dość zdeterminowani, co też wynika z rozmów, jakie prowadziły badaczki. Finansowo wyspa wisi na środkach przekazywanych z Kopenhagi, które dają około połowę przychodów budżetu. Resztę - eksport ryb i krewetek. Poza tym, nie ma tam w zasadzie nic. Mieszkańców jest 57 tysięcy, miast powyżej 1000 osób - kilkanaście. W największym z nich i jednocześnie stolicy wyspy, Nuuk, żyje 20 tys. ludzi. Głównym pracodawcą jest administracja i usługi publiczne. 80 procent terytorium pokrywa lód. Dla świata ogółem to jest największy grenlandzki skarb. Pod nim jednak kryją się inne skarby - cenne minerały. I jeszcze jedno. 

Nuuk, stolica Grenlandii.
Nuuk, stolica Grenlandii.The Nomad Photography / Shutterstock.com

- W wywiadach rozmawiałyśmy z mieszkańcami oraz osobami związanymi z turystyką, reprezentującymi firmy różnej wielkości, od organizatorów wycieczek, przez hotelarzy, po przewodników turystycznych. Spotkałyśmy się również z przedstawicielami administracji - mówi Magdalena Kugiejko.

Jedna z osób odpowiedzialnych za kwestie środowiskowe wygłosiła zaskakującą opinię: że topnienie lodu to dobra wiadomość, ponieważ stworzy więcej przestrzeni na budowę hoteli i dróg

- opowiada.

Na razie na wyspie jest zaledwie 150 km dróg, wyłącznie w obrębie miast - pomiędzy nimi trzeba przemieszczać się w inny sposób, drogą lotniczą (samolot, helikopter) lub morską (promy, łodzie). Wymuszają to oczywiście warunki geograficzne i klimatyczne, podobnie zresztą jest np. na Spitsbergenie. Rozwijanie turystyki na masową skalę, tak, jak chciałyby tego władze Grenlandii, wymusi poważne inwestycje, także w zakresie transportu. Czymś w końcu trzeba będzie tych turystów wozić, jak już do kraju przylecą. - Co ciekawe, Grenlandczycy chcą samodzielnie budować potrzebną infrastrukturę. Planują, aby inwestorzy i pracownicy byli miejscowi. Jednak pojawia się pytanie, jak zamierzają to zrealizować, biorąc pod uwagę brak wykwalifikowanej lokalnej kadry. Obecnie to głównie Duńczycy zarządzają różnymi sektorami, w tym turystyką - mówi dr Magdalena Kugiejko. I trudno nie oczekiwać, że nie wpłynie to na środowisko naturalne. Właśnie to było przedmiotem jej badań.  

- Na Svalbardzie i Islandii początkowo odnotowano też silny nacisk na rozwój turystyki, jednak tamtejsze społeczności osiągnęły już etap, na którym dostrzegają potrzebę zrównoważonego rozwoju. Tymczasem podczas wyjazdu badawczego i przeprowadzonych wywiadów na Grenlandii razem z dr Pią Otte z Instytutu Badań Wsi i Regionów w Trondheim wynika, że Grenlandczycy nie zauważają zagrożenia dla środowiska przyrodniczego i realizacji zasad zrównoważonego rozwoju. Postrzegają turystykę przede wszystkim jako źródło potencjalnie ogromnych dochodów. Czekają na nią, ale nie myślą za bardzo o tym, jaki będzie jej koszt - podkreśla badaczka.

Nie jest jednak tak, że kwestie środowiskowe są Grenlandii zupełnie obojętne. Kilka lat temu tamtejszy parlament uchwalił ustawę, która zakazuje wydobycia uranu. Ustawa wymusza też wstrzymanie rozwijania kopalni Kuannersuit niedaleko Narsaq (należącej do australijskiej firmy), a znajduje się tam jedno z największych na świecie złóż metali ziem rzadkich. To surowce kluczowe w rozwoju nowoczesnych technologii oraz "czystej" energii. Obecnie karty w tym zakresie rozdają Chiny (co zarówno USA, jak i ostatnio coraz bardziej Europie się nie podoba), które zresztą Grenlandią także są zainteresowane. Na razie bez sukcesów, ale wśród lokalnych mieszkańców i tak budzi to obawy. 

Pragnienie niepodległości

Od 15 lat władze Grenlandii mają autonomię dotyczącą zasobów kryjących się pod ziemią. To one zatem mogą samodzielnie decydować, czy, w jakim zakresie i kto będzie mógł poszukiwać i wydobywać tamtejsze minerały. Autonomia Grenlandii w ogóle jest szeroka (nie obejmuje polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa) i władze Danii - także teraz, po ostatnich wypowiedziach Donalda Trumpa - powtarzają, że wyspa może zdecydować się na niepodległość. Z pomysłu na turystykę wynika, że na razie chciałaby się przede wszystkim uniezależnić finansowo od Kopenhagi, pod której kontrolą znajduje się od 300 lat. To właśnie ekonomiczne uwiązanie jest głównym powodem, dla którego miałaby potężny problem z pójściem "na swoje". Potrzeba autonomii jest tam jednak bardzo duża. W piątek podkreślił to grenlandzki premier

Nie chcemy być Duńczykami, nie chcemy być Amerykanami, chcemy być Grenlandczykami 

- powiedział Múte Egede w czasie konferencji prasowej, podkreślając, że "status quo nie jest opcją". - Mamy pragnienie niepodległości, pragnienie bycia panem własnego domu. To jest coś, co każdy powinien uszanować. Ale to nie oznacza, że zrywamy wszelkie więzi, wszelką współpracę i wszelkie relacje z Danią - dodał

Premier Grenlandii Mute Egede
Premier Grenlandii Mute EgedeFot. REUTERS/Mads Claus Rasmussen

Na tej samej konferencji premierka Danii stwierdziła, że choć pragnienie niepodległości przez Grenlandię jest "uzasadnione i zrozumiałe", to chciałaby, żeby Królestwo Danii pozostało w obecnej formie, czyli składało się nadal z Danii, Grenlandii i Wysp Owczych. Dzięki temu jej zdaniem będą "silniejsi w globalnej grze". Na razie Kopenhaga, przyznając, że zaniedbywała kwestię bezpieczeństwa Grenlandii przez lata, postanowiła ją wzmocnić. Według doniesień medialnych, rząd chce kupić dwa okręty inspekcyjne, zwiększyć patrole psich zaprzęgów oraz dostosować lotnisko w dawnej amerykańskiej bazie wojskowej w Kangerlussuaq na zachodzie kraju, tak by mogły na nim lądować myśliwce F-35. 

Grenlandia, z perspektywy podejścia innych państw świata, przypomina 'Afrykę na Północy'. Z jednej strony mamy zarządzanie i kontrolę ze strony Duńczyków - Grenlandczycy otrzymują pieniądze z Kopenhagi, ale brakuje wizji rozwoju i budowy lokalnych kadr. Podobny schemat zaobserwowałam na Zanzibarze, wyspie należącej do Tanzanii. Z drugiej strony na Grenlandii dochodzi do swego rodzaju ekonomicznej kolonizacji - zagraniczne firmy próbują przejąć kontrolę nad wydobyciem cennych zasobów. To samo zjawisko występuje obecnie w Afryce, jak w Mauretanii, gdzie podobne działania podejmują na przykład Chiny, wydobywając żelazo

- mówi dr. Magdalena Kugiejko.

Nieprzewidywalność Donalda Trumpa sprawia, że trudno przewidzieć, co pójdzie za dość kategorycznymi zapowiedziami, kiedy polityk obejmie już urząd prezydenta. Dla Grenlandczyków to duża okazja, by zmienić status wyspy, ale też spore ryzyko. Grenlandia zwróciła na siebie uwagę świata. 

Maria Mazurek
Więcej o: