6 miliardów złotych z unijnego Funduszu Modernizacyjnego trafi w najbliższych latach na wsparcie elektromobilności. Nowe programy mają pomóc branży transportowej w przejściu na ciężarówki bezemisyjne.
Nowe programy dla pojazdów elektrycznych oraz infrastruktury ładowania ogłosiło w tym tygodniu Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Miesiąc temu uruchomiły one program wsparcia zakupu osobowych elektryków. Nowe programy będą skierowane do przedsiębiorców i dotyczą ciężkiego transportu.
Celem jest nie tylko ścinanie emisji i poprawa jakości powietrza, ale też - jak podkreślił wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta - wsparcie konkurencyjności polskich przedsiębiorców.
Polska to poważny gracz na rynku transportu drogowego w Europie. Mamy ponad pół miliona zarejestrowanych ciągników siodłowych, w 2020 roku polski transport odpowiadał za prawie 1/5 przewozów ładunków transportem samochodowym, co stawia nas na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej. Znaczenie dla gospodarki jest bardzo duże - w sektorze transportu i magazynowania w Polsce pracuje około miliona osób. Jednak elektryfikacja w transporcie ciężkim dopiero raczkuje i jeśli nie przyspieszy, to grozi nam pozostanie w tyle za konkurencją z reszty Europy i kryzys w branży.
Program dopłat do ciężarówek ruszy w II kwartale tego roku. Obejmie on pojazdy bezemisyjne dwóch kategorii, od 3,5 do 12 ton oraz powyżej 12 ton.
Dopłata będzie pokrywać różnicę między ceną pojazdu elektrycznego (na baterię lub z ogniwem paliwowym, czyli na wodór) a standardowego pojazdu z silnikiem spalinowym. Dopłaty będą większe dla małych firm (do 60 proc. kosztów) i niższe dla średnich (50 proc.) i dużych przedsiębiorstw (do 30 proc. kosztów).
Maksymalne dofinansowanie ustalono na poziomie 400 tys. zł dla średnich ciężarówek oraz 750 tys. zł dla tych w kategorii powyżej 12 ton. Całkowita kwota dopłat wyniesie 2 miliardy złotych. Pula nie jest podzielona między jedną i drugą kategorię, ale gdyby przyjąć, że środki rozeszłyby się po połowie, to przy maksymalnej kwocie dotacji będzie możliwy zakup 2500 ciężarówek do 12 ton oraz 1300 tych największych.
Byłaby to bardzo poważna zmiana na polskim rynku. Według Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności w styczniu 2025 roku w kraju było zarejestrowanych 8 316 aut dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym - ale z tego tylko nieco ponad 200 to ciężarówki, a pozostałe 8100 - samochody dostawcze do 3,5 tony. Jeśli program spełni oczekiwania, to doprowadzi do wielokrotnego zwiększenia liczby elektrycznych ciężarówek w Polsce.
Jednocześnie NFOŚiGW od 31 marca uruchamia dwa kolejne programy dopłat, każdy warty 2 miliardy złotych. Pierwszy skierowany jest do firm chcących budować punkty ładowania dla ciężarówek elektrycznych, a drugi - do operatorów sieci dystrybucyjnych na przyłączenie tych stacji do sieci.
Od miesiąca działa nowy rządowy program dopłat do samochodów elektrycznych, NaszEauto. Warty 1,6 mld zł program stworzony - jak podkreślił Bolesta - jako zastępstwo podatku od samochodów spalinowych, który poprzedni rządu obiecał wprowadzić w Krajowym Planie Odbudowy.
W pierwszym miesiącu nowego programu wpłynęły 1322 wnioski na w sumie 39 mln zł - przeciętnie 60 wniosków dziennie. Tempo jest więc wyższe niż w poprzednim programie dopłat do samochodów Mój Elektryk.
Maksymalna kwota dofinansowania w programie to 40 tys. zł, jednak wymaga ona spełnienia kilku warunków, m.in. zezłomowania starego samochodu (na to zdecydowało się na razie 186 osób). Na większą kwotę mogą też liczyć osoby z niższym dochodem (takich wniosków było 225).
Chociaż ministerstwo chwaliło tempo programu, to musi ono znacznie przyspieszyć, jeśli pieniądze mają zostać wydane w całości. Wnioski można składać tylko do czerwca 2026 roku. Żeby rozdysponować całą kwotę, średnio miesięcznie ich wartość musiałaby wynosić 95 mln zł, a więc ponad dwa razy tyle, ile w lutym tego roku. Po starcie programu pisaliśmy o obawach branży co do tego, że część środków z programu może się zmarnować, bo zabraknie chętnych na dotacje.