"NaszEauto" to nowy program dotacji, który ma ułatwić zakup samochodu elektrycznego. Elektryki są tańsze w eksploatacji, ale (wciąż) przeciętna cena zakupu nowego auta jest znacznie wyższa od spalinowych.
Rząd stworzył program z jednej strony, by wesprzeć rozwój elektromobilności (mamy w tym duże tyły w porównaniu do większości Europy), z drugiej - dlatego, że musiał. Jeszcze PiS w polskim Krajowym Planie Odbudowy obiecał, że wprowadzony zostanie nowy podatek do samochodów spalinowych. Rząd wynegocjował, że nowej opłaty nie będzie, ale musiał zrobić coś w zamian - i tym czymś jest nowy program wsparcia aut elektrycznych. Marchewka zamiast kija, jak przekonują rządzący. Pytanie, ilu na tę marchewkę rzeczywiście się skusi.
- Dotacje do samochodów elektrycznych są potrzebne i w ogólnym ujęciu dobrze, że są kontynuowane. Historycznie widzimy, że realnie wpływają one na rozwój sektora. Niestety jednak nowy program wsparcia „NaszEauto" nie przyniesie przełomu na rynku. Ze wsparcia wyłączono spółki handlowe, które odpowiadają za większość rejestracji nowych samochodów w Polsce - uważa dr inż. Maciej Gis z organizacji branżowej Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności.
Michał Hetmański, prezes zajmującej się m.in. transformacją energetyczną Fundacji Instrat, także krytycznie patrzy na kształt programu - chociaż widzi jego potrzebę. Bo Polska, jak wskazał, jest na wczesnym etapie rozwoju elektromobilności. W 2024 roku sprzedano w Polsce 16,5 tys. samochodów elektrycznych - około 430 w przeliczeniu na milion mieszkańców, co jest jednym z najniższych wyników w UE. W Czechach sprzedano w ubiegłym roku ok. 1000 elektryków na milion mieszkańców, w Niemczech 4500, a w Belgii - 10 tys.
Dlatego - jego zdaniem dotacje są nam potrzebne. - Nasza inwestycja w dopłatę do auta elektrycznego z punktu widzenia rachunku za importowaną ropę się zwraca w dwa-trzy lata. A pieniądze za ładowanie zostają w polskiej energetyce, a nie są wydawane na importowaną ropę - powiedział.
Ministerstwo reklamuje program hasłem "40 tys. na 4 koła", od maksymalnej kwoty dotacji, jaką będzie można uzyskać. To jednak maksymalna możliwa kwota. W przypadku zakupu przez osoby fizyczne składa się na nią bazowe wsparcie 18 750 zł, 10 tys. premii za zezłomowanie starego samochodu oraz 11 250 zł dla osób o niższych dochodach (do 135 tys. brutto).
W teorii taki kształt programu ma doprowadzić do usunięcia z dróg niektórych z najstarszych, najbardziej zanieczyszczających aut, oraz zapewnić, że nie tylko najbardziej zamożni będą mogli pozwolić sobie na elektryka. Pytanie, czy założenia sprawdzą się w rzeczywistości.
- Kwota 40 000 zł bez wątpienia dobrze prezentuje się na papierze, ale w rzeczywistości mało kto ją uzyska - uważa Gis. Dlaczego?
- Raczej niewiele osób zezłomuje pojazd, po czym pójdzie do salonu po nowy egzemplarz. Podobnie jest z premią za niski dochód. Nieczęsto zdarza się, żeby osoby decydujące się na nabycie nowego pojazdu dysponowały rocznym dochodem do 135 tys. zł, a tym bardziej posiadały stary samochód spalinowy, który bardziej opłaca się zezłomować (nawet uwzględniając kwotę dodatkowej premii) niż sprzedać na rynku wtórnym.
Michał Hetmański widzi tu jeszcze jeden problem: potencjalne nadużycia. - Tak, jak pojawił się problem nieprawidłowego wykorzystywania środków w programie Czyste Powietrze, tak i tutaj mogą pojawiać się nieuczciwe praktyki w celu uzyskania wyższej dotacji - ostrzegł.
Przedstawiciel organizacji branżowej widzi też inny problem. - Grupa docelowa programu jest za mała. Skupiamy się na osobach indywidualnych i prowadzących jednoosobową działalność. Tymczasem głównymi odbiorcami nowych pojazdów (nie tylko elektrycznych), są firmy czy spółki handlowe posiadające floty samochodowe - mówi. Ministerstwo Klimatu tłumaczy to tym, że nie chce dofinansowywać wielkich korporacji, szczególnie takich, które i tak mają swoje cele środowiskowe i plany zakupu aut elektrycznych niezależnie od wsparcia.
Jednak Hetmański uważa, że kupowanie samochodów przez firmy leasingowe i wynajmujące auta w rzeczywistości zwiększały ich dostępność dla osób, które nie chciały lub nie mogły kupić samochodu za gotówkę.
Gis skrytykował też to, że w programie nie ujęto samochodów dostawczych (kategorii N1). - Logistyka miejska to obszar rynku, którego elektryfikacja powinna nastąpić w pierwszej kolejności. Bardzo często różnice cenowe między elektrycznymi a spalinowymi dostawczakami są wyższe niż w przypadku pojazdów osobowych. Zawieszenie ścieżki leasingowej programu „Mój elektryk" sprawiło, że w segmencie nowych samochodów elektrycznych kategorii N1 odnotowaliśmy bardzo wyraźny spadek rejestracji - o prawie 25 proc. rok do roku - powiedział. Z dotacji nie skorzystają więc np. mikroprzedsiębiorcy z samochodami dostawczymi (z których niektóre produkowane są zresztą w Polsce).
Efektem tych czynników będzie - zdaniem przedstawiciela organizacji branżowej - niewykorzystanie pieniędzy, które przeznaczono na program z KPO. - Na "NaszEauto" przeznaczono bardzo duże pieniądze. Trzeba jednak realnie powiedzieć, że realna efektywność wykorzystania budżetu będzie niska. A duża część z 1,6 miliarda złotych zostanie zmarnowana - ocenił.
Ministerstwo Klimatu liczy, że w ramach programu uda się wesprzeć zakup 40 tys. samochodów elektrycznych. Byłby to spory sukces dla branży w Polsce, bo według danych z końca grudnia 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 80,7 tys. samochodów całkowicie elektrycznych. Jednak program będzie trwać do czerwca przyszłego roku (bo musimy wydać środki z KPO w określonym czasie), tymczasem przez cały 2024 rok w Polsce zarejestrowano 16,5 tys. elektryków (i tylko część z nich kupiły osoby fizyczne).
Maciej Gis chwali to, że - po konsultacjach zwiększono maksymalną cenę dotowanego elektryka do 225 tys. zł netto (bez VAT). Wcześniej wynosiła ona 183 tys. zł. Jego zdaniem to "istotnie ograniczało gamę pojazdów, które mogłyby zostać objęte wsparciem".
Innego zdania jest Hetmański, który krytykuje finansowanie zakupu aut klasy premium. - Do tej pory rzeczywiście kupowano takie samochody. Ale od tego roku na rynek wchodzi bardzo szeroka oferta aut elektrycznych klasy z segmentów A do C - wskazał.