Groźna sytuacja przed majówką. W lasach było już cztery razy tyle pożarów, co przed rokiem

Leśnicy i strażacy nie ukrywają - ta majówka może być trudna, podobnie jak nadchodzące lato. Po bezśnieżnej zimie i ciepłej wiośnie liczba pożarów w lasach jest 4-krotnie wyższa niż rok temu. - Gdy ostatnio spadł deszcz, po dwóch dniach nie było już po nim śladu - słyszmy od leśników.
Liczba pożarów w pierwszych miesiącach 2025 roku jest 4-krotnie wyższa niż przed rokiem
Fot. Patryk Strzałkowski

- Ten rok jest wyjątkowy. Za nami już cztery razy więcej pożarów lasów niż rok temu o tej porze - mówił na konferencji prasowej przed majówką Karol Kierzkowski, rzecznik Komendanta Głównego PSP. Straż Pożarna razem z Lasami Państwowymi ostrzegają przed zagrożeniem pożarowym i apelują o rozsądek. Bo za pożarami najczęściej stoją ludzie. 

Zobacz wideo Duda zwoła Radę Bezpieczeństwa Narodowego. Reakcja na tajemniczą awarię energetyczną

- Łatwo sobie wyobrazić, że nadchodzące ciepłe dni przyniosą duże ryzyko. W takich warunkach nawet iskra może spowodować pożar - podkreślił Kierzkowski. Z kolei Jerzy Fijas, zastępca dyrektora generalnego Lasów Państwowych, zwrócił uwagę, że Polska jest na trzecim miejscu w Unii Europejskiej - po Hiszpanii i Portugalii - pod względem ryzyka pożarów w lasach. Fijas zapewnił, że system ochrony lasów przed ogniem jest skuteczny - co pokazuje niska średnia powierzchnia pożaru - ale wiele zależy od osób, które w lasach przebywają. A także od warunków, a te coraz bardziej sprzyjają pożarom.

Brak śniegu wysusza lasy

Z czego wynika susza panująca w Polsce? - Mieliśmy praktycznie bezśnieżną zimę, a to śnieg jest największym rezerwuarem wody w tym okresie. Wiosna też jest raczej ciepła i sucha - powiedział Maciej Lipka z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinie. 

Leśnicy wyraźnie widzą skutki ocieplenia klimatu, które - jak podkreślają - "nie jest mrzonką ani wymysłem". Wraz ze wzrostem średniej temperatury, zimy są coraz cieplejsze, pokrywa śnieżna zalega krócej, a wraz z tym tracimy zapas wody. Deszcz nie zastępuje śniegu, woda deszczowa - szczególnie przy intensywnych opadach - w dużej części spływa, podczas gdy topniejący śnieg stopniowo uwalnia ją do gruntu. 

Wyraźnie widzi to nadleśniczy podwarszawskiego nadleśnictwa Celestynów, Artur Dawidziuk.

W miejscach, gdzie o tej porze roku powinna stać lub płynąć woda, jest sucho. Przesuszone są bagna, mokradła. Gleba przypomina pył. Na szczęście szybko udało nam się zakończyć doroczne odnowienia lasu, bo teraz już byłoby z tym trudno

- wymieniał.

Duża część polskich lasów to bory sosnowe. Te rosną na słabych glebach i są dość podatne na pożary. A zmieniający się klimat dodatkowo osłabia sosny, coraz bardziej "atakuje" je jemioła. - Jemioła zabiera tej sośnie dużo wody, potrafi ją bardzo osłabić - powiedział nadleśniczy. Dodał, że w ramach ograniczania skutków suszy nadleśnictwo stawia zastawki, które ograniczają spływ wody, tworzy zbiorniki retencyjne. 

Skutki suszy widać w danych dot. pożarów. W tym roku doszło już do 1894 pożarów lasów, w tym na terenach Lasów Państwowych - do 644 pożarów o łącznej powierzchni 157,86 ha. To aż cztery razy więcej niż w analogicznym okresie w 2024 roku, a łączna powierzchnia pożarów jest już 4,5 raza większa niż przed rokiem. Jedyną dobrą wiadomością jest to, że pożary udawało się opanować stosunkowo wcześnie, a ich średni obszar był niewielki.

Walka z ogniem

Polska posiada rozbudowany system prewencji i gaszenia pożarów w lasach. - Przeszedł totalną modernizację po 1992 roku - mówi Maciej Lipka z RDLP Szczecin. Latem 1992 roku w woj. śląskim doszło do największego pożaru lasu w powojennej historii Polski. Ogień nie tylko strawił 9062 hektary lasu - na służbie zginęło dwóch strażaków, a także jedna osoba postronna. 

Leśnicy powtarzają, że w walce z ogniem najważniejszy jest czas. Jak powiedział Jerzy Fijas, pożar płonący godzinę wymaga zaangażowania 100 strażaków więcej niż taki wykryty w zarodku. 

Dlatego postawą walki z pożarami lasów jest zapobieganie i wykrywanie. To pierwsze zależy w dużej mierze od nas - odwiedzających lasy. Bo chociaż susza stwarza warunki do rozprzestrzeniania się ognia, to pojawia się on najczęściej przez działania człowieka. 

Zarówno od leśników, jak i strażaków słyszymy, że jednym z największych problemów są niedopałki papierosów. Zdarzają się nielegalne ogniska w lesie (ogień można palić tylko i wyłącznie w miejscach wyznaczonych) czy celowe podpalenia, czasem będące wynikiem głupiego żartu. Każdego roku policja zatrzymuje nawet kilkunastu podpalaczy. 

Ale typowym scenariuszem jest niedopałek papierosa, wyrzucony z samochodu, pociągu czy podczas postoju na leśnym parkingu. - Taki kierowca może być już 50 km dalej i nawet nie zdawać sobie sprawy, że ten niedopałek tli się i przy mocnym podmuchu wiatru wywoła pożar - mówią funkcjonariusze Straży Leśnej. 

Jednak niedopałek nie zapali ściółki, jeśli w lesie jest wilgotno. Dlatego w 60 miejscach w Polsce dwa razy dziennie mierzona jest wilgotność ściółki. Specjalne urządzenie pokazuje zawartość wody w próbce. Na tej podstawie tworzona jest mapa zagrożenia pożarowego, a od tych danych zależy też, czy wydawany jest zakaz wejścia do lasu. Ten wprowadza się, gdy przez pięć kolejnych dni wilgotność mierzona o godz. 9:00 jest poniżej 10 proc. Próbka zmierzona podczas konferencji prasowej w nadleśnictwie Celestynów miała 8 proc. wilgotności. 

Kolejnym elementem systemu przeciwpożarowego Lasów Państwowych jest sieć 719 punktów obserwacyjnych - dostrzegalni. LP mają też do dyspozycji samoloty gaśnicze typu dromader, a coraz częściej także narzędzia oparte na nowych technologiach. 

Drony na pożary

Wykrywanie i ochrona przeciwpożarowa opierają się przede wszystkim na ludziach, ale tych coraz częściej wspiera technologia. 

Wcześniej na wszystkich dostrzegalniach przebywali pracownicy, którzy ze szczytu obserwowali las ponad koronami drzew, szukając śladu dymu. Teraz w większości miejsc pracowników na wieżach zastąpiły kamery, które pozwalają śledzić obraz zdalnie. Od niedawna zaczyna wspierać ich sztuczna inteligencja

Na przykład w nadleśnictwach szczecińskiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych wykrywanie dymu wspierają czujniki korzystające z narzędzi sztucznej inteligencji. Ich "pole widzenia" to 360 stopni, a informacja pozwala skierować kamerę w odpowiednie miejsce. Algorytmy mogą też nauczyć się ignorować np. dym z komina domu. 

W terenie leśnicy wykorzystują drony. Jak zwraca uwagę Maciej Lipka z RDLP Szczecin, patrol leśników na poziomie ziemi w gęstym lesie może nie widzieć dalej niż kilkadziesiąt metrów. Korzystając z drona, drastycznie zwiększają pole widzenia. Ma to znaczenie nie tylko dla wykrywania pożarów, ale też ich bezpieczeństwa - może pozwolić uniknąć nieświadomego wjechania w obszar objęty ogniem. 

Także straż pożarna korzysta z dronów do obserwacji pożarów. Szczególnie przydatne mogą być te z kamerami termowizyjnymi - w przypadku pożaru torfowiska ogień i dym może być niewidoczny, ale obraz z takiego drona pozwoli wykryć podziemny pożar.

Przyroda daje radę, ludzie - niekoniecznie

- Dzięki temu, że pożary udaje nam się opanować szybko, to zniszczony obszar jest niewielki. Życie chwilowo tam zamiera, ale dość szybko zaczyna się odradzać - wyjaśnił nadleśniczy Artur Dawidziuk. W takim miejscu ogień wypala ściółkę, ale dorosłe drzewa są w stanie przetrwać. Małe zwierzęta, owady giną, ale wypalony obszar zasiedlają te z sąsiednich części lasu. 

Ta odbudowa przyrody następuje pod warunkiem, że pożary nie są zbyt duże i przede wszystkim - zbyt częste. Niestety wraz z postępem zmiany klimatu takiej gwarancji nie mamy, a pożar ogromnej części lasu lub powtarzający się w krótkim odstępie byłby o wiele większym wyzwaniem dla natury. Ale przede wszystkim pożary to problem dla człowieka. 

Po pierwsze - stanowią bezpośrednie niebezpieczeństwo, zarówno dla osób postronnych przebywających w lesie, jak i wszystkich biorących udział w akcji gaśniczej. - Na przykład podczas ostatniego pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym strażacy wielokrotnie musieli uciekać z powodu zbyt dużego zadymienia - powiedział rzecznik PSP. Ponadto jeśli ogień dochodzi do terenów zabudowanych, może zagrozić też mieszkańcom. 

Pożary powodują też straty ekonomiczne. Same akcje gaśnicze to ogromne koszty. Na skutek pożaru może ucierpieć turystyka, bo dany obszar staje się mniej atrakcyjny lub nawet niebezpieczny. Jeśli spłonął las gospodarczy, to problemy mogą mieć lokalne przedsiębiorstwa z branży drzewnej. 

Więcej o: