Jeszcze kilka lat temu o energetyce jądrowej w Europie można było śmiało powiedzieć, że jest w odwrocie. Niemcy zamknęły swoje ostatnie elektrownie, a niektóre kraje planowały iść w ich ślady. Teraz stopniowo zaczyna się to zmieniać.
W piątek duński rząd zdecydował, że przyjrzy się możliwości budowy elektrowni jądrowych w kraju, gdzie od 40 lat prawo na to nie zezwala. Z kolei Belgia porzuciła przyjęty 20 lat temu plan odejścia od atomu.
W 2003 roku Belgia przyjęła harmonogram wygaszania działających w kraju elektrowni jądrowych do końca 2025 roku. Prawo zakazywało także budowy nowych reaktorów. W 2022 roku, z powodu kryzysu energetycznego po inwazji Rosji na Ukrainę, termin wyłączenia elektrowni jądrowych przesunięto o 10 lat.
Jednak zmiana myślenia o energetyce w wyniku tego kryzysu, zagrożenia dostaw gazu i eksplozji cen paliwa - w wraz z tym elektryczności - okazała się trwalsza. Jak opisuje "Le Monde", w czwartkowym głosowaniu parlament poparł zdecydowaną większością głosów plan prawicowego rządu ws. pozostania przy energii atomowej. Plan wygaszania działających elektrowni został porzucony, dopuszczona jest także budowa nowych reaktorów.
- Parlament właśnie odwrócił dwie dekady blokowania i niepewności, aby utorować drogę do realistycznego i odpornego modelu energetycznego - powiedział minister energii Mathieu Bihet.
Dwie działające elektrownie jądrowe zapewniały w 2023 roku 40 proc. produkcji elektryczności w Belgii. Ponad 30 proc. pochodziło odnawialnych źródeł energii, a 21 proc. - elektrowni gazowych.
Dania jest jednym z liderów energetyki odnawialnej w Europie i na świecie. Według danych z 2023 roku, aż 57 proc. produkcji elektryczności pochodziło tam z elektrowni wiatrowych, a kolejne 10 proc. z energii słonecznej. Tylko około 10 proc. miksu energetycznego stanowią paliwa kopalne - węgiel i gaz. Według obecnych planów kraj planuje dojść do 100 proc. produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych (wliczając spalanie biomasy), a nawet produkować więcej czystej energii niż zużywa i eksportować nadwyżkę. Energii jądrowej nie ma w planach, a od 40 lat obowiązuje zakaz budowy reaktorów. Ale to może się zmienić.
Także w tym tygodniu duński rząd zdecydował, że przeprowadzona zostanie analiza możliwych korzyści ze zbudowania w kraju reaktorów bazujących na nowych technologiach, jak SMR (small modular reactor - małe reaktory modułowe) - podaje "The Guardian". SMRy to reaktory jądrowe działające na podobnej zasadzie, jak te w istniejących, "dużych" elektrowniach. Jednak dzięki mniejszym rozmiarom i mocy oraz możliwości modułowej budowy ich konstrukcja ma być szybsza i tańsza. Takie reaktory można by wykorzystać do innych zastosowań niż zapewnianie energii elektrycznej do sieci - rozważa się wykorzystanie ich przez przemysł energochłonny lub w celu dostarczania ciepła do sieci ciepłowniczych.
Lars Aagaard, minister energii i klimatu, mówił w duńskich mediach, że poza kwestami technicznymi i ekonomicznymi, kraj musi też wiedzieć, co wykorzystywanie np. małych reaktorów modułowych "oznacza dla duńskiego społeczeństwa".
Swoje poparcie dla energetyki jądrowej wyraził też były premier Danii i sekretarz generalny NATO w latach 2009–2014 Anders Fogh Rasmussen. Określił zakaz budowy reaktorów jądrowych jako "niedorzeczny" i powiedział, że jego zdaniem energia jądrowa jest potrzebna do uzupełnienia źródeł odnawialnych.
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej zainteresowanie energią jądrową jest obecnie "najwyższe od czasu kryzysu naftowego w latach 70. XX wieku". Organizacja wylicza, że ponad 40 krajów świata oficjalnie popiera rozwój wykorzystania energii jądrowej.
"Co więcej, innowacje zmieniają krajobraz technologii jądrowej", zauważa agencja w raporcie z początku tego roku. Wskazuje na "wiele projektów małych reaktorów modułowych (SMR)", które są w fazie rozwoju i dodaje, że pierwsze komercyjne projekty SMR mają rozpocząć działalność około 2030 roku.
W Europie kilka krajów (w tym Polska) planuje budowę nowych elektrowni atomowych. Wcześniej w tym roku Włochy wycofały się z obowiązującego od prawie 40 lat zakazu korzystania z energii jądrowej i chcą korzystać z małych reaktorów.
Choć nastawienie polityków i rządów w Europie do atomu jest coraz bardziej pozytywne, to rozwój tego sektora napotyka wiele problemów. Przykładów nie trzeba szukać daleko - Polska próbuje zbudować elektrownię atomową w kolejnych projektach od lat 80. i obecnie najbardziej optymistyczny scenariusz to uruchomienie pierwszego reaktora około 2035 roku.
Jeden z najnowszych projektów jądrowych w Europie - potężny reaktor Olkiluoto 3 w Finlandii - uruchomiono w 2023 roku z kilkunastoletnim opóźnieniem, a koszt był kilkukrotnie wyższy, niż zakładano. Bardzo duże opóźnienie oraz przekroczenie budżetu ma też budowa elektrowni Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii.
Innego typu problemy napotyka projekt budowy reaktora w Czechach przez koreańską firmę KHNP. Najpierw opóźniał go spór prawny między KHNP a amerykańskim Westinghouse (reaktory tej drugiej firmy mają powstać w pierwszej polskiej elektrowni jądrowej). Teraz zaś kontrakt z Koreańczykami budzi wątpliwości Komisji Europejskiej, która bada, czy nie naruszono przepisów o pomocy publicznej.