Metan zaszyty w wiatrakach. Surowiec leży na polach albo się marnuje. Dlaczego?

Maria Mazurek
Moglibyśmy być europejską potęgą. Mamy z czego produkować, Bruksela może dać część środków. I ile Polska wytwarza biometanu? Równe ZERO metrów sześciennych.
Instalacja do wytwarzania biometanu
fot. Ministerstwo Klimatu i Środowiska

Tak zwana ustawa wiatrakowa, która z Senatu wróciła właśnie do Sejmu, ma na celu odblokowanie budowy elektrowni wiatrowych na lądzie, zmniejszając ograniczenia, jakie wprowadzały poprzednie przepisy w tej sprawie. Politycy zaszyli w niej także inne wątki. Pod koniec prac nad projektem w Sejmie wrzucono do niego zapisy o zamrożeniu cen prądu dla gospodarstw domowych do końca tego roku. Ale już wcześniej znalazła się tam jeszcze jedna kwestia: biometan. O co chodzi? 

Polska mogłaby zostać biometanową potęgą

Biometan to gaz, który z racji wysokiej zawartości metanu ma właściwości bardzo zbliżone do gazu ziemnego. Na tyle, że może go zastąpić w sieci gazowej - i nie trzeba jej do tego specjalnie modernizować. A jak taki biometan powstaje? Najczęściej wytwarza się go z odpadów organicznych, w tym z produkcji rolniczej - m.in. z obornika. I to właśnie jest w tym temacie kluczowe.

Zobacz wideo Rozwój AI dramatycznie przyśpieszy katastrofę klimatyczną

Polska mogłaby być biometanową potęgą. Jak zauważał niedawno Polski Instytut Ekonomiczny, moglibyśmy wytwarzać potencjalnie nawet 8 miliardów metrów sześciennych tego gazu. Zapotrzebowanie Polski na gaz ziemny to 17,4 mld m3. Gdyby zrealizować ten potencjał, biometan zapewniłby aż 46 proc. naszych gazowych potrzeb. Są też jeszcze wyższe szacunki. Na przykład według Gas for Climate Polska mogłaby produkować nawet 13 mld m3 w 2050 roku - oznaczałoby to piąty największy potencjał w Europie. 

- My szacujemy, że możliwym do szybkiego zrealizowania celem byłaby zrównoważona produkcja około 4-5 mld m3 biometanu - mówi Agata Romanowska z think-tanku DISE Energy. - Pod warunkiem, że byłaby do tego wola polityczna i rząd wsparł ten kierunek odpowiednim programem finansowania. Żeby pojawił się konieczny efekt skali, na początku muszą pojawić się dotacje na ten cel. I jak najbardziej można zastosować tutaj środki unijne, rozwój wytwarzania biometanu jest zresztą jednym ze strategicznych celów unijnych w uniezależnianiu się od importu gazu - podkreśla. 

A ile biometanu wytwarzamy obecnie? Okrągłe zero metrów sześciennych. W lutym tego roku uroczyście otwierano pierwszą polską biometanownię w Brodach na terenie Rolniczego Gospodarstwa Doświadczalnego Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Była tam wtedy ministerka klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.

"Biopaliwa to paliwa przyszłości" - podkreślała wtedy ministerka. "Obiekt za chwilę rozpocznie produkcję biometanu na potrzeby gospodarki, dokładnie branży transportowej. Co najważniejsze nie generuje odoru poza własne hale i nie jest uciążliwy społecznie. Chcemy, by w Polsce powstawały nowe biogazownię i biometanownie. Mamy na to także unijne pieniądze. To może zwiększyć opłacalność gospodarstw rolnych i zmniejszy ich oddziaływanie na środowisko. To także jeden z konkretnych sposobów na rozwój Polski" - wskazywała. 

Mimo oczekiwań o szybkim uruchomieniu produkcji w Brodach, tak się niestety nie stało. Tamtejsza instalacja, choć gotowa do działania, nie wtłacza gazu do sieci. Dlaczego? - Jest też kilka innych podobnych projektów, na przykład przy cukrowni w Strzelinie. Przedsięwzięcia te nie otrzymały jednak od operatora zadowalających warunków przyłączenia do sieci gazowej. Sieć gazowa w Polsce nie jest gotowa do przyjmowania takich wolumenów biometanu, które są opłacalne, a przede wszystkim sprzyjające prawidłowej pracy instalacji produkujących biometan - mówi mi Agata Romanowska. 

 

Ułatwienia zaszyte w ustawie wiatrakowej

Działanie (potencjalnych) biometanowni mają ułatwić zmiany w prawie, które znalazły się w tzw. ustawie wiatrakowej. Zgodnie z nimi, wytwórcy biometanu mogliby stosować tak zwane gazociągi bezpośrednie. - To znaczy, że jeśli znajdą odbiorcę końcowego albo sami nim dla siebie będą, będą mogli to zrobić w uproszczonym trybie zgody URE - mówi Romanowska. Problemu z siecią jednak te zapisy nie rozwiążą. To dopiero mały, pierwszy krok, aby zacząć wykorzystywać biometan w gospodarce.

Do tego nie jest przesądzone, że wejdzie w życie. Ustawę wiatrakową, po tym, jak przejdzie przez Sejm, musi podpisać prezydent. A są obawy, że zarówno Andrzej Duda, jak i prezydent elekt Karol Nawrocki (obejmie urząd 6 sierpnia) mogliby ją zawetować. Na marginesie: ustawą tą nadal ma zajmować się resort klimatu, mimo że Donald Tusk w ramach rekonstrukcji rządu ogłosił właśnie utworzenie Ministerstwa Energii (będzie mu szefować Miłosz Motyka). 

To się może opłacić

Tymczasem biometan to surowiec, który nam się może bardzo opłacić, z różnych względów. - Może być także dużym magazynem energii, bardzo dobrze się przechowuje. W Danii niemal połowa sieci jest wypełniona biometanem, jako magazyn energii dla systemu i substytut gazu ziemnego. Biometan mógłby również bardzo dobrze wspierać pogodozależne OZE - wylicza Agata Romanowska. Pewnym minusem mogłyby być koszty. Wprawdzie byłby droższy niż obecnie jest gaz ziemny, ale ma nad nim kluczową przewagę.

Uodparnia system energetyczny na ryzyka geopolityczne związane z dostawami i wahaniami cen - z tym mieliśmy już przecież do czynienia

- zauważa ekspertka. 

Biometan jest uznawany za odnawialne i niskoemisyjne źródło energii, w przeciwieństwie do "zwykłego" gazu ziemnego, który jest paliwem kopalnym. Biometanu nie wydobywamy spod ziemi, ze złóż powstałych miliony lat temu, a wytwarzamy z biomasy i bioodpadów. Emisyjność tego surowca zależy od tego, z czego jest produkowany.

Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wyliczali, że ten z obornika ma nawet ujemną emisyjność, bo gdyby był emitowany po prostu do atmosfery, to by ją zanieczyścił. Wytwarzając biometan z obornika, gospodarujemy emisjami w sposób świadomy i wtłaczając gaz odnawialny do sieci obniżamy emisyjność z gazu kopalnego. Biometan także jest wykorzystywany w handlu certyfikatami i gwarancjami pochodzenia. To dobry sposób na zazielenienie wielu sektorów gospodarki

- podkreśla ekspertka DISE Energy. Dodaje, że może to być korzystne również z powodu zapowiadanych zmian nakładania opłat za emisję metanu, na wzór opłat od emisji CO2. 

- Mamy bardzo dobre warunki: rozwinięte rolnictwo, hodowle, sektor spożywczo-przetwórczy. Odpady hodowlane są najbardziej wartościowym substratem, najbardziej kalorycznym. Jednak biometan można wytwarzać także ze ścieków komunalnych, a nawet mokrych odpadów kuchennych. Na Zachodzie stosowano z powodzeniem programy zachęt dla mieszkańców, aby z zebranych zielonych śmieci produkować biometan i zasilać nim flotę autobusów miejskich - mówi Agata Romanowska. 

Mógłby się bardzo przydać, ale go nie ma. Dlaczego? 

Jak to się zatem dzieje, że w Polsce dotąd biometanu nie wytwarzamy? Z jednej strony to efekt tego, że w ogóle mamy mało instalacji biogazowych (415 według stanu na koniec marca tego roku) na tle innych krajów zachodnich, a tam najpierw rozwijano biogaz, który potem oczyszczano do biometanu. Szczególnie blado wypadamy na tle Niemiec, lidera pod tym względem w Europie. Zresztą, kraje z zachodu naszego kontynenty już wskazują, że byłyby zainteresowane polskim biometanem, tak jak są zainteresowane polskimi substratami do jego produkcji. Chętnych przyciąga też Ukraina, która mimo wojny produkuje to paliwo. 

Poza tym, łańcuch logistyczny wykorzystania biogazu, w tym biometanu, jest trochę bardziej złożony, niż w przypadku na przykład fotowoltaiki i wiatraków. Instalację biometanową trzeba wybudować, a potem dbać o higienę jej pracy, by nie powodowała żadnych uciążliwości. Choć, jak podkreśla ekspertka DISE Energy, obecne technologie są na tyle zaawansowane, że biometan można produkować bez szkody dla otoczenia i środowiska. Do tego biometanownie potrzebują substratu, czyli tego, z czego jest w nich wytwarzany gaz - głównie odpadów. Trzeba zapewnić ich regularne dostawy. Wejście w ten sektor na poważnie to też jednak pewna decyzja polityczna - na razie jej de facto zabrakło. 

- Nie ma w Polsce jak na razie pomysłu na taki obrót odpadami, żeby rolnicy mogli zarabiać na substratach, żeby ktoś od nich na przykład odbierał ten surowiec. W niektórych przypadkach, rolnicy mogą w zamian za substraty dostawać poferment, czyli nawóz, który powstaje jako produkt uboczny biogazowni czy biometanowni. Jest to pełnowartościowy nawóz, bardzo konkurencyjny w porównaniu z nawozami syntetycznymi. Jednocześnie ten przefermentowany już materiał nie jest już tak uciążliwy pod względem zapachu jak obornik rozsiewany wiosną na polach, a do tego jest bardzo wartościowy dla gleby. To wymaga więcej wysiłku w porównaniu z innymi technologiami odnawialnymi, ale z drugiej strony rozwiązuje więcej zagadnień niż wyłącznie wytwarzanie energii - zwraca uwagę Romanowska. 

Rolników do zmian czasem ciężko przekonać, choć ich świadomość w tematach środowiskowych rośnie. Ostatnie reformy, nakładanie kolejnych wymogów sprawia, że grupa ta jest nieufna i wyczulona na potencjalne zagrożenia. A na biometanie mogliby - i powinni - bardzo skorzystać. 

Co zatem należałoby zrobić, żeby ten sektor się rozwinął? 

Przede wszystkim powinniśmy opracować osobną strategię biometanową jako kraj. Nie chodzi o to, by tworzyć zbędną papierologię, po prostu wyjąć ten temat z grupy innych, często kontrowersyjnych, tematów. Produkcja biometanu na swoje specyficzne uwarunkowania, inni aktorzy są zaangażowani w ten proces i inne interesy się tutaj ważą. Powinna powstać jasna decyzja polityczna, że inwestujemy w biogaz i biometan, dajemy priorytet takim instalacjom. Nie dość, że są źródłem i magazynem energii, w stabilny sposób mogą bilansować system energetyczny i zasilać sieć, kiedy nie wieje i nie świeci słońce, do tego rozwijają sektor rolnictwa i gospodarki odpadami. No i przede wszystkim pozwoliło by to uniezależnić się choć częściowo od importu gazu kopalnego

- podsumowuje Agata Romanowska. 

Maria Mazurek
Więcej o: