Do końca lata jezioro Urmia wyschnie zupełnie. W każdym razie na ten moment wszystko na to wskazuje. A mowa o niegdyś największym jeziorze Bliskiego Wschodu. Położony na północnym zachodzie Iranu zbiornik jest słony. Teraz pomosty przy dawnych portach, wybiegających daleko w pustkę obrastają bryły, sople i inne solne twory. Na bielejącym dnie stoją dawno osiadłe statki.
W 1995 roku, kiedy jeszcze było w dobrej kondycji, jezioro mieściło 32 miliardy metrów sześciennych wody. Teraz to zaledwie pół miliarda metrów sześciennych. Według Ahmadrezy Lahijanzadeha, wysokiego rangą urzędnika z irańskiego departamentu środowiska, to oznacza "gwałtowny i bezprecedensowy spadek w porównaniu z ubiegłym rokiem". Jeśli obecne warunki się nie poprawią, do jesieni jeziora nie będzie już wcale - ostrzegł. Nawet jeśli udałoby się je potem reanimować, powrotu do dawnych, idealnych warunków już nie będzie. Zresztą, ta rewitalizacja planowana jest od dawna i od dawna odkładana.
Sytuacja jeziora Urmia jak w soczewce pokazuje irańskie problemy z wodą. W kraju jest bardzo, bardzo źle. Szczególnie mocno widać to w ostatnim czasie w stolicy. Doszło do tego, że władze obawiają się, że w Teheranie może zabraknąć wody dla ludności - a mówimy o 10-milionowym mieście.
Sytuacja jest bardzo poważna. Jest to ogólnie rejon deficytowy w wodę: na dużym obszarze mówimy o terenie pustynnym, z wysokimi temperaturami. W zasadzie cały Iran znajduje się w obszarze dużego stresu wodnego. Roczne zasoby wód powierzchniowych na mieszkańca to około 1200 metrów sześciennych, tymczasem jako granicę bezpieczeństwa wodnego przyjmuje się 1600 metrów sześciennych. To pokazuje skalę problemu
- mówi Next.gazeta.pl prof. Paweł M. Rowiński, hydrolog, dyrektor Instytutu Geofizyki PAN.
Około 90 procent Iranu doświadcza suszy, miejscami ekstremalnej. Kryzys wodny szczególnie widoczny jest w stolicy Iranu. W Teheranie nie padało tak mało od 60 lat. To oznacza, że drastycznie zmniejszają się rezerwy wodne miasta. W minioną środę w 16 z 31 prowincji Iranu wiele urzędów publicznych było zamkniętych - po to, by ograniczyć zużycie energii i wody właśnie. Do tego potężne fale upałów piekły Iran od połowy lipca, temperatury sięgały 50 stopni Celsjusza - to dodatkowe obciążenie, zarówno dla systemu energetycznego kraju (bo rośnie wykorzystanie energii, np. do klimatyzacji), jak i zapewniania zasobów wodnych. W wielu miastach mieszkańców w ostatnich tygodniach dotknęły czasowe wyłączenia wody i prądu.
Ciśnienie wody w teherańskich wodociągach obniżono, by poradzić sobie ze spadającym poziomem zapasów w rezerwuarach. "Wszystkie rzeki i źródła wody w promieniu 100 kilometrów od Teheranu zostały wyczerpane" – powiedział serwisowi Deutsche Welle Nasser Karami, badacz zrównoważonego rozwoju, zmian klimatu i gospodarki wodnej. To mocno wpływa na życie teherańczyków, jak zwykle najmocniej cierpią ci biedniejsi.
Dostarczaniem wody do mieszkań zajmuje się tam biznes prywatny. Jak to często w takich przypadkach bywa - bogatym jest łatwiej. Po tym, jak obniżono ciśnienie wody w sieciach wodociągowych, do tych, którzy mieszkają w budynkach na wyższych kondygnacjach, przestała ona dopływać. Jest ryzyko, że za chwilę tej wody w ogóle nie będzie. Mieszkańcy Teheranu żyją w ogromnym napięciu
- podkreśla prof. Rowiński.
Na początku sierpnia prezydent Iranu Masud Pezeszkian ostrzegł przed nadmiernym zużyciem wody, zapowiadając, że jeśli ludność Teheranu nie będzie współpracować, w zbiornikach zaopatrujących miasto do września lub października po prostu wody zabraknie. Profesor Rowiński zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt.
- Miasto to jest zaopatrywane w wodę pochodzącą mniej więcej w 50 proc. z wód powierzchniowych, gromadzonych w zbiornikach retencyjnych, a w połowie z wód gruntowych. Kiedy nie ma wody w zbiornikach, zwiększane jest pobieranie wód gruntowych. To jest niezwykle niebezpieczne dla zasobów wód gruntowych i dodatkowo napędza kryzys.
Eksperci podkreślają, że władze Iranu przez dekady - tak, dekady - ignorowały problem, przed którym już dawno ostrzegano. Gwałtowny wzrost ludności kraju - z 28 milionów w 1969 roku do 92 milionów obecnie - i nieodpowiednie gospodarowanie zasobami wodnymi leżą u źródeł dzisiejszych problemów. - W ciągu ostatnich 50 lat Teheran rozrósł się na tyle, że jest już dwa razy większy pod względem populacji - w tej chwili mieszka tam 10 milionów ludzi. Wynika to z tego, że gospodarka Iranu jest bardzo scentralizowana, nie ma tam równowagi - wszyscy, którzy szukają pracy, jadą do Teheranu. Zabrakło planowania, dostosowania napływu ludności do infrastruktury - mówi prof. Paweł Rowiński.
To właśnie rozrastający się popyt sprawia, że pojawia się problem z zapewnieniem dla wszystkich także energii elektrycznej. Przerwy w dostawach prądu w Teheranie trwają po kilka godzin. W czasie, kiedy bez klimatyzacji bardzo trudno jest przetrwać dzień palącego upału, to poważny problem. Podobnie jak przerwy w dostawie wody - mieszkańcy donoszą, że takie wyłączenia nie są nawet ogłaszane. Nagle woda w kranie przestaje płynąć i nie wiadomo, kiedy wróci. Przerwy uderzają nie tylko w zwykłych mieszkańców, ale i w przedsiębiorców prowadzących sklepy i punkty usługowe - odciskając piętno na całej gospodarce, dorzucając ryzyko zwolnień pracowników.
Problemy napędzają zaniedbania związane z infrastrukturą. - Według szacunków 23 proc. wody ucieka przez nieszczelności instalacji. Kolejnym tematem jest planowanie. Jest bardzo dużo - około 30 tys. - niekontrolowanych ujęć wody gruntowej w obrębie Teheranu - mówi prof. Paweł Rowiński. Głównym powodem jest jednak to, jak Iran gospodarował i gospodaruje wodą. Rozwój rolnictwa opartego na intensywnym wykorzystaniu wody i dziki rozwój urbanistyczny mocno podbiły zapotrzebowanie na ten surowiec. A podkreślmy: mówmy o kraju miejscami niemalże pustynnym.
Gospodarka wodna Iranu tak naprawdę była rabunkowa. Zbudowano dużo zbiorników retencyjnych, olbrzymie zapory, które zaburzyły system hydrologiczny. Bardzo trudno jest takie obiekty utrzymać w dobrym stanie, mają też wpływ na stany wód. Warto dodać, że gospodarowanie wodą w demokratycznych krajach odbywa się w porozumieniu podmiotów korzystających z tej wody. W autorytarnym systemie takich dyskusji nie ma
- wyjaśnia mi dyrektor Instytutu Geofizyki PAN. Władze Iranu ogłaszały w lipcu, że prowadzą negocjacje z Turkmenistanem, Afganistanem, Tadżykistanem i Uzbekistanem w sprawie importu wody.
Wspomnianych zbiorników z zaporami są setki, ale z powodu suszy ich wydajność została znacznie ograniczona. Bo to wszystko dzieje się w czasie, gdy Iran piąty roku z rzędu doświadcza suszy. Według danych tamtejszej organizacji meteorologicznej na koniec lipca w kraju spadło średnio 137 milimetrów deszczu - wieloletnia średnia to 228,2 mm. Długotrwała susza i fale upałów zaś mają związek oczywiście także z globalnym ociepleniem.
Kryzys wodny w Iranie jest oczywiście również efektem zmian klimatycznych, temperatury bywają tam potwornie wysokie. Teheran jest otoczony górami Elburs, kiedyś znanych również ze stoków narciarskich. Teraz jest tam problem ze śniegiem, który także był naturalnym rezerwuarem wody dla okolicy - obecnie ten rezerwuar jest ograniczony
- mówi prof. Rowiński.
W państwie takim jak Iran masowe i publiczne wyrażanie niezadowolenia z braków czy polityki władz nie jest łatwe. Ale w nieodległej przeszłości niepokoje społeczne związane z niedoborami wody przy upiornych upałach już się zdarzały. Na przykład w 2021 roku doszło do ulicznych protestów z tego powodu w południowo-zachodnim Iranie, w prowincji Chuzestan. Siły bezpieczeństwa te protesty brutalnie stłumiły.
Kryzysy wodne często są zapalnikiem napięć społecznych - kryzys syryjski też początkowo był kryzysem dostępu do wody. W Iranie protestować jest trudno z racji systemu władzy. Ale takie napięcia społeczne mogą z czasem się nasilać
- podkreśla prof. Paweł Rowiński.