Latem 1874 roku mieszkańcy południowych stanów USA zapewne całkiem poważnie przypuszczali, że właśnie nadchodzi koniec świata. Ogromna chmura zakryła słońce na wiele godzin. Niektórzy mogli oczekiwać diabła, ale zamiast tego zjawiło się coś innego - niewyobrażalnie wielki rój szarańczy. Czegoś takiego ówczesny świat nie widział i miał już nie zobaczyć. Według wyliczeń, osobników mogło być nawet 12,5 biliona, a rój rozprzestrzenił się na obszarze 512 tys. km2, choć podawane są też znacznie większe liczby. Według Księgi Rekordów Guinnessa była to największa koncentracja zwierząt w historii.
Szarańcza zjadała wszystko. Nie tylko rośliny, ale również strzechy domów, ubrania, a nawet wełnę z owiec, uprzęże, farbę i trzonki wideł. Odchody i zwłoki owadów zanieczyściły pobliskie rzeki, a pociągi straciły przyczepność, ponieważ tory były śliskie od ciał insektów. Rolnicy próbowali używać ognia, a nawet materiałów wybuchowych, ale masa tych stworzeń dusiła płomienie. Straty oszacowano na 200 milionów dolarów. Dzisiaj byłyby to miliardy. Gdyby nie zbiórki i pomoc rządu skończyłoby się masowym głodem, zwłaszcza że szarańcza żerowała przez wiele dni, a w mniejszej skali była obecna przez kolejne dwa lata. Co interesujące plaga nigdy nie powróciła. Przypuszcza się, że (zupełnie dosłownie) insekty zostały "zaorane", a konkretnie ich jaja, składane do gleby. Był z tego jeden pozytyw - wsparcie od rządu dla poszkodowanych farmerów zapoczątkowało współczesny system dotacji dla rolnictwa.
Entomologia posługuje się swoimi kodami. Niektóre nazwy (jak motyle czy chrząszcze) są łatwo rozpoznawalne. Inne dla laika pozostają niezrozumiałe. Większość osób nieinteresujących się choć trochę owadami wzruszyłaby rękoma, słysząc o rzędzie prostoskrzydłych (Orthoptera), choć każdy zna jego przedstawicieli. Koncerty różnych gatunków koników polnych czy świerszczy to przecież nieodłączny element lata. Z kolei duże, liczące nawet 40 mm długości pasikoniki zielone (Tettigonia viridissima) u niektórych wzbudzają strach. Z pewnością jednak nie taki, jaki stał się udziałem szarańczy.
"Wypuść lud mój, aby Mi służył. Bo jeżeli będziesz zwlekał z wypuszczeniem ludu mego, to sprowadzę jutro szarańczę na twój kraj. Pokryje ona ziemię tak, że nie będzie widać ziemi, i pożre resztę, która została uratowana i pozostała po gradzie. Zniszczy też wszelkie drzewa, które rosną na polach waszych. Napełni domy twoje, domy wszystkich sług twoich i domy wszystkich Egipcjan, czego nie widzieli ojcowie twoi ani ich praojcowie od dnia, gdy się pojawili na ziemi, aż do dnia dzisiejszego" (Księga Wyjścia 10, 3-6).
Tyle Biblia. Choć faktycznie szarańcza wędrowna (Locusta migratoria) i szarańcza pustynna (Schistocerca gregaria) oraz inne gatunki szarańczowatych (Acrididae) to w wielu przypadkach kwestia życia i śmierci wielu ludzi. Ich ogromna liczba i równie ogromna żarłoczność mogą w ciągu jednego dnia wywołać na dużym obszarze klęskę głodu. Typowy rój szarańczy pustynnej liczy około 150 milionów osobników na kilometr kwadratowy. Owady mogą przelecieć do 150 km w ciągu jednego dnia i podróżować na dystans do 2 tys. km. Taki rój jest w stanie zjeść w jeden dzień tyle, ile 35 tysięcy ludzi. Szczególnie zagrożone są afrykańskie i azjatyckie kraje o ciepłym klimacie. W XX wieku wystąpiło kilka plag. W 1915 roku w Syrii i Palestynie, a także w latach 60. i w ostatniej dekadzie. Najdłuższa trwała aż 13 lat. Plagi ustały, bo ludzkość nauczyła się radzić sobie z szarańczą. A przynajmniej tak nam się wydawało.
Jaja, nimfy i osobniki dorosłe - tak wygląda cykl życia prostoskrzydłych. Reprodukcja jest źródłem sukcesu tych zwierząt. Nasienie samca może być wykorzystane wielokrotnie. Samica poszukuje miękkiej gleby, gdzie składa około 100 jaj. Młode przechodzą pięć linień, zanim staną się dorosłe. Samotne, insekty są nieszkodliwe, jednak w ciągu zaledwie kilku godzin mogą przejść od fazy samotniczej do stadnej. Wystarczy większe zagęszczenie tych owadów. Po okresie suszy, gdy spada deszcz w miejscach lęgowych, zaczyna się wspólne żerowanie. Wzajemny kontakt fizyczny sprawia, że zieloni samotnicy zmieniają się w żółto-czarnych imprezowiczów. A miejscem imprez są pola uprawne. Nie są wybredne, a jeden osobnik jest w stanie dziennie zjeść około 2 gramy roślinności, czyli równowartość swojej masy ciała.
Od lat 30. XX wieku podejmowane są wysiłki, żeby zwalczyć szarańczę. Działania mają charakter międzynarodowy. W Rzymie istnieje nawet Dział Informacji o Szarańczy Pustynnej, który stara się monitorować obecność grup tych stworzeń. Zespoły korzystają z nowoczesnych urządzeń, specjalnego oprogramowania, superkomputerów, a nawet zdjęć satelitarnych. Stosuje się silne biopestycydy (chemiczne i mikrobiologiczne). Wykorzystuje się też naturalnych wrogów szarańczy, czyli drapieżne owady lub ptaki.
Ale ona i tak wraca. W 2021 roku plaga tych insektów dotknęła 23 kraje w Afryce i Azji. Takiego roju nie było w Etiopii od ćwierć wieku, a w Kenii od 70 lat. Szarańcza nawiedziła północ kontynentu afrykańskiego, w Azji dotarła do Iranu i Indii. W tym drugim państwie zniszczyła setki tysięcy hektarów upraw. Pojawiła się nawet w górzystym Nepalu. W czerwcu 2020 roku inny rój spustoszył Paragwaj i Argentynę. Z powodu ocieplania się klimatu szarańcza znalazła się też w Europie, a nawet w Polsce. W 2020 roku sytuację udało się opanować. Misje wsparcia pomogły, ale zagrożenie żywnościowe objęło ponad 20 milionów ludzi. Plagę zwalczono, lecz nie wiadomo czy te stworzenia powiedziały ostatnie słowo. I czy najlepszej jakości technika jest w stanie wygrać z przyrodą.
Czytaj też: "Cuchnący por", za którym nie przepadają działkowcy. Lepiej go nie dotykać