Ogromna chińska tama niepokoi Indie. Zagrożenie dla milionów ludzi

Trwa cicha wojna między Chinami a Indiami o bezcenny surowiec - wodę. W odpowiedzi na budowę tamy w Tybecie, Indie planują własną inwestycję. Delhi nie wierzy w zapewnienia Pekinu, że tamtejsze władze wykażą się "odpowiedzialnym podejściem" do zasobów wodnych.
chińska tama Trzech Przełomów
Le Grand Portage Derivative work: Rehman/ wikimedia commons

Tama w Tybecie przyczyną sporu

Chiny rozpoczęły budowę wielkiej tamy w Tybecie na rzece Yarlung Tsangpo (w Indiach znana jako Brahmaputra). Ma produkować 300 mld kWh energii rocznie, a więc ponad trzy razy więcej niż słynna Tama Trzech Przełomów (88,2 mld kWh). Budowa rozpoczęła się w lipcu i ma kosztować 170 mld dolarów. Planowana chińska megazapora w Tybecie może zmniejszyć przepływ na głównej rzece nawet o 85 proc., co w krytycznym wypadku wpłynie na bezpieczeństwo wodne Indii i Bangladeszu. Takie informacje podaje agencja Reuters, wskazując na cztery źródła zaznajomione ze sprawą oraz rządową analizę.

Reakcja rządu w Delhi

Na to ewentualne zagrożenie reagują Indie, które, żeby załagodzić skutki chińskiej inwestycji, zamierzają zbudować własną tamę. Pierwsze tego typu pomysły pojawiały się już w 2000 roku. Deklarowanym celem miała być kontrola nad przepływem wody z tybetańskiego lodowca Angsi, ważnego dla 100 mln mieszkańców dolnego brzegu rzeki w Chinach, Indiach i Bangladeszu. Propozycja ta od razu spotkała się z zaciekłymi protestami mieszkańców przygranicznego stanu Arunachal Pradesh, którzy obawiali się zalania ich wiosek i pól uprawnych. W maju br. wściekli mieszkańcy uszkodzili maszyny budowlane. Indyjski rząd zamierza jednak przeforsować budowę za wszelką cenę. Jednym z powodów są pewne roszczenia terytorialne Pekinu w tym regionie. Między innymi dlatego ogłoszenie przez Chiny w grudniu 2024 roku budowy tamy tuż przy granicy wywołało w Delhi obawy, że Państwo Środka wykorzysta kontrolę nad rzeką. Planowana w odpowiedzi indyjska zapora Upper Siang ma pomóc w regulacji przepływu wody w porze suchej, a równocześnie zmniejszyć wpływ tamy chińskiej na ograniczenie dostaw wody do takich miast jak Guwahati, które odnotowałoby zmniejszenie dostaw o 11 proc. zamiast 25 proc. przy braku indyjskiego projektu.

Zobacz wideo Huti, Trump, Indie, Merz. Update, którego wszyscy potrzebujemy

Chiny przekonują o odpowiedzialnym podejściu

"Chiny zawsze zajmowały odpowiedzialne stanowisko w kwestii rozwoju i wykorzystania rzek transgranicznych oraz utrzymywały długotrwałą komunikację i współpracę z krajami położonymi w dolnym biegu rzek, takimi jak Indie i Bangladesz" - stwierdził chiński MSZ w oświadczeniu dla Reutersa. Jednak same deklaracje nie zmniejszają niepokoju Indii. Niedawna analiza dla tamtejszego rządu wykazała, że Pekin może przekierować 40 miliardów m3 wody, co miałoby ogromne znaczenie zwłaszcza w miesiącach niemonsunowych, przy wzrastających temperaturach i suszy. Inną obawą jest możliwość uwolnienia niszczycielskich potoków wody w dół rzeki.

Rygorystyczne badania naukowe

Zdaniem rzecznika chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych projekty hydroenergetyczne przeszły "rygorystyczne badania naukowe w zakresie bezpieczeństwa i ochrony środowiska i nie wpłyną negatywnie na zasoby wodne, ekologię lub geologię krajów położonych w dolnym biegu rzeki". Na prośbę o komentarz ze strony Reutersa nie odpowiedziała strona indyjska odpowiedzialna za kwestie wodne. Jednak tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że obawy wyraził szef dyplomacji S. Jaishankar w trakcie rozmowy ze swoim chińskim odpowiednikiem, do której doszło 18 sierpnia. Same Indie również są oskarżane o traktowanie wody w charakterze broni przez Pakistan pozostający w sojuszu z Chinami.

Czytaj też: "Rosja sprzedaje ropę do Indii. Znalazła sposób na sankcje. 'Bardzo specjalny mechanizm'".

Źródła:Reuters, Money

Więcej o: