Chiny rozpoczęły budowę wielkiej tamy w Tybecie na rzece Yarlung Tsangpo (w Indiach znana jako Brahmaputra). Ma produkować 300 mld kWh energii rocznie, a więc ponad trzy razy więcej niż słynna Tama Trzech Przełomów (88,2 mld kWh). Budowa rozpoczęła się w lipcu i ma kosztować 170 mld dolarów. Planowana chińska megazapora w Tybecie może zmniejszyć przepływ na głównej rzece nawet o 85 proc., co w krytycznym wypadku wpłynie na bezpieczeństwo wodne Indii i Bangladeszu. Takie informacje podaje agencja Reuters, wskazując na cztery źródła zaznajomione ze sprawą oraz rządową analizę.
Na to ewentualne zagrożenie reagują Indie, które, żeby załagodzić skutki chińskiej inwestycji, zamierzają zbudować własną tamę. Pierwsze tego typu pomysły pojawiały się już w 2000 roku. Deklarowanym celem miała być kontrola nad przepływem wody z tybetańskiego lodowca Angsi, ważnego dla 100 mln mieszkańców dolnego brzegu rzeki w Chinach, Indiach i Bangladeszu. Propozycja ta od razu spotkała się z zaciekłymi protestami mieszkańców przygranicznego stanu Arunachal Pradesh, którzy obawiali się zalania ich wiosek i pól uprawnych. W maju br. wściekli mieszkańcy uszkodzili maszyny budowlane. Indyjski rząd zamierza jednak przeforsować budowę za wszelką cenę. Jednym z powodów są pewne roszczenia terytorialne Pekinu w tym regionie. Między innymi dlatego ogłoszenie przez Chiny w grudniu 2024 roku budowy tamy tuż przy granicy wywołało w Delhi obawy, że Państwo Środka wykorzysta kontrolę nad rzeką. Planowana w odpowiedzi indyjska zapora Upper Siang ma pomóc w regulacji przepływu wody w porze suchej, a równocześnie zmniejszyć wpływ tamy chińskiej na ograniczenie dostaw wody do takich miast jak Guwahati, które odnotowałoby zmniejszenie dostaw o 11 proc. zamiast 25 proc. przy braku indyjskiego projektu.
"Chiny zawsze zajmowały odpowiedzialne stanowisko w kwestii rozwoju i wykorzystania rzek transgranicznych oraz utrzymywały długotrwałą komunikację i współpracę z krajami położonymi w dolnym biegu rzek, takimi jak Indie i Bangladesz" - stwierdził chiński MSZ w oświadczeniu dla Reutersa. Jednak same deklaracje nie zmniejszają niepokoju Indii. Niedawna analiza dla tamtejszego rządu wykazała, że Pekin może przekierować 40 miliardów m3 wody, co miałoby ogromne znaczenie zwłaszcza w miesiącach niemonsunowych, przy wzrastających temperaturach i suszy. Inną obawą jest możliwość uwolnienia niszczycielskich potoków wody w dół rzeki.
Zdaniem rzecznika chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych projekty hydroenergetyczne przeszły "rygorystyczne badania naukowe w zakresie bezpieczeństwa i ochrony środowiska i nie wpłyną negatywnie na zasoby wodne, ekologię lub geologię krajów położonych w dolnym biegu rzeki". Na prośbę o komentarz ze strony Reutersa nie odpowiedziała strona indyjska odpowiedzialna za kwestie wodne. Jednak tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że obawy wyraził szef dyplomacji S. Jaishankar w trakcie rozmowy ze swoim chińskim odpowiednikiem, do której doszło 18 sierpnia. Same Indie również są oskarżane o traktowanie wody w charakterze broni przez Pakistan pozostający w sojuszu z Chinami.
Czytaj też: "Rosja sprzedaje ropę do Indii. Znalazła sposób na sankcje. 'Bardzo specjalny mechanizm'".
Źródła:Reuters, Money