Strefa Czystego Transportu obowiązuje w Krakowie od 1 stycznia 2026 roku. Objęła ponad połowę miasta, a jej granice wyznacza tzw. czwarta obwodnica - autostrada A4 oraz trasy ekspresowe S7 i S52. Ostatnio jej legalność potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny. Przeciwnicy strefy nie zamierzają jednak odpuszczać walki o jej zniesienie. Niepołomicki radny Jakub Stachaczyk w rozmowie z "Gazetą Krakowską" przekonuje, że za wyrok sądu "zapłacą niewinni ludzie".
- W rejonie Puszczy Niepołomickiej często widać pojazdy na krakowskich rejestracjach. Można byłoby wprowadzić tam opłaty za parkowanie. Takie zasady mogłyby być też w innych popularnych miejscach, z których korzystają przyjezdni, chociażby na ulicach w centrum Niepołomic, czy strefie gospodarczo-inwestycyjnej - mówił Stachaczyk. Jak wyjaśnił, takie rozwiązanie miałoby służyć jako odwet za wprowadzenie Strefy Czystego Transportu w Krakowie. - Podobne przepisy mogłyby wprowadzić inne podkrakowskie gminy, do których krakowianie przyjeżdżają w celach rekreacyjnych czy do pracy. Już prowadzę wstępne rozmowy z przedstawicielami gmin z aglomeracji - dodał. Zdaniem radnego zebrane w ten sposób środki mogłyby zostać przeznaczone na lokalną infrastrukturę i rozwiązania łagodzące skutki SCT.
Wojewódzki Sąd Administracyjny nie przychylił się do jednej ze skarg, której autor uznał wprowadzenie strefy za nierówne traktowanie kierowców. Osoby, które są zameldowane w Krakowie i płacą w tym mieście podatki, otrzymały bezterminowe zwolnienie dla pojazdów, o ile posiadały je przed 26 czerwca 2025 roku - niezależnie od tego, jak stare są ich samochody. Natomiast dla osób spoza Krakowa, poruszających się pojazdami, które nie spełniają wymogów, wprowadzono trzyletni okres przejściowy (2026-2028), podczas którego będzie można wjeżdżać do strefy po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Abonament miesięczny kosztuje 100 zł, opłata dzienna 15 zł, a opłata godzinowa 2,5 zł.
Przeczytaj też: "Burza ws. stref czystego transportu. 'To nie są piętnasto- czy dwudziestoletnie auta'".