Grzegorz Skrzypczak, prezes ElektroEko: Przez blisko 20 lat działania edukacyjne wiązały się z przekazem stricte środowiskowym. Od mniej więcej 10 lat zaczęliśmy dostrzegać, że jeżeli połączymy to z działaniami ekonomicznymi, to wtedy trochę inaczej popatrzymy na ten zasób, którym dysponujemy. To dotyczy w zasadzie wszystkich uczestników systemu: konsumentów, producentów, administracji państwowej i samorządowej, zakładów przetwarzających zużyty sprzęt, recyklerów i organizacji odzysku, które reprezentują interesy wprowadzających, czyli importerów, producentów i dystrybutorów.
Na to nakłada się jeszcze jeden element, który jest niezwykle istotny: system prawny. W tym łańcuchu pojawia się władza ustawodawcza, która decyzjami prawnymi tworzy ramy systemu. Im będą bardziej przewidujące i praktyczne, tym szybciej i łatwiej będziemy mogli połączyć interes środowiskowy z interesem ekonomicznym. Przed nami stoi wielkie wyzwanie, żeby edukację środowiskową połączyć z edukacją ekonomiczną.
20 lat temu w gospodarstwie domowym w Polsce było średnio 15 urządzeń elektrycznych i elektronicznych. W tej chwili to jest już 36 urządzeń. To pokazuje dynamikę wzrostu i oznacza też, że nasze obowiązki w tym zakresie rosną. Każdy z tych produktów jest wytwarzany z różnych surowców, w tym z bardzo istotnych surowców krytycznych i metali ziem rzadkich. Oczywiście jest różnica, jeżeli chodzi o masę odzysku jednych i drugich. Nieprzypadkowo nazywają się metalami ziem rzadkich - ich wydobywanie jest bardzo skoncentrowane geograficznie. Potentatem w zasadzie są Chiny i w mniejszym stopniu Rosja. Główną rzeczą, która decyduje o wadze tego interesu, jest potrzeba możliwie dużego uniezależnienia się od dostaw surowców pierwotnych, chociaż nigdy nie będzie stuprocentowe.
Tu pojawiają się dwie bardzo ważne wartości: ilość zużytego sprzętu, która się co roku pojawia na rynku. Drugą jest popyt na nowe produkty, bo on decyduje o tym, ile tego sprzętu zużytego się pojawi w przyszłości.
Są produkty, których cykl życia "łączy się" z systemem gospodarowania zużytym sprzętem, bo oba są cyklami dobrze znanymi i zoptymalizowanymi, jak w przypadku pralek czy lodówek. Inaczej wygląda kwestia urządzeń, które funkcjonalnie i technologicznie są nowe. Przykładem mogą być panele fotowoltaiczne, które pojawiły się na rynku stosunkowo niedawno. Wzrost ich sprzedaży był w Polsce kilkudziesięciokrotny, ale mają one cykl życia od 15 do 20 lat. Podobnie jest z pompami ciepła - na ich masowe pojawienie się w formie odpadu poczekamy około ćwierć wieku. Ale cały czas pojawiają się też nowe produkty. Mamy zatem czas, żeby się do tego procesu przygotować. Można to krótko podsumować: model systemu gospodarowania elektroodpadami sprzed 20 lat przestał być adekwatny do obecnych wymogów rynku i sytuacji geopolitycznej.
Tak. I to jest właśnie ten moment, w którym recykling elektroodpadów przestaje być tylko problemem środowiska, a zaczyna być też wyzwaniem dla gospodarki i tematem z zakresu bezpieczeństwa. Jeżeli nie mamy dostępu do części zasobów pierwotnych, powinniśmy maksymalnie zatrzymywać w Europie to, co już do nas przyszło w produktach. Łatwo sobie wyobrazić, jakie problemy z dostępnością mogą wywołać wydarzenia polityczne, takie jak wojna w Ukrainie albo konflikt między Chinami i Stanami Zjednoczonymi.
W 2022 r. we wszystkich krajach Unii Europejskiej plus Islandia, Szwajcaria, Norwegia i Wielka Brytania, w sumie pozyskano niecałe 11 milionów ton zużytego sprzętu, w tym milion ton surowców krytycznych i metali ziem rzadkich. I coś znacznie ciekawszego: z zebranych blisko 11 milionów ton przetworzono niecałe 6 milionów. Pozostałe zużyte sprzęty się po prostu rozpłynęły.
Pięć milionów ton gdzieś zniknęło, co oznacza, że takie przypadki są nagminne. Duża część tego sprzętu trafiła do nielegalnej zbiórki, na przykład do punktów skupu złomu. Mogły też zostać wyeksportowane i najczęściej jest to eksport sprzeczny z prawem. Jakiś czas temu jeden z dużych producentów odkrył, że urządzenia po testach prowadzonych w Polsce - przeznaczone do odzysku - pojawiły się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Okazało się, że zakład, który przyjął produkty do przetworzenia, nie zrobił tego, tylko pod hasłem przekazania do ponownego użycia sprzedał je na Bliski Wschód. Istnieje bardzo realne domniemanie, że ten sprzęt później był wywożony do Rosji, ponieważ zawierał różnego rodzaju podzespoły objęte embargiem.
A z tego miliona ton surowców krytycznych, który podlegał legalnemu przetworzeniu i recyklingowi, odzyskano mniej więcej 40 proc. Co z resztą? Znowu się rozpłynęła - na przykład została utracona w procesach przetworzenia z powodu niedoskonałości technologicznej.
Są dwa główne możliwe scenariusze. Pierwszy to gospodarka obiegu zamkniętego. Polega na tym, że zużyty sprzęt zostaje przetworzony, odzyskuje się wysokiej jakości surowce i one z powrotem trafiają do produkcji. Gospodarka obiegu zamkniętego zakłada, że sprzęt będzie serwisowany dłużej, czyli wydłuży się cykl życia odpowiednio zaprojektowanych produktów. Po drugie będą w nich użyte inne materiały, które nie będą miały charakteru strategicznego. Wtedy masa pozyskiwanych surowców krytycznych zamiast na poziomie blisko 2 mln, będzie na poziomie 1,2 mln ton. Do jego zrealizowania potrzebujemy czasu. Zakłada się, że do roku 2050 ilość odzyskanego sprzętu będzie się zmniejszać proporcjonalnie do sprzedaży. W przypadku takich urządzeń jak lodówki zmiany ilości sprzętu do recyklingu będą niewielkie, mimo rosnącej sprzedaży w krajach, które dzisiaj są biedniejsze. Istotny wzrost będzie dotyczył takiego sprzętu jak pralki, ale przede wszystkim sprzętu małogabarytowego: AGD do pielęgnacji zdrowia i drobnej elektroniki.
Drugi model to business as usual. Zgodnie z nim masa surowców krytycznych wzrośnie do blisko dwóch milionów ton. Ale to oznacza, że straty na surowcach krytycznych by dramatycznie wzrosły, a koszty gospodarowania zużytym sprzętem niewspółmiernie by podrożały. Zarówno z punktu widzenia biznesowego, jak i środowiskowego, taka sytuacja byłaby nie do zaakceptowania. Z jednej strony załamałyby się wszystkie założenia związane z gospodarką obiegu zamkniętego, z drugiej ilość sprzętu byłaby tak gigantyczna, że doprowadziłaby do rozrostu szarej strefy.
Bardzo wielu tak zwanych przedsiębiorców zdecydowałoby się na to, żeby pozorować zbieranie i przetwarzanie, a w rzeczywistości tego nie robić, tylko przygotowywać dokumenty, które to potwierdzają. Jest niezwykle istotne, żeby doszło do zmian prawnych w Unii Europejskiej, a co za tym idzie, w Polsce. Z punktu widzenia znaczenia surowców model gospodarki cyrkularnej i związanej z nią rozszerzonej odpowiedzialności producenta jest absolutnie pożądany.
Centralny nadzór i sterowanie? Stanowczo nie! W tej chwili jest procedowana ustawa ROP, czyli Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów, która dotyczy opakowań. Obiecanej nowelizacji ustawy o zużytym sprzęcie jeszcze nie ma, ale obawiamy się, że model z ustawy dotyczącej opakowań zostanie do niej przeniesiony.
To, co wymyślono, to jest jedno wielkie kuriozum, dlatego, że zgodnie z tym ma powstać scentralizowany system pobierania pieniędzy i rozdziału pieniędzy. To będzie robiła jednostka państwowa: Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, co oznacza wywalenie w powietrze dotychczasowego systemu. Scenariusz jest taki, że wszyscy wprowadzający płacą do NFOŚiGW podatek, a on wybierze, komu te pieniądze da.
Moim zdaniem niesie to wiele ryzyk, w tym korupcji. Mnóstwo firm upadnie, zacznie się totalne lukrowanie rzeczywistości, byle tylko dostać większy kawałek tortu z funduszu. Koszty będą rosły bez opamiętania. Nikt ich nie będzie kontrolował.
20 lat temu, kiedy zaczynaliśmy, za kilogram wprowadzonego sprzętu do sprzedaży płaciło się 3-4 grosze. Dzisiaj te opłaty dochodzą czasami do złotówki. Gdyby tym zarządzał Narodowy Fundusz, to możliwe, że opłata wynosiłaby dwa albo więcej złotych za kilogram. Czyli przeciętnie za pralkę czy lodówkę płacilibyśmy o około 100 zł więcej. To już zaczyna być elementem konkurencji rynkowej.
Takie są wnioski z naszego raportu przygotowanego na 20-lecie funkcjonowania systemu. Nasza organizacja jest w wąskiej grupie podobnych organizacji zrzeszonych w WEEE Forum, które przeszły przez sito różnych zasad. Opracowaliśmy dla Komisji Europejskiej ewaluację dotychczas funkcjonującego systemu. WEEE Forum zleciło też przygotowanie raportu dotyczącego surowców, który przewiduje pewne procesy do 2050 roku. Określiliśmy w nim zasady, które w naszej ocenie muszą być absolutnie zrealizowane, przynajmniej w Polsce.
Pierwsza to pełna transparentność systemu - przede wszystkim poprzez dostęp do informacji. Dane kiedyś były przygotowywane bardzo słabo, ale były. Później zmieniono system: wprowadzono raportowanie do 16 marszałków województw. Każdy może tam wpisać, co mu się żywnie podoba, a pracownicy w urzędach marszałkowskich nie bardzo wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi, bo to się nie sumuje. Nie można też prowadzić istotnych procesów kontrolnych. Transparentność dotyczy również powiązań kapitałowych między podmiotami, które funkcjonują w tej gospodarce.
Podam dwa zupełnie skrajne przypadki.
ElektroEko została powołana zgodnie z obowiązującymi przepisami, przez wprowadzających sprzęt elektryczny i elektroniczny, zgodnie z wymogami ustawowymi. Jest na bieżąco kontrolowana przez radę nadzorczą, w skład której wchodzą ci wprowadzający. Oni mają prawo do tego, żeby sprawdzić, czy i w jaki sposób wywiązujemy się z naszych obowiązków.
Równocześnie, przy tej samej obowiązującej ustawie, mamy sytuację, w której to osoba fizyczna wprowadziła na rynek 25 kg sprzętu i stworzyła organizację odzysku. Organizacje odzysku otwierają też właściciele zakładów przetwarzania. Chociaż wprowadziły 200 kg sprzętu, to odpowiadają za obowiązki na poziomie kilkudziesięciu milionów złotych i chcą przejąć kolejne, na poziomie kilkuset milionów. Zabezpieczeniem tych transakcji ma być niezmieniona od 20 lat kwota 2,5 mln złotych. To są absurdalne rzeczy
W ustawie jest napisane, że organizacje odzysku tworzą wprowadzający, czyli producenci, importerzy lub ich stowarzyszenia. My [ElektroEko - przyp. redakcji] nie mamy żadnego zakładu przetwarzania i nie jesteśmy recyklerem, ponieważ nasi wprowadzający uznali, że inaczej nie da się w sposób transparentny kontrolować procesów i finansów.
Uważam, że organizacja odzysku powinna być podmiotem zaufania publicznego. Wszystko, czym dysponuje organizacja odzysku, powinno być przeznaczone na realizację tego konkretnego celu: finansowanie zbiórki, przetworzenia i zrecyklowania łącznie z odzyskiem surowców. Moim zdaniem to jest pewnego rodzaju misja. Od kreowania zysków i wypłaty dywidendy są zakłady przetwarzania i recyklerzy, a nie organizacja odzysku.
Oczywiście to nie oznacza, że nie musimy liczyć kosztów i nie zastanawiamy się, jak całością optymalnie zarządzać. Natomiast nie może być takiej sytuacji, że ja jestem właścicielem zakładu przetwarzania, tworzę organizację odzysku, której potwierdzam, że wykonała zadania, które ja sam wykonałem, i w dodatku jestem recyklerem, który potwierdza, że mój zakład wysłał do recyklingu sprzęt, z którego powstały surowce. Tak w naszej branży powstaje układ, którego nie da się skontrolować.
Poruszył pan bardzo istotną rzecz. W raporcie dla Komisji Europejskiej przygotowanym razem z belgijskim oddziałem firmy Deloitte postulujemy kilka strategicznych decyzji, które Unia Europejska musi podjąć.
Po pierwsze: transparentność. Po drugie: unifikacja w całej Unii, zarówno procesów technologicznych, jak i statystyk. Co my możemy zrobić, jeżeli Eurostat opublikował dane za 2022 rok i prowizoryczną część za 2023, a rozpoczął się już 2026? Planowanie czegokolwiek na podstawie danych statystycznych w biznesie to jest podstawa. Dopóki nie mamy aktualnych danych, pływamy w próżni informacyjnej.
Wróćmy do pilnych zadań dla Unii: mamy transparentność i rozdział zakładów przetwarzania od organizacji odzysku, bo zakłady przetwarzania to jest czysty biznes, a organizacja odzysku dysponuje środkami producentów, żeby ten proces organizować i finansować. Polska jest znowu ciekawym przypadkiem, bo mamy aż 12 organizacji odzysku. Stąd postulat z naszego raportu, żeby firmy zajmujące się odzyskiem były organizacjami pożytku publicznego i podlegały realnej kontroli.
Kolejna sprawa to stworzenie systemu i rynku dla surowców pochodzących z recyklingu. Chodzi o to, żeby nie myśleć tylko o prostym przetworzeniu, bo takie materiały w znakomitej większości są wywożone tam, gdzie już są technologie do recyklingu wysokiej jakości. Ktoś inny korzysta na tym.
Chcemy ochrony środowiska i jednocześnie ochrony zasobów? Stwórzmy w tym celu system preferencji dla tych, którzy używają surowców z recyklingu. Muszą powstać zachęty do wdrażania nowych technologii, które pozwolą odzyskiwać surowiec odpowiedniej jakości. Jeżeli surowiec pierwotny jest tańszy od surowca z recyklingu, nie ma żadnej szansy, żeby producenci stosowali surowce z recyklingu. Możemy mówić, że to mało szlachetne, ale inna decyzja biznesowo byłaby absurdalna.
W ElektroEko mamy programy edukacyjne, w których biorą udział miliony osób. Procesy edukacyjne muszą trwać nieprzerwanie i muszą być dostosowywane do konkretnych grup odbiorców. Jest to w interesie zarówno podmiotów gospodarczych ale też naszego państwa. Odkąd powstaliśmy, wydaliśmy na edukację już blisko 60 milionów zł i nigdy nie dostaliśmy żadnego wsparcia. Nigdy. Nie skarżę się, mam praktyczne podejście i wiem, że prawdopodobieństwo, że będziemy w jakikolwiek sposób wzmocnieni, jest niskie. Jestem dumny z efektów - dzisiaj praktycznie nie znajdzie pan sprzętu elektrycznego w lasach i na nielegalnych wysypiskach, natomiast rzeczywiście jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia w kwestii edukacji i zmiany postaw społecznych.
Teraz na przykład cała Europa ma kłopot z technologią zbierania drobnego sprzętu, bo najczęściej jest wyrzucany albo chowany w domu. Tak naprawdę musi powstać ogólnopolski, jednolity, zunifikowany system zbierania takiego sprzętu. Jeżeli mamy 12 organizacji odzysku, on nigdy nie powstanie. I nie chodzi o ograniczenie konkurencyjności, bo nikt czegoś takiego nie chce. Chodzi o różne podejście do realizacji zapisów ustawy, a więc - przestrzegania prawa.
Zgodnie z prawem wprowadzający, a w ich imieniu organizacja odzysku, która reprezentuje producenta i jest zobligowana do realizowania obowiązków w jego imieniu. Jednocześnie musimy odwrócić nasze myślenie o edukacji - dzisiaj wyzwanie mniej dotyczy konsumentów. Zwiększanie świadomości powinno obejmować przedsiębiorców, samorządy i urzędy. Musi dotyczyć także tych, którzy o tym decydują: parlamentarzystów, ale też ludzi, którzy choć pracują w ministerstwie odpowiedzialnym za środowisko, to często są na bakier z wiedzą. Nie oczekuję od nich, że będą specjalistami jak my, ale muszą mieć podstawy wiedzy i współpracować z praktykami.
Problem jest głębszy i dotyczy pytań, które obecnie trzeba stawiać. To już nie jest tylko ideologiczne podejście do spraw środowiskowych, ale również kwestie ekonomii i bezpieczeństwa. Chociaż nigdy nie będziemy w stanie pokryć z odzysku całości zapotrzebowania na surowce, to musimy wycisnąć z elektroodpadów jak najwięcej. Jeżeli złożymy cały zużyty sprzęt, baterie, branżę motoryzacyjną i przemysł, to znajdziemy mnóstwo surowców do odzyskania.
Wszystkie firmy z branży elektrycznej i elektronicznej, które nie produkują sprzętu w Chinach ani w Rosji, są w 100 proc. uzależnione od tych surowców, szczególnie metali ziem rzadkich, ale też w bardzo dużym stopniu od innych surowców krytycznych. W tym również podwykonawcy motoryzacji, m.in. akumulatorów litowo-jonowych albo producenci sprzętu AGD.
Proszę pamiętać, że Polska to największy w Europie producent takich urządzeń. Z tego powodu temat odzysku powinien być dla nas szczególnie istotny. Pod jednym względem jesteśmy na uprzywilejowanej pozycji: mamy miedź, która jest surowcem krytycznym, dopóki ktoś nie opracuje zamiennika.
Natomiast ci, którzy produkują w Chinach i eksportują do Europy, siłą rzeczy mogą napotkać ograniczenia, ale jak znam życie - a widziałem wiele różnych fabryk sprzętu - często jest tam jakaś domieszka kapitału chińskiego.
Ze względu na to, że jesteśmy dużą organizacją, pewnie mamy trochę więcej danych niż te mniejsze i małe. Nie są to dane statystyczne, bo wszystko się opiera na szacunkach i estymacjach, a to nie jest najskuteczniejsza metoda.
Mówią, że są znaczne różnice w danych, które przygotowuje ministerstwo dotyczące całego rynku, w liczbach publikowanych w Eurostacie, które teoretycznie powinny pochodzić od ministerstwa, oraz naszych szacunkach rynkowych. Przypominają, że każdego roku wyciągnięcie zagregowanych danych z ministerstwa jest długą, żmudną i skomplikowaną drogą mimo jawności danych publicznych. Pokazują, że nasza branża jest podatna na różnego rodzaju nieścisłości, ale również fałszerstwa.
O ile jestem w stanie zrozumieć, że nasze szacunki się różnią od szacunków ministerstwa, to nie rozumiem, dlaczego szacunki Eurostatu i ministerstwa są rozbieżne. Naszym zdaniem bardzo zagregowane dane, które przygotowuje ministerstwo, są błędne. Poza tym, skoro już są tak zagregowane, powinny być ogólnie dostępne dla wszystkich, bo nie naruszają tajemnic handlowych ani innych.
Ja jestem optymistą. Wie pan dlaczego? Bo jak sobie przypomnę, co było 20 lat temu, to było prawdziwe szycie z niczego. To był folklor, naprawdę. Przez całe lata nie było inwestycji w nowe technologie do przetwarzania - no bo kto miał inwestować, jeżeli były przekręty polegające na tym, że część uczestników rynku drukowała papiery potwierdzające przetworzenie, albo do przetworzenia używało się wyłącznie śrubokrętu i młotka.
Jednak straciliśmy 10 ostatnich lat. Dwie i pół kadencji, podczas których w zasadzie nic się nie działo. Mimo to myślę, że waga tego tematu jest w tej chwili tak duża, że zaczynają się nim interesować również ci, którzy zajmują się na co dzień gospodarką i bezpieczeństwem surowcowym. Elektroodpady są perspektywiczną, strategiczną branżą i tym bardziej trzeba po kolei eliminować patologie, które ją zjadają.
Dzisiaj mamy w Polsce nowoczesne zakłady przetwarzania, które mogą przetworzyć milion trzysta tysięcy ton rocznie, chociaż obowiązków jest na niecałe pięćset tysięcy ton. Istnieje więc realne ryzyko, że część z tych zakładów upadnie. Z drugiej strony, jeżeli mamy inwestować w technologie do recyklingu i pozyskiwania wysokiej jakości surowców, porównywalnych z jakością surowców pierwotnych, ktoś musi zacząć to robić w Polsce. Jednak jeżeli nie będzie miał odpowiednich motywacji finansowych i danych, to nie zacznie. I zajmą się tym inne państwa i kontynenty.